Popatrzyłam na klacz z lekką pogardą, mimo jej wyższej rangi.
- Jestem diabłem od zawsze i uwierz; masz szczęście, że się opanowuję i jeszcze cię nie rozszarpałam- powiedziałam spokojnie.
- Ale spróbuj się uwolnić! - Marika nie dawała za wygraną.
Potrząsnęłam głową z dezaprobatą.
- Po co mam frunąć, skoro mój dom jest w dole, daleko w dole?
Klacz otworzyła buzię i odezwała się:
-...
Marika?
sobota, 22 października 2016
Od Mariki CD. Death Angel
Byłyśmy już prawie przy wejściu.
- Pospolite. Jako morderczyni. Znaczy… Dowódca
morderców. Domyślam się, że jesteś pod moją „władzą”? – zaśmiałam się.
Szybko kiwnęła głową i zmierzyła mnie wzrokiem.
- Nie wyglądasz na mordercę. Wyglądasz na… na…
- Chodzący szkielet? To nie jest tak… Mam silną wolę i „przyzwyczaiłam się” już do
bólu. – zrobiłam przerwę i zaśmiałam się. – Nigdy nie chciałam być strategiem,
szamanem bo chciałam walczyć. Wojownikiem nie; bo w 5 minut polegnę, obrońcą;
nie widzę się w tej roli. Obrońcy idą na pierwszy ogień i to dla nich spore
ryzyko. Nie atakujący bo nikogo nawet nie dam rady dzióbnąć, nie zwiadowcą, nie
szpiegiem… Nie… Może i medykiem mogłabym być lecz…
Zamilkłam. To już
Martwe Ziemie. Angel uśmiechnęła się. Ruszyłyśmy.
Zawiał lodowaty i
ponury wiatr. Z głębi lasu wydostał się
ryk. Klacz drgnęła. Ja też. W końcu gdy tu przychodziła, nie była sobą.
- Tchórz Cię
obleciał? – spytałam roześmiana.
- Nie…? – zdziwiła
się.
Patrząc na Death
miałam wrażenie, że ma to miejsce głęboko gdzieś. Jakby szła bo musiała. Tak
jakby zaraz znów miała zamienić się w demona. Dlaczego? Nagle jakiś czarny cień
przemknął przed nami.
- Motylek! –
zachichotałam i dodałam. – Rozluźnij się! Potraktuj to jak zabawę.
Nie odezwała się.
Zamiast tego posłała mi spojrzenie pogardy.
- Ja wiem, że nie
jesteś diabłem. Jesteś zbłąkaną duszą, która pragnie być wolna ale nie potrafi.
Ty nie jesteś tym za kogo się uważasz. Pofruń!
Popatrzyła na mnie
jak na wariata ale coś ją ruszyło.
piątek, 21 października 2016
Od Death Angel CD Galanta
Rozglądałam się niespokojnie. Czułam na sobie czyjś wzrok, ale nikogo nie zauważyłam.
- "Zwidy".. - pomyślałam, choć byłam pewna, że ktoś mnie obserwuje.
Wzruszyłam 'ramionami' i potruchtałam w stronę lasu. Usłyszałam łamanie gałązek. Ruszyłam pewniej przed siebie. I wpadłam na.... Galanta. Stał przede mną niepewnie. Nie wiedział co zrobię.
Z dezaprobatą pokiwałam głową i westchnęłam z politowaniem.
- Galant...
- Death....
Ogier wydawał się zakłopotany. Uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Chodź - rzuciłam. - Pokażę ci coś.
Zaintrygowany koń ruszył za mną. Poszłam do Mrocznego Zagajnika. Galant uniósł brew.
- Po co.... mnie tu zaprowadziłaś?
- Sza! - powiedziałam, a samiec niechętnie zamilkł.
Gdy przeszliśmy przez ów teren spokojnie wytłumaczyłam.
- Bo to droga do pięknego miejsca. Kazałam ci być cicho, bo tam grasują różne stwory, najczęściej żądne naszej śmierci i krwi.
Wybałuszył oczy, a ja bez słowa poszłam dalej. Po chwili zrównał się ze mną.
Poszliśmy na plażę, ale rzadko odwiedzaną drogą.
Galant? NIE oznaczało żartobliwy charakter pożegnania, nic złośliwego... Taka jest Death. Szkoda, że masz problemy rodzinne; współczuję.
