Wstałam dzisiaj około południa. Rozglądnęłam się; niestety nie ujrzałam Dankana. Pewno wyszedł, gdy ja smacznie spałam... przynajmniej wiedziałam, że wszystko z nim dobrze. Ogier ma napewno inne zajęcia... niż siedzenie ze mną.
Wyjrzałam z jaskini na plażę naprzeciw mej jaskini w klifie; mewy latały tam mimo panujących warunków; to zwierzęta, któro mogą tu przetrwać cały rok. Brakowało mi tylko ciepłego, letniego wieczoru wypełnionego cykaniem świerszczy u boku najbliższych... lecz na to sobie jeszcze poczekam.
Wyleciałam z mojego schronu i galopem zaczęłam przemierzać plażę rozganiając mewy. Cały czas miałam dziwne uczucie jakby mnie ktoś obserwował; szybko odrzuciłam tą myśl i biegłam dalej czując wiatr w mej grzywie.
~*~
Wzleciałam w powietrze i przeleciałam nad Magic Forest i Sunny Forest (tak, moja jaskinia jest przy końcu plaży) i spostrzegłam Otchłań Wojny; tak wiele demonów nas napadło...
Namierzałam wzrokiem Dankana; dziwne... nigdzie go nie widziałam. Lecąc dalej szarpana wiatrem dotarłam nad Wodospad Marzeń. Napiłam się wody i przebiegłam na drugą stronę rzeki po kamieniach.
Nie poddawając się dalej szukałam go no bo... w jakiś sposób mi na nim zależało.
~*~
Bardzo szybko się zrobiło ciemno; nawet nie wiem kiedy zapadłam noc, a księżyc wzszedł na gwieździste niebo...
Przez chwilę nie wiedziałam gdzie idę i w jaką stronę; było ciemno w Lesie Dusz. Spostrzegłam w oddali ciemną wysoką postać ze skrzydłami miałam wrażenie przez chwilę, że to piękny anioł. Zaczęłam podchodzić bliżej pegaza niezwykle nim zaciekawiona; nie mogłam jednakże stwierdzić kto to. Jedyne księżyc trochę oświetlał ową postać. Było tak ciemno, że zahaczyłam o wystający korzeń i się przewróciłam prawie, że pod nogi konia. Teraz spostrzegłam, że to był... Dankan! Popatrzyłam na niego swymi niebieskimi oczyma po czym odparłam:
- No... cześć. Nieźle wpadłam... heh. - zaśmiałam się i wstałam.
Ogier stał chwilę zapatrzony po czym rzekł:
- Soll? Co tu robisz? Nic ci się nie stało? - miał pewno dużo pytań i był zdziwiony.
- Tak wszystko gra. Mogę uznać, że szukałam cię. Wyszedłeś pewnie wsześnie, gdy jeszcze spałam... - odparłam.
- Tak... tak to prawda. - powiedział. - Niby po co mnie szukałaś? - odwrócił wzrok chcąc jakby coś ukryć.
- Na każdym przyjacielu mi zależy... - uśmiechnęłam się. Na pysku Dankana również zagościł uśmiech.
Spojrzał na niebo i powiedział:
- Popatrz tylko na gwiazdy...
Zwróciłam wzrok ku niebu; było tak piękne... mogłam tak stać cały czas przypatrywać się w te świecące punkciki z Dankanem u boku...
Zobaczyłam teraz, że stoimy niedaleko Jeziora Siedmiu Księżyców. Z tego co wiem to w nocy nie jest tu bezpiecznie...
- Dankan... musimy już iść. Zanim stanie się coś złego. - powiedziałam i spojrzałam na niego.
- Coś złego? To miejsce nie wygląda na niebezpieczne.
- W nocy wychodzą z głębin jeziora bagienniki. Nie chcesz się z nimi spotkać... ja też.
Ogier po chwilce powiedział:
- Ok... masz rację. Chodźmy.
Ledwo zaczęliśmy iść, a usłyszeliśmy bulgotanie w wodzie. Źle się zaczęło zapowiadać...
- Szybko! - wykrzyknęłam. Wzbiłam się w powietrze i zanim cokolwiek nas dorwało już nas tam na dole nie było. Widzieliśmy z góry tylko chodzące, straszliwe cienie wzdłuż brzegu wody.
Lecieliśmy w blasku gwiazd i księżyca; wyglądało to jak miejsce marzeń niczym raj... Pełnia świeciła jasno i odbiała się od naszych ciał.
Dankan? C:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soll. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soll. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 lutego 2017
niedziela, 29 stycznia 2017
Od Soll CD Impuls
Ten cały Impuls zdawał się być od samego początku uprzejmym ogierem. To chyba dobrze. Pewno nie mieszka tu od dawna, ale to nie wyklucza faktu, że zna moje imię. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam, ale na pierwszy rzut oka wyglądał mi na jednego z pierwszych członków stada. Buł tak obeznany. Ciekawe, czy już od razu zna innych?