- "Zwidy".. - pomyślałam, choć byłam pewna, że ktoś mnie obserwuje.
Wzruszyłam 'ramionami' i potruchtałam w stronę lasu. Usłyszałam łamanie gałązek. Ruszyłam pewniej przed siebie. I wpadłam na.... Galanta. Stał przede mną niepewnie. Nie wiedział co zrobię.
Z dezaprobatą pokiwałam głową i westchnęłam z politowaniem.
- Galant...
- Death....
Ogier wydawał się zakłopotany. Uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Chodź - rzuciłam. - Pokażę ci coś.
Zaintrygowany koń ruszył za mną. Poszłam do Mrocznego Zagajnika. Galant uniósł brew.
- Po co.... mnie tu zaprowadziłaś?
- Sza! - powiedziałam, a samiec niechętnie zamilkł.
Gdy przeszliśmy przez ów teren spokojnie wytłumaczyłam.
- Bo to droga do pięknego miejsca. Kazałam ci być cicho, bo tam grasują różne stwory, najczęściej żądne naszej śmierci i krwi.
Wybałuszył oczy, a ja bez słowa poszłam dalej. Po chwili zrównał się ze mną.
Poszliśmy na plażę, ale rzadko odwiedzaną drogą.
Galant? NIE oznaczało żartobliwy charakter pożegnania, nic złośliwego... Taka jest Death. Szkoda, że masz problemy rodzinne; współczuję.
czwartek, 20 października 2016
Od Galanta CD Death Angel
- Ok. To do nie zobaczenia! - Odparła z entuzjazmem klacz, po czym obróciła się na pięcie i odeszła w przeciwną stronę.
~To już koniec wycieczki?~ Spojrzałem na Charme.
-Wygląda na to, że tak. - Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku iż tak na prawdę mam jeszcze mnóstwo energii i nie powiem jasna klacz mocno mnie zaintrygowała.
- Na pewno dla Ciebie. -Sergłęm wpatrujące się we mnie z konsternacją stworzonko. Charme jest taka urocza.
~Ale jak to...?~ Zdziwiła się przeciągając każde słowo.
-Jesteś zmęczona, Widzisz tamto drzewo? - Wskazałem na stojącą po środku polany nie opodal jabłonkę.
-Zostań tam, niedługo wrócę. - Uśmiechnąłem się do mojej towarzyszki i pocałowałem ją delikatnie w czółko, po czym odwróciłem się w stronę miejsca, gdzie ostatni raz widziałem klacz.
~Nie rób głupstw...~ To było ostatnie co tego dnia powiedziała do mnie Charme. Pogalopowałem przed siebie chcąc dogonić Death Angel. Po nie długiej chwili usłyszałem kroki, to była ona. Zwolniłem, mknąłem teraz zwinnie miedzy drzewami. Słyszałem ją, była w odległości ok. 20 m. -Idealnie.- Powiedziałem sobie w myślach. Kroczyłem za nią przez jakieś 10 minut. Zacząłem myśleć o tym, co ,,powiedziała" mi moja sarenka. Rozumiem, że czasami bywam nieco nierozważny, czy nazbyt beztroski, ale nie głupi, o co jej chodziło z tym nierobieniem głupstw. Potrząsnąłem głową. Nie, nie, nie. Muszę się skupić. Angel jest czujna i nieufna, nie chcę jej wystraszyć, mogłoby się to dla mnie źle skończyć. W końcu znalazłem się w takiej pozycji, że widziałem ją, ale ona nie widziała mnie. Czuła moją obecność, rozglądała się niespokojnie. Była sama, widocznie zdenerwowana.
Death Angel? Ja nie rozumić co znaczyć ,,NIE" xD
~~~~~~~~~~
P.S. Tym: ~abcd~ będę od teraz zaznaczać, kiedy odzywa się Charme, w ten sposób będzie mi łatwiej ;)
P.S.2 Przy okazji naprawdę przepraszam za nieobecność. (Jestem w trudnej sytuacji rodzinnej). Po tym opowiadaniu styl pisania może się minimalnie zmienić (będzie je pisała moja dziewczyna, na howrse to jej konto, więc nm sprawy z komunikacją jak coś) do czasu, kiedy znajdę czas i chęci. :)
~To już koniec wycieczki?~ Spojrzałem na Charme.