Spojrzałam najpierw na jabłka potem na leżącego ogiera. Wstałam i zaczęłam jeść nieco zimne owoce jabłoni. Ogier odpoczywał zasłonięty skrzydłami; być może umęczony. Przyjrzałam się mu. Nagle uniósł głowę i rzekł:
- Smakują ci?
Nieco oszołomiona odpowiedziałam:
- Oczywiście...
- Mam taką nadzieję... - ogier uśmiechnął się.
Przez chwilę nie mogłam sobie przypomnieć co się stało jakiś czas temu. Wiedziałam, że mam do czynienia z niezidentyfikowaną mocą. Była bardzo silna.
- Długo tu leżę? - spytałam. Całkowicie straciłam poczucie czasu, jednakże w towarzystwie pgiera czułam się bardzo dobrze.
- Nie. Aż tak długo nie. - odpowiedział i wstał.
- A więc... jak mnie znalazłeś przy Duszach Drzew? - spytałam.
Impuls?
Spojrzałam najpierw na jabłka potem na leżącego ogiera. Wstałam i zaczęłam jeść nieco zimne owoce jabłoni. Ogier odpoczywał zasłonięty skrzydłami; być może umęczony. Przyjrzałam się mu. Nagle uniósł głowę i rzekł:
- Smakują ci?
Nieco oszołomiona odpowiedziałam:
- Oczywiście...
- Mam taką nadzieję... - ogier uśmiechnął się.
Przez chwilę nie mogłam sobie przypomnieć co się stało jakiś czas temu. Wiedziałam, że mam do czynienia z niezidentyfikowaną mocą. Była bardzo silna.
- Długo tu leżę? - spytałam. Całkowicie straciłam poczucie czasu, jednakże w towarzystwie pgiera czułam się bardzo dobrze.
- Nie. Aż tak długo nie. - odpowiedział i wstał.
- A więc... jak mnie znalazłeś przy Duszach Drzew? - spytałam.
Impuls?
Od Soll CD Dankan
Wleciałam czym prędzej do lasu niszcząc przy tym niektóre gąszcza. Im dalej leciałam tym czułam, że dźwięk jest coraz to bliżej. Usłyszałam przeraźliwe rżenie konia oraz dziwne, mocne tupanie o ziemię. Zwolniłam tępa i cicho przemieszczałam się między gałęziami. Dostrzegłam zwalone drzewo, a następnie szamoczącą się pod jego ciężarem postać. Nie musiałam się długo zastanawiać, że to koń. Koń, który wydał mi się niezwykle znajomy. Ten kolor, skrzydła i przebiegłe oczy... to przecież Dankan! Konar drzewa przygniótł go do ziemi i nie mógł się ruszyć. Pędem zmierzyłam ku niemu niczym czarna chmara. Wzniosłam się ponad pniem, po czym z łatwością go zniszczyłam; pozostały niewielkie gałęzie oraz trociny drzewne, które poleciały na wszystkie strony. Ogier leżał umęczony i poraniony na ziemi. Zmieniłam się w konia i podeszłam do niego; spojrzał na mnie z (chyba) wdzięcznością. Dopiero teraz zobaczyłam dalej w lesie, że ku nam zmierza niejaki wielki troll.
- Uważaj! - zdążył wykrzyknąć Dankan.
Ziemia zaczęła się trząć, a potwór był coraz bliżej. Nie mogłam tak stać i się patrzeć; musiałam użyć swej mocy do czegoś innego...
Przemieniłam się w obskurusa i pędem wleciałam w trolla; upadł bezwładnie jak popada drzewo. Jednak nie na długo. Podniósł się i próbował dosięgnąć. Bezskutecznie; umykałam mu jak mały ptaszek. Był zezłoszczony.
- Odejdź od niego! Niech ciebie nie widzę na terenach stada! - ozwałam się szybko.
Zaczęłam otaczać trolla; nie miał jak wyjść. Pętla całkowicie go otoczyła. Po chwili upadł w morderczym uścisku; niczym chmara zaczęłam się przylepiać do jego ciała. Siłą mogę uznać, że wyssałam z niego życie... Po chwili trolla już nie było; niczym rozsypał się na proch, który porwał wiatr.
Wzniosłam się szybkim ruchem w powietrze, następnie upadłam na ziemię robiąc dziurę. Sama z siebie zmieniłam się w konia. Padłam umęczona...
Dankan?
- Uważaj! - zdążył wykrzyknąć Dankan.
Ziemia zaczęła się trząć, a potwór był coraz bliżej. Nie mogłam tak stać i się patrzeć; musiałam użyć swej mocy do czegoś innego...
Przemieniłam się w obskurusa i pędem wleciałam w trolla; upadł bezwładnie jak popada drzewo. Jednak nie na długo. Podniósł się i próbował dosięgnąć. Bezskutecznie; umykałam mu jak mały ptaszek. Był zezłoszczony.
- Odejdź od niego! Niech ciebie nie widzę na terenach stada! - ozwałam się szybko.
Zaczęłam otaczać trolla; nie miał jak wyjść. Pętla całkowicie go otoczyła. Po chwili upadł w morderczym uścisku; niczym chmara zaczęłam się przylepiać do jego ciała. Siłą mogę uznać, że wyssałam z niego życie... Po chwili trolla już nie było; niczym rozsypał się na proch, który porwał wiatr.
Wzniosłam się szybkim ruchem w powietrze, następnie upadłam na ziemię robiąc dziurę. Sama z siebie zmieniłam się w konia. Padłam umęczona...
Dankan?
niedziela, 22 stycznia 2017
Od Soll (Do Impulsa)
Coś cicho jest ostatnio w tym stadzie. Nic się zbytnio nie dzieje... Nie poznałam też zbyt wiele koni. Większość z nich jest niezwykle nieuchwytna... albo po prostu się wstydzą? Są zbyt nieśmiali? Być może. Sama taka kiedyś byłam.
Niezwykle daleko się oddaliłam od domu, a mianowicie znajdowałam się przy jakiejś rzece wypływającej z morza. W oddali ujrzałam jakieś gąszcza, które z każdym krokiem były coraz bliżej.
Przypominało mi to trochę bagna, ale nie były takie mroczne. Nie pamiętałam nazwy tego miejsca. Emanowała tu jakaś dziwna energia; była tu niezidentyfikowana przeze mnie magia. Czułam jej niezwykłą potęgę. Drzewa były zarośnięte mchem i innymi roślinami, których nie mogłam pokojarxyć. Z pieni wyrastały również jakieś skały. Kamienie te pewnie były dosyć stare zarówno jak całe te miejsce, któro było prawie niedostępne.
Poczułam ciepły wiatr, który przeleciał przez mą długą grzywę. Wciągnęłam nosem powietrze i rozluźniłam się. Przez moje kopyta przeszedł jakby ciepły prąd. Po chwili wiatr zaczął wiać mocniej; zamknęłam oczy i poczułam jakby coś do mnie weszło; siłą umysłu usiłowałam przejść w tą moc. Po chwili odczłam jak robi mi się słabo; ta moc mnie wykończyła po czym upadłam bezwładnie na bok. Przed oczyma miałam ciemność.
- Nie da się przejąć tej mocy. - usłyszałam gdzieś głos.
Impuls?
Niezwykle daleko się oddaliłam od domu, a mianowicie znajdowałam się przy jakiejś rzece wypływającej z morza. W oddali ujrzałam jakieś gąszcza, które z każdym krokiem były coraz bliżej.
Przypominało mi to trochę bagna, ale nie były takie mroczne. Nie pamiętałam nazwy tego miejsca. Emanowała tu jakaś dziwna energia; była tu niezidentyfikowana przeze mnie magia. Czułam jej niezwykłą potęgę. Drzewa były zarośnięte mchem i innymi roślinami, których nie mogłam pokojarxyć. Z pieni wyrastały również jakieś skały. Kamienie te pewnie były dosyć stare zarówno jak całe te miejsce, któro było prawie niedostępne.
Poczułam ciepły wiatr, który przeleciał przez mą długą grzywę. Wciągnęłam nosem powietrze i rozluźniłam się. Przez moje kopyta przeszedł jakby ciepły prąd. Po chwili wiatr zaczął wiać mocniej; zamknęłam oczy i poczułam jakby coś do mnie weszło; siłą umysłu usiłowałam przejść w tą moc. Po chwili odczłam jak robi mi się słabo; ta moc mnie wykończyła po czym upadłam bezwładnie na bok. Przed oczyma miałam ciemność.
- Nie da się przejąć tej mocy. - usłyszałam gdzieś głos.
Impuls?
środa, 18 stycznia 2017
Od Soll CD Dankan
Zamurowało mnie. Poznałam go dosłownie dziś, a on już się ze mną tak żegna? Wow, nigdy wcześniej nie spotkałam tak miłego i jednocześnie szarmanckiego ogiera... Dankan, to było jego imię, tak. A na początku był zupełnie innym koniem; oschłym buntownikiem, który nie potrzebuje nikogo u boku. Czyżby się zmienił tylko dlatego, że spędził ten czas ze mną? Nie... wątpię. Ale wiele rzeczy na to wskazuje.
- Do zobaczenia... - powiedział ogier.
- T... tak, paa... - odparłam lekko zdezorientowana zachowaniem konia. Ogier uśmiechnął się do mnie, po czym wzniósł się w powietrze. Wzleciał niczym do księżyca, po czym zniknął za lasem. Przez chwilę jeszcze tak stałam wpatrzona w tą pełnię. Ciszyłam się, że dnie stają się coraz to dłuższe nie tak krótkie jak pod koniec jesieni. Nie mogłam się wprost doczekać tych upalnych dni, pełnych słońca i upałów...
Wróciłam do swej jaskini po dość długim pałętaniu się po ciemnościach terenów. Minąwszy Sunny Forest oraz jego podobną wersję czyli Magic Forest dotarłam do "naszych siedlisk". Nie miałam jako tako jakiejś swojej jaskini, a więc musiałam sobie jakąś znaleźć... i sprawdzić, czy nie jest zajęta przez innego lokatora.