-Wygląda na to, że tak. - Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku iż tak na prawdę mam jeszcze mnóstwo energii i nie powiem jasna klacz mocno mnie zaintrygowała.
- Na pewno dla Ciebie. -Sergłęm wpatrujące się we mnie z konsternacją stworzonko. Charme jest taka urocza.
~Ale jak to...?~ Zdziwiła się przeciągając każde słowo.
-Jesteś zmęczona, Widzisz tamto drzewo? - Wskazałem na stojącą po środku polany nie opodal jabłonkę.
-Zostań tam, niedługo wrócę. - Uśmiechnąłem się do mojej towarzyszki i pocałowałem ją delikatnie w czółko, po czym odwróciłem się w stronę miejsca, gdzie ostatni raz widziałem klacz.
~Nie rób głupstw...~ To było ostatnie co tego dnia powiedziała do mnie Charme. Pogalopowałem przed siebie chcąc dogonić Death Angel. Po nie długiej chwili usłyszałem kroki, to była ona. Zwolniłem, mknąłem teraz zwinnie miedzy drzewami. Słyszałem ją, była w odległości ok. 20 m. -Idealnie.- Powiedziałem sobie w myślach. Kroczyłem za nią przez jakieś 10 minut. Zacząłem myśleć o tym, co ,,powiedziała" mi moja sarenka. Rozumiem, że czasami bywam nieco nierozważny, czy nazbyt beztroski, ale nie głupi, o co jej chodziło z tym nierobieniem głupstw. Potrząsnąłem głową. Nie, nie, nie. Muszę się skupić. Angel jest czujna i nieufna, nie chcę jej wystraszyć, mogłoby się to dla mnie źle skończyć. W końcu znalazłem się w takiej pozycji, że widziałem ją, ale ona nie widziała mnie. Czuła moją obecność, rozglądała się niespokojnie. Była sama, widocznie zdenerwowana.
Death Angel? Ja nie rozumić co znaczyć ,,NIE" xD
~~~~~~~~~~
P.S. Tym: ~abcd~ będę od teraz zaznaczać, kiedy odzywa się Charme, w ten sposób będzie mi łatwiej ;)
P.S.2 Przy okazji naprawdę przepraszam za nieobecność. (Jestem w trudnej sytuacji rodzinnej). Po tym opowiadaniu styl pisania może się minimalnie zmienić (będzie je pisała moja dziewczyna, na howrse to jej konto, więc nm sprawy z komunikacją jak coś) do czasu, kiedy znajdę czas i chęci. :)
wtorek, 18 października 2016
Takie cosiek.....
Hejoska!
No to tak... Wiem, że adminem nie jestem, ale chciałam takie 2 niezbyt istotne wiadomosci przekazać.
1. Chciałam poinformować, że spowrotem mam zamiar udzielać się na tym blogu.
2.To takie pytanko, xD.. Zauważyliście, że na blogu strasznie mało się dzieje? Nie to, że proponuję zresetowanie bloga, co to to nie. Chodzi mi tylko o to, że aktywność spada
A to do adminów; Czy nie możnaby było dodać jakirgoś urozmaicenia?
ArcheoHors0798
No to tak... Wiem, że adminem nie jestem, ale chciałam takie 2 niezbyt istotne wiadomosci przekazać.
1. Chciałam poinformować, że spowrotem mam zamiar udzielać się na tym blogu.
2.
Archeo
wtorek, 11 października 2016
Od Death Angel CD Mariki
- Jasne, że wiem, przecież chodzę tam codziennie!
Klacz uniosła brew.
- Wiesz... żeby nikogo nie zabić podczas przemiany...
Marika pokiwała głową.
- To idziemy?
- Okej....
Ruszyłyśmy na Martwe Ziemie. Szłyźmy w ciszy, żadna nie miała nic do powiedzenia.
- Marika...
- Tak?
- Ehmm, jakie masz stanowisko?
Marika?
~~~~~~~~~~~
Przy okazji, mam informaację: W sobotę wyjeżdżam na 3 DNI do Warszawy, więc jeśli nie będę odpisywać, to proszę o wyrozumiałość. To wycieczka szkolna, niestety obowiązkowa, więc będę nieobecna lub NIEAKTYWNA. Do zobaczenia!
Klacz uniosła brew.