Nie chciałam tak "z buta" wejść do czyjegoś domu; delikatnie nachylałam się i sprawdzałam wnętrza niczym jakiś incognito. W końcu gdy tak łaziłam dotarłam do jaskini na klifie, z której rozciągał się widok na morze. Rozglądnęłam się; była pusta. Dziwne, przecież każdemu by się pewno taka spodobała. Wyleciałam na chwilę z mej pieczary i wzniosłam się do góry. Stanęłam na samej górze klifu i odwróciłam się. Dostrzegłam w oddali ciemność, a wśród tych ciemności wielkie coś; z daleka wyglądało trochę jak jakaś twierdza lecz przez tą ciemność trudno mi było zidentyfikować co to jest. Ale wydaje mi się, że to Góra Prawdy i Oszczerstwa. Przynejmniej o takich terenach słyszałam. Jutro to sprawdzę... - pomyślałam.
Wleciałam znów do jaskini. Na środku zobaczyłam bardzo stare palenisko. Ktoś być może wcześniej tu mieszkał - pomyślałam. Leżaly tu też w około wiele nieużywanych patyków. Panował też tu swoisty nieład pochodzący z nie teraźniejszych czasów. W rogu dostrzegłam jakieś łoże; jedynie ta rzecz była w dość dobrym stanie. Jutro sobie urządzę resztę. - pomyślałam. Ułożyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy me oczy się same zamknęły.
~RANO~
Obudziły mnie ostre promienie słońca wpadające od strony morza do jaskini. Dopiero teraz zauważyłam ile patyków tu jest. Zaczęłam wszystkie znierać po kolei i ułożyłam w jeden stos obok paleniska. Me łoże nie było zbyt wygodne więc i to musiałam zmienić. Wyleciałam z jaskini; dosłownie chwilka minęła i już byłam na plaży. W odddali zobaczyłam Magic Forest. Tam zmierzyłam i po chwili już byłam na jakiejś polance. Były tu rośnily już w nie tak bujnej aurze jak w cieplejszych miesiącach roku. Znajdowały się tu rośliny uodpornione na ziimno. Zebrałam kilka i zaczęłam zmierzać ku jaskini.
Rozłożyłam już swoje potrzebne rzeczy w jaskini. Na ścianach dałam też pochodnie, które mogłam zapalić w późniejszych porach dnia. Wyleciałam więc sprawdzić Górę Prawdy i Oszczerstwa. Czy napewno?
Stanęłam na klifie i odwróciłam się; był tu naprawde piękny wschód słońca. Za sobą miałam w oddali las, a wokół klifu rosło dużo drzew. Pięknie to wyglądało...
Z lasu dało się słyszeć dziwny wrzask jakby demony nadal przebywały na naszych terenach.... lekko się przeraziłam. Słyszałam też rżenie pojedynczego konia. A co jeśli ten koń został zaatakowany? - pomyślałam. Zmieniłam się w obskurusa tak dla pewności i zaczęłam szybko lecieć w stronę lasu pozostawiając po sobie niemały rów na łączce.
<Dankan? Byłeś jakoś z tym związany? xd>
- Do zobaczenia... - powiedział ogier.
- T... tak, paa... - odparłam lekko zdezorientowana zachowaniem konia. Ogier uśmiechnął się do mnie, po czym wzniósł się w powietrze. Wzleciał niczym do księżyca, po czym zniknął za lasem. Przez chwilę jeszcze tak stałam wpatrzona w tą pełnię. Ciszyłam się, że dnie stają się coraz to dłuższe nie tak krótkie jak pod koniec jesieni. Nie mogłam się wprost doczekać tych upalnych dni, pełnych słońca i upałów...
Wróciłam do swej jaskini po dość długim pałętaniu się po ciemnościach terenów. Minąwszy Sunny Forest oraz jego podobną wersję czyli Magic Forest dotarłam do "naszych siedlisk". Nie miałam jako tako jakiejś swojej jaskini, a więc musiałam sobie jakąś znaleźć... i sprawdzić, czy nie jest zajęta przez innego lokatora.
Nie chciałam tak "z buta" wejść do czyjegoś domu; delikatnie nachylałam się i sprawdzałam wnętrza niczym jakiś incognito. W końcu gdy tak łaziłam dotarłam do jaskini na klifie, z której rozciągał się widok na morze. Rozglądnęłam się; była pusta. Dziwne, przecież każdemu by się pewno taka spodobała. Wyleciałam na chwilę z mej pieczary i wzniosłam się do góry. Stanęłam na samej górze klifu i odwróciłam się. Dostrzegłam w oddali ciemność, a wśród tych ciemności wielkie coś; z daleka wyglądało trochę jak jakaś twierdza lecz przez tą ciemność trudno mi było zidentyfikować co to jest. Ale wydaje mi się, że to Góra Prawdy i Oszczerstwa. Przynejmniej o takich terenach słyszałam. Jutro to sprawdzę... - pomyślałam.
Wleciałam znów do jaskini. Na środku zobaczyłam bardzo stare palenisko. Ktoś być może wcześniej tu mieszkał - pomyślałam. Leżaly tu też w około wiele nieużywanych patyków. Panował też tu swoisty nieład pochodzący z nie teraźniejszych czasów. W rogu dostrzegłam jakieś łoże; jedynie ta rzecz była w dość dobrym stanie. Jutro sobie urządzę resztę. - pomyślałam. Ułożyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy me oczy się same zamknęły.
~RANO~
Obudziły mnie ostre promienie słońca wpadające od strony morza do jaskini. Dopiero teraz zauważyłam ile patyków tu jest. Zaczęłam wszystkie znierać po kolei i ułożyłam w jeden stos obok paleniska. Me łoże nie było zbyt wygodne więc i to musiałam zmienić. Wyleciałam z jaskini; dosłownie chwilka minęła i już byłam na plaży. W odddali zobaczyłam Magic Forest. Tam zmierzyłam i po chwili już byłam na jakiejś polance. Były tu rośnily już w nie tak bujnej aurze jak w cieplejszych miesiącach roku. Znajdowały się tu rośliny uodpornione na ziimno. Zebrałam kilka i zaczęłam zmierzać ku jaskini.
Rozłożyłam już swoje potrzebne rzeczy w jaskini. Na ścianach dałam też pochodnie, które mogłam zapalić w późniejszych porach dnia. Wyleciałam więc sprawdzić Górę Prawdy i Oszczerstwa. Czy napewno?
Stanęłam na klifie i odwróciłam się; był tu naprawde piękny wschód słońca. Za sobą miałam w oddali las, a wokół klifu rosło dużo drzew. Pięknie to wyglądało...
Z lasu dało się słyszeć dziwny wrzask jakby demony nadal przebywały na naszych terenach.... lekko się przeraziłam. Słyszałam też rżenie pojedynczego konia. A co jeśli ten koń został zaatakowany? - pomyślałam. Zmieniłam się w obskurusa tak dla pewności i zaczęłam szybko lecieć w stronę lasu pozostawiając po sobie niemały rów na łączce.
<Dankan? Byłeś jakoś z tym związany? xd>
piątek, 13 stycznia 2017
Od Soll CD Dankan
Ta... ma trudny charakter. Skąd ja to znam? Sama jestem dość specyficznym koniem i nie lubię tak irytujących. No, pewnie mnie teraz za taką uważał. Z resztą - nie chciało mi się go szukać. Nie zależało mi już na tym, by poznać jego imię. No cóż.
Udałam się w stronę lasu dusz. Szłam ośnieżoną ścieżką i dostrzegłam rozdroże. Nigdy wcześniej nie szłam żadną z tych dróg... więc czemu by nie pójść teraz przy najbliższej okazji? Właśnie. Ta... tylko którą drogę wybrać. Spojrzałam na jedną; była zwyczajna, jasna z świecącym słońcem. Druga natomiast była mroczniejsza i nieco straszniejsza. Oczywiście jak to ja wybrałam drugą. Idąc tą drogą widziałam różne zmarłe dusze... krzyk i hałas po chwili ogarnął me uszy. Jedna zjawa przebiegła tuż przede mną. Czułam na sobie wzrok świecących w ciemności oczu...
Zmieniłam się w obskurusa; byłam gotów się obronić. Leciałam nad ścieżką nie wyrządzając (na razie) żadnych szkód. Po chwili poczuam, że coś mnie goni. Pędziłam coraz szybciej i szybciej. Droga wydawała mi się nigdy nie kończyć. Po chwili... lub kilku chwilach, które wydawały się wiecznością wyleciałam z lasu. Jakby czarny dym z impetem z komina robiąc przy okazji niemałą dziurę przy wyjściu. Nie zdążyłam wychować, ale udało mi się przemienić w konia zanim spadłam na ziemię. Nie! Nie na ziemię! Wleciałam w jekiegoś konia z niemałym krzykiem. Po chwili oboje już leżeliśmy. Ta... wiadomo już w kogo wleciałam? Właśnie w tego samego ogiera, którego śledziłam wcześniej. Fajnie... naprawdę.
Dankan? XD
Udałam się w stronę lasu dusz. Szłam ośnieżoną ścieżką i dostrzegłam rozdroże. Nigdy wcześniej nie szłam żadną z tych dróg... więc czemu by nie pójść teraz przy najbliższej okazji? Właśnie. Ta... tylko którą drogę wybrać. Spojrzałam na jedną; była zwyczajna, jasna z świecącym słońcem. Druga natomiast była mroczniejsza i nieco straszniejsza. Oczywiście jak to ja wybrałam drugą. Idąc tą drogą widziałam różne zmarłe dusze... krzyk i hałas po chwili ogarnął me uszy. Jedna zjawa przebiegła tuż przede mną. Czułam na sobie wzrok świecących w ciemności oczu...
Zmieniłam się w obskurusa; byłam gotów się obronić. Leciałam nad ścieżką nie wyrządzając (na razie) żadnych szkód. Po chwili poczuam, że coś mnie goni. Pędziłam coraz szybciej i szybciej. Droga wydawała mi się nigdy nie kończyć. Po chwili... lub kilku chwilach, które wydawały się wiecznością wyleciałam z lasu. Jakby czarny dym z impetem z komina robiąc przy okazji niemałą dziurę przy wyjściu. Nie zdążyłam wychować, ale udało mi się przemienić w konia zanim spadłam na ziemię. Nie! Nie na ziemię! Wleciałam w jekiegoś konia z niemałym krzykiem. Po chwili oboje już leżeliśmy. Ta... wiadomo już w kogo wleciałam? Właśnie w tego samego ogiera, którego śledziłam wcześniej. Fajnie... naprawdę.