- Wiesz... żeby nikogo nie zabić podczas przemiany...
Marika pokiwała głową.
- To idziemy?
- Okej....
Ruszyłyśmy na Martwe Ziemie. Szłyźmy w ciszy, żadna nie miała nic do powiedzenia.
- Marika...
- Tak?
- Ehmm, jakie masz stanowisko?
Marika?
~~~~~~~~~~~
Przy okazji, mam informaację: W sobotę wyjeżdżam na 3 DNI do Warszawy, więc jeśli nie będę odpisywać, to proszę o wyrozumiałość. To wycieczka szkolna, niestety obowiązkowa, więc będę nieobecna lub NIEAKTYWNA. Do zobaczenia!
Od Mariki CD Death Angel
Nagle ktoś oderwał
mnie od rozmyślań. Była to Death Angel.
- Czy twoje imię
mówi coś o tobie? – spytałam.
- No… bo diabłem
jestem. – mruknęła smutno.
Gdy to usłyszałam uniosłam
brwi. Klacz wyraźnie westchnęła. Uśmiechnęłam się.
- No cóż… nie
liczy się pochodzenie tylko TY! – zaśmiałam się.
Wzruszyła
ramionami. Słyszałam wiele o niej. Przypomniała mi się Mascared. Chyba była
gorsza od Death ale pewnie miałyby dużoooo wspólnego. Oczywiście jeśliby się od
razu niepozabijały! Ale jej nie ma. Szczerze mówiąc polubiłam ją. Może Death
Angel okaże się jej siostrą bliźniaczką?
- Przejdziemy się?
– spytałam.
- …- zastanowiła
się. – No dobrze.
Maszerowałyśmy
raźno. Na razie żadna się nie czuła potrzeby by się odezwać. Nagle przyszła mi
do głowy pewna myśl…
- Angel… -
zaczęłam.
- Hm?
- Wiesz co to
Martwe Ziemie, prawda?
- A dlaczego
miałabym nie wiedzieć? – zdziwiła się.
- Pytam czy wiesz
co tam może ciebie spotkać. – wyjaśniłam spokojnie.
- Eeee…
- Pomyślałam, że
fajnie by było się tam przejść…
Death Angel? Zgodzisz się?
poniedziałek, 10 października 2016
Od Death Angel do Mariki
Biegłam po górce, chciałam wbiec na szczyt, by ćwiczyć formę. Oczywiście, po chwilce byłam już na szczycie niewielkiego wzgórza. Po drugiej stronie szczytu, stał jakiś koń. Podeszłam bliżej.
- "Może choć z kimś zacznę przyjaźnie" - pomyślałam. - Ymm, jestem Death Angel.
Koń zwrócił się do mnie, teraz byłam już pewna, że stała przede mną klacz.
- Marika - powiedziała.
Pokiwałam głową. Słyszałam już co nieco o tej klaczy.
- Death Angel?
- Taak?
- No, czemu się tak nazywasz? - spytała wahając się.
- "Nie ukrywaj, i tak się dowie" - myślałam. - No bo... bo diabłem jestem.
Marika uniosła brew. Westchnęłam.
Marika?
- "Może choć z kimś zacznę przyjaźnie" - pomyślałam. - Ymm, jestem Death Angel.
Koń zwrócił się do mnie, teraz byłam już pewna, że stała przede mną klacz.
- Marika - powiedziała.
Pokiwałam głową. Słyszałam już co nieco o tej klaczy.
- Death Angel?
- Taak?
- No, czemu się tak nazywasz? - spytała wahając się.
- "Nie ukrywaj, i tak się dowie" - myślałam. - No bo... bo diabłem jestem.
Marika uniosła brew. Westchnęłam.
Marika?
Od Mariki CD Galant/Vena
Skrzywiłam się.
- Ja nie jestem
taka jak WY! Co ty sobie wyobrażasz?! Nowy i…
Nie wiedziałam jak Galant zareagował lecz
byłam pewna, że nie zaczęłam zbyt dobrze u niego. Co prawda nadal kotłowała się
we mnie nie wyjaśniona złość i miałam ochotę wrzeszczeć ale jakoś udało mi się
ją przezwyciężyć i okazać trochę skruchy.
- Przepraszam nie
chciałam… Żeby to tak zabrzmiało… - jęknęłam.