Dankan? XD
środa, 11 stycznia 2017
Od Soll CD Dankan
Nowe stado. Nowe życie. A co jest w tym najlepsze? Nowy początek mego życia. Nie dość, że są tu fajne tereny to pewno i miłe konie.
~*~
Szłam lasem. Była tu piękna aura zimowa; oszronione drzewa i zamarznięte ścieżki. Niezwykła cisza panowała w tym miejscu. Chwila... to hył Sunny Forest. Tak. W sumie sama nazwa mówi wszystko - przez gałęzie drzew niemrawo przebijało się słońce. W oddali dostrzegłam ciemny zarys postaci. Może to koń ze stada? - pomyślałam. - Jeśli tak to... czemu ny tak nie podejść? - stawiałam sobie różne pytania i teorie na temat nieznajomego.
Śledziłam go. Cóż w końcu jestem szpiegiem, hę? Koń przez dłuższy czas nie miał pojęcia, że ktoś za nim idzie. Dopóki nie narobiłam szelestu w krzakach. Fuck... - pomyślałam. Koń odwrócił się u wskoczył w moją stronę. Prawie się przewróciłam; stał tuż przede mną i wpartywał się swymi przenikliwymi oczami. Obleciał mnie strach, nie ukrywam.
- Kim jesteś? - wycedził przez zęby.
- Oj, nie gorączkuj się tak. - odsunęłam się od niego i otrzepałam.
- Odpowiesz? - spytał zdenerwowany.
Nie miałam zamiaru mu od razu odowiadać, oj nie.
- Po co ci ta informacja? - spytałam drocząc się.
- Chcę wiedzieć jak nazywała się klacz, która mnie śledziła. - powiedział.
- Stoi przed tobą. Jej imię jest tajne. - odparłam. Chyba go troszkę zniecierpliwiłam.
Ogier westchnął i przewrócił oczami. Zastanowiłam się. Odpowiedziałam po chwili:
- Jestem szpiegiem. Dowódcą szpiegów raczej pewnego stada.
- Chcę poznać konkrety. Twoje imię.
Ale uparty... chyba już nie mam wyjścia.
- Ehh, Soll jestem. Zadowolony? - odparłam. - Teraz i ty zdradź swe imię, uparciuchu.
<Dankan? Ale ze mnie zły człowiek xD>
~*~
Szłam lasem. Była tu piękna aura zimowa; oszronione drzewa i zamarznięte ścieżki. Niezwykła cisza panowała w tym miejscu. Chwila... to hył Sunny Forest. Tak. W sumie sama nazwa mówi wszystko - przez gałęzie drzew niemrawo przebijało się słońce. W oddali dostrzegłam ciemny zarys postaci. Może to koń ze stada? - pomyślałam. - Jeśli tak to... czemu ny tak nie podejść? - stawiałam sobie różne pytania i teorie na temat nieznajomego.
Śledziłam go. Cóż w końcu jestem szpiegiem, hę? Koń przez dłuższy czas nie miał pojęcia, że ktoś za nim idzie. Dopóki nie narobiłam szelestu w krzakach. Fuck... - pomyślałam. Koń odwrócił się u wskoczył w moją stronę. Prawie się przewróciłam; stał tuż przede mną i wpartywał się swymi przenikliwymi oczami. Obleciał mnie strach, nie ukrywam.
- Kim jesteś? - wycedził przez zęby.
- Oj, nie gorączkuj się tak. - odsunęłam się od niego i otrzepałam.
- Odpowiesz? - spytał zdenerwowany.
Nie miałam zamiaru mu od razu odowiadać, oj nie.
- Po co ci ta informacja? - spytałam drocząc się.
- Chcę wiedzieć jak nazywała się klacz, która mnie śledziła. - powiedział.
- Stoi przed tobą. Jej imię jest tajne. - odparłam. Chyba go troszkę zniecierpliwiłam.
Ogier westchnął i przewrócił oczami. Zastanowiłam się. Odpowiedziałam po chwili:
- Jestem szpiegiem. Dowódcą szpiegów raczej pewnego stada.
- Chcę poznać konkrety. Twoje imię.
Ale uparty... chyba już nie mam wyjścia.
- Ehh, Soll jestem. Zadowolony? - odparłam. - Teraz i ty zdradź swe imię, uparciuchu.
<Dankan? Ale ze mnie zły człowiek xD>
piątek, 6 stycznia 2017
Soll - Dowódca Szpiegów
"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze nie jest widoczne dla oczu."