Ogier mruknął coś
na mój temat pod nosem. Vena pokręciła niezauważalnie łbem.
- Marika, tego
akurat się po tobie nie spodziewałam. – odezwała się klacz.
- Przepraszam… –
szepnęłam i kichnęłam głośno.
Wiedziałam, że nie
mają ochoty ze mną debatować. Oddaliłam się zostawiając ich samych. Chyba we
dwójkę rozmawiało się im lepiej.
Pocwałowałam
gdzieś w głąb lasu. Chciało mi się płakać ale to co się stało to była zupełnie
moja wina. Bo kto mądry chodzi po lodzie? Zasmucona udałam się w góry żeby
trochę się ustatkować. Ciągle nie mogłam uwierzyć dlaczego byłam aż tak głupia!
Odłączam się… Przepraszam, że Wam wszystko
popsułam i się wcisnęłam w Wasze opowiadanie. :|
Teraz postaram się być grzeczna.
niedziela, 9 października 2016
Od Lorgana C.D Mariny
Pod wpływem gwałtownego upadku przez pewien moment nie mogłem utrzymać równowagi, dopiero po kilku chwiejnych próbach mogłem w pełni utrzymać się na nogach.
Krew zaszumiała mi w uszach powodując, że przez krótką chwilę nie mogłem nic usłyszeć, czyli między innym panicznego świergotu Miodki. Ona jednak myśląc nadal, że jestem oszołomiony zaczęła swym małym językiem lepić go to mojej "twarzy".
- Miodka, czy mogłabyś przestać ćwierkać? Próbuję się skoncentrować. Hej, hej, trzymaj ten język z dala ode mnie. No naprawdę, Marina mogłaby nauczyć cię zasad dobrego wychowania. Swoją drogą mam nadzieję, że razem z Ismeną są całe i zdrowe... No nic, musimy iść przed siebie. - zacząłem mówić do małego wystraszonego kolibra.
Koliber na moje słowa przez chwile się uspokoiła, mimo tego nie potrwa to wiecznie. Jaki pan taki kram, będę musiał być przygotowany na kolejne dawki jej ćwierkania. No nic jakoś to będę musiał przetrwać.
Znajdywaliśmy się w czymś, co przypominało jaskinię. Tak jakby dzieliła się na dwie części. Za czymś, co przypominało ścinę słyszałem czyjeś kroki i głosy, sądząc po warknięciach i jakże znanym mi dobrze głosie Mariny, moje towarzyszki musiały trafić do tamtej części. W głębi duszy się z tego powodu ucieszyłem, gdyż jakby ktoś z nas miał kłopoty, albo znalazł wyjście szybko się o tym dowiemy.
Gdy ruszyliśmy dalej niekończącymi się, poskręcanymi tunelami, nagle natrafiliśmy na drzwi... Drzwi? Co robią akurat w taki miejscu drzwi? Kompletnie nie pasowały do tego ciemnego, jaskiniowego klimatu. Miodka zaćwierkała niespokojnie.
-Chyba nie mamy innego wyboru. Może to droga prowadząca do wyjścia? - szepnąłem do małego ptaszka chowającego się za moją grzywą. - Ale może to też oznaczać, że będziemy musieli się rozdzielić z tamtą dwójką.
-Przechodzimy przez te drzwi? Może nie powinnyśmy, jak sądzisz Ismena? - rozległ się głos Mariny po drugiej stronie.
-No nie wiem... Może chodźmy, tylko powiedzmy o tym Lorganowi... - odezwała się tym razem Ismena.
Gdy już miała krzyknąć moje imię, sam się odezwałem.
-Wszystko słyszałem. Możemy przez nie przejść jak będzie coś nie tak to najwyżej tu wrócimy, jasne?
-Dobra! - odpowiedziały chórem.
W głębi duszy wiedziałem, że to nie najlepsze rozwiązanie, ale... Może to być, także jedyne, aby stąd wyjść. No nic. Chwyciłem zębami za klamkę przypominającą kształtem różę. Zaraz po tym drzwi samoistnie i powoli otworzyły się przed nami. Gdy już przez nie przeszliśmy zatrzasnęły się za nami z wielkim hukiem.
Na ten dźwięk Miodka pisnęła swym cienkim głosem.
Cofnąłem się jeszcze raz do drzwi próbując je otworzyć, lecz niestety były zamknięte na amen.
Westchnąłem ciężko.
-W porządku. Idziemy dalej...
Znaleźliśmy się w mokrym korytarzu z osadami wapnia zwisającymi w formie kruchych, kredowych stalaktytów. Zrobiłem kilka kroków, idąc po kostki w wodzie. Było ciemno, ale nie na tyle, aby niczego nie dostrzec. Postrzępione fragmenty fioletowej osłony, poruszały się z każdym podmuchem wiatru niczym cienkie firanki albo duchy. Przeszliśmy przez kolejne przejście prowadzące do kolejnego korytarza pełnego korzeni. Te grubsze przedzierały się przez twarde podłoże, po czym stawały się cieńsze i rozgałęzione niczym układ krwionośny. Długie, włochate niteczki pławiły się w wodzie. Najdziwniejsze jednak były owoce, wyrastające z korzeni jak z gałęzi. Mimo braku słońca i gleby z kosmatych zwojów zwisały blade kulki. Podszedłem bliżej razem z Miodką. Mlecznobiała, półprzezroczysta skórka miała różowaty odcień, sugerując, że miąższ może być czerwony.
Miodka dotknęła jednego z owoców, co również ja uczyniłem.
-Ciepły - powiedziałem.
Koliber skinąłem łbem i badawczo obserwował owoce.
Wtedy zauważyłem zardzewiałe schody o poręczach owiniętych poczerniałym materiałem. Podszedłem do nich. To miejsce mnie co raz bardziej przeraża. W takim miejscu schody...
Miodka przyległa znowu do mojej grzywy, tym razem trzymając mniej kurczowo. Stopnie były duże i szerokie, a więc bez problemu mógłbym po nich wejść.
Zawahałem się, zresztą i tak było już za późno, by się cofnąć.
Ruszyłem w górę. Każdy mój krok wywoływał echo. Po jakimś czasie schody robiły się coraz bardziej spiralne. Ciągnęły się coraz wyżej i wyżej, by w końcu dotrzeć do kolejnych drzwi.
Moja mała towarzyszka westchnęła rozpaczliwie. Modliłem się w duchu, aby to było wyjście.
Niestety wyjście to nie było, ale tym razem znaleźliśmy się w kompletnie innym i odbiegającym od tego, co spotkaliśmy tam na dole pomieszczeniu. Nie czuć w nim było zgnilizny i wilgoci. Podłoże było zrobione z czarnego dębu, a ściany koloru przygaszonej zieleni ozdobione przeróżnymi obrazami. Nie było tam okien, jedyne światła zwisały nad obrazami. Mimo nieskazitelnej czystości jaka panowała w tym pokoju był on niepokojący.
Podszedłem do jednego z obrazów. Przeczytałem jego tytuł.
,,Oddech - głosił jeden. Miłość - napisał drugi ''.
Bardzo nietypowy tytuł.
W tym momencie przeszliśmy obok obrazu z zakapturzoną dziewczynką, po której łzy ciekły z policzków. Chyba najbardziej właśnie on mnie zaniepokoił. Przechodząc koło niego usłyszeliśmy za sobą rozchodzący się echem śmiech, cieniutki, niczym śmiech dziecka. Szybko odwróciliśmy się.
Miodka gwałtownie wciągnęła powietrze. W zasadzie mi też na chwile zabrakło tchu.
Obraz z dziewczynką, który właśnie minęliśmy obciekał czerwoną cieczą, było też coś na nim napisane, podszedłem bliżej, aby mu się przyjrzeć.
Było tą samą czerwoną cieczą niewyraźnie napisane: ,,Pobawimy się w chowanego?''.
Samoistnie przeszedł po mnie dreszcz. Jak to możliwe, że to się tu pojawiło? Przecież, przecież... Coś jest tu bardzo, ale i to bardzo nie tak... Musimy wracać...
-Zmywamy się stąd, chodź. - skierowałem te słowa do Miodki.
Mieliśmy się już stamtąd zbierać, gdy nagle stanąłem jak wryty. Ktoś stał w wejściu. Był to ktoś niski... Człowiek... Nie, dziecko. Przed oczami latały mi ciemne plamy. Miałem ochotę uciec, ale nie mogłem... Nogi ugięły się pode mną i upadłem... Nastąpiła ciemność...
(Marina? Co się działo z tobą i Ismeną w między czasie?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