IMIĘ: Soll
PŁEĆ: ♀
WIEK: 3 lata 0 miesięcy
RASA: Pegaz
RANGA: 2
HIERARCHIA: Dowódca Szpiegów
GŁOS: Wprost idealny i odzwierciedlający ją w każdym calu - Melanie Martinez
MOCE:
MOCE:
• Obskurus - jest to dość niebezpieczna moc. Mogę powiedzieć, że jest to czarna, żrąca "mgła", która niszczy wszystko co napotka, ale nie zawsze. To zależy w jakim stanie jest Soll. Potrafi nad tym panować, delikatnie się poruszać i nie wyrządzać tak dużych szkód.Wygląda to tak:
<jak potrafi niszczyć> <gdy jest spokojna>
<jak potrafi niszczyć> <gdy jest spokojna>
Potrafi również zabić w ten sposób. Mogę uznać, że "wysysa" z kogoś życie i pozostawia bladą skórę.
• Głos Perswazji - swym głosem potrafi zmusić kogoś do postępowanie wbrew jego woli, a na korzyść klaczy.
UMIEJĘTNOŚCI:
• Siła: ★★
• Wytrzymałość: ★★★
• Zwinność: ★★★★
• Szybkość: ★★★★
• Czujność: ★★★
EKSTERIER:
• Budowa: Soll jest niezwykle drobnej budowy jednakże nie brak jej mięśni.
• Maść: Kara, lekko wymieszana z ciemnogniadą. Jej nogi są podpalane, podchodzące pod rudy kolor.
• Głowa: Głowa jej jest dość mała i proporcjonalna. Ma wysokie, zawsze stojące uszy oraz błękitne podchodzące pod szamaragd oczy.
• Grzywa: Długa, jedwabiska, a grzywka opada jej na pysk.
• Ogon: Gęsty, trochę długi ogon.
• Nogi: Można uznać, że Soll ma długie, delikatne nogi.
TEMPERAMENT: Soll na pierwszy rzut oka jest... tajemnicza i nieco... nieśmiała? Być może. Ale to wszystko pozory... Nie żeby była aspołeczna, czy jakoś tak... bo tak naprawdę lubi towarzystwo innych koni. Nieco skryta w sobie, ale odważna. Mogę też dodać, że jest szalona. Uwielbia adrenalinę. To, że jest nieśmiała nie znaczy, że nie potrafi pokazać kto tu rządzi. Uwielbia się droczyć z innymi; także nie dziw się, że jak ją spotkasz będzie mówiła z sarkazmem. Oczywiście nie chamsko, lecz zawsze z humorem. Zanim komuś zaufa, to najpierw musi kogoś poznać. Nazywa to "rytuałem oswajania". Niezwykle uczciwa; nienawidzi kłamstwa i nieuczciwości. Klacz ta ma niezwykle dobre podejście do życia po tym co przeszła; lubi się śmiać, jest zabawna. Rzadko popada w złość, ale nie jest trudno, by ją wyprowadzić z równowagi. Wtedy najczęściej zmienia się w obskurusa. Nie warto więc wtedy wchodzić w jej drogę... może to się źle, a nawet śmiertelnie w drastyczniejszych przypadkach skończyć.
Rzadko kiedy się obraża. A jak już ma do kogoś uraz, to może się nie odzywać do tego konia już na zawsze. Może zmienić swoje zdanie poprzez przeprosiny tej drugiej osoby.
Czasem klacz przemawia do innych w niezrozumiałym języku; to przez jej kulturalność i pewne zasady moralne jakie nabyła jak była młodsza. Czasem jest też niezwykle poważna i trudno ją zrozumieć.
Jest ostrożna do przybyszów lub nowo napotkanych koni; jednakże nie brak jej odwagi i bardzo często jako pierwsza podchodzi do nieznajomych.
Rzadko kiedy się obraża. A jak już ma do kogoś uraz, to może się nie odzywać do tego konia już na zawsze. Może zmienić swoje zdanie poprzez przeprosiny tej drugiej osoby.
Czasem klacz przemawia do innych w niezrozumiałym języku; to przez jej kulturalność i pewne zasady moralne jakie nabyła jak była młodsza. Czasem jest też niezwykle poważna i trudno ją zrozumieć.
Jest ostrożna do przybyszów lub nowo napotkanych koni; jednakże nie brak jej odwagi i bardzo często jako pierwsza podchodzi do nieznajomych.
RODZINA:
• Livio - przyszywany syn Dracona. Zakochany w Soll.
• Dracon - wujek Soll. Przyszywany ojciec Livia.
• Dark - prawdziwy ojciec, który walczył o wolność córki.
• Snow - matka. Niezwykle opiekuńcza.
• Lucyfer - brat Livia. Naprawdę ma dobre serce.
• Livio - przyszywany syn Dracona. Zakochany w Soll.
• Dracon - wujek Soll. Przyszywany ojciec Livia.
• Dark - prawdziwy ojciec, który walczył o wolność córki.
• Snow - matka. Niezwykle opiekuńcza.
• Lucyfer - brat Livia. Naprawdę ma dobre serce.
TOWARZYSZ: -
PARTNER: Może kiedyś pozna, tego ogiera, zakocha się... i nie będzie do tego zmuszana...
HISTORIA: Historia Soll jest... niezwykle zawiła i nieco długa. Wiele jest w niej dość drastycznych momentów jakie przeżyła Soll w życiu... Zapraszam więc do jej przeczytania.
Nie zacznę tu od narodzin Soll, ale raczej od konfliktu jej ojca z wujem. Zanim klaczka przyszła na świat jej ojciec - Dark - niezwykle starał się o zdobycie Snow - matki Soll. Jednakże nie był jedynym kandydatem do jej serca; brat Darka, czyli wuj Soll - Dracon - był niezwykle zazdrosny o nią. Jednakże biała klacz nic do niego nie czuła i to bardzo bolało Dracona, którego wypełniała zazdrość. Snow pokochała więc Darka, nic dziwnego. Od początku jej się podobał. Dracon przez swoje złamane serce stał się kimś okropnym... Od tego czasu w jego sercu ani razu nie zaiskrzyła nutka miłości. Dracon więc postanowił zemstę... jaką zemstę? Niedługo opowiem.
Ogier ten stworzył wielką armię złożoną z jego przyjaciół, zwolenników oraz innych koni, które doświadczyły różnych, podobnych nieprzyjemności w życiu. Został ich władcą i dowódcą jednocześnie. Postanowił, że stworzy nową erę; Erę Ciemności - tak ją nazwał. Podbijał coraz to nowe tereny wraz ze swymi poligonami.
Pewnego dnia na swej drodze spotkał dwa małe źrebaki. Byli to porzuceni bracia - Livio i Lucyfer. Nie mieli domu, rodziny, przyjaciół... byli sami. Oczywiście Dracon nie był jeszcze na tyle brutalny, by ich zostawić. Oczywiście przygarnął ich i traktował jak swoich synów. Wychował ich na prawdziwych wojowników.
Przyszedł czas na narodziny Soll. Oboje rodziców spodziewało się małego, skrzydlatego jednorożca, ponieważ Dark był jednorożcem, a Snow pegazem. A co się urodziło? Zwykły, najzwyklejszy pegaz. Oczywiście nie była ona odtrącana, tylko została przyjęta z czułością.
Gdy Dracon dowiedział się o narodzinach klaczki nie był zbyt zadowolony. Po upływie dwóch lat postanowił całkowicie odmienić życie tej małej rodzinki. Chciał zrobić wszystko, by zniszczyć życie swego brata tak jak on zrobił to wcześniej. Nasłał więc na nich część swego "wojska", który miał ich wszystkich uśmiercić... Konie te porwały Snow i nic nie wiadomo o życiu klaczy... najprawdopodobniej zginęła. Natomiast Dark, aby zapobiec śmierci swej córki postanowił obiecać bratu wszystko. Wszystko czego zapragnie byle by Soll żyła. A więc co nakazał Dracon? Dla świętego spokoju postanowił iż Dark dołączy do jego armii. Dracon zapragnął też mieć po sobie jakieś następstwo prócz Livia. Nakazał więc Soll... poślubić jego starszego syna - Livia. Dracon był pewien, że z tego związku będzie wspaniały źrebak. Klacz nie była oczywiście zadowolona. Bo jak mogła pokochać kogoś, kogo nie zna? Nigdy wcześniej nie widziała? No właśnie... ale musiała się zgodzić. Dla swego ojca i życia. Już od pierwszego wejrzenia Soll przypadła do gustu Liviowi. Więc nie musiał się długo zastanawiać.
Soll już samego dnia ślubu nie była szczęśliwa... no bo jak ma być szczęśliwa z kimś, kogo nie darzy uczuciem? W dodatku Livio nie należał do tych "delikatnych ogierów". Ogier bardzo często nią manipulował wbrew jej woli; robiła coś o czym nawet nie wiedziała i nie kontrolowała siebie. Soll była zmuszana do wielu rzeczy, a także wykorzystywana przez partnera na różne nieprzyjemne sposoby...
Soll nie żyła tak jednak zbyt długo. Okazało się, że Lucyfer - młodszy brat Livia nie był taki brutalny jak on. Miał dobre serce; postanowił pomóc Soll w ucieczce od Livia i Dracona. Klacz i ogier bardzo często się spotykali i obmyślali "strategię ucieczki"; o tym dowiedział się również ojciec Soll. Livio dostrzegł, że Soll więcej czasu poświęca dla Lucyfera. Zaczął wątpić w swego brata i klacz. Pewnego dnia postanowił śledzić ową parę. Zorientował się co planuje Lucyfer wraz z Soll. Dracon również się o tym dowiedział i był bardzo wkurzony. Jednakże udawał, że nie zna planu Lucyfera i Soll.
Pewnego dnia, gdy klacz miała się wymknąć Dracon już był przygotowany. Livio również. Soll była oczywiście niezwykle zdziwiona, gdy zastała ich oboje. Livio rzucił się na Soll, jednakże Lucyfer odparł jego atak. Zaczęła się szarpanina obu braci. W tym samym czasie Dracon był gotów, by uśmiercić Soll, wbrew tego co wcześniej ustalał z synem Liviem. W momencie, gdy Dracon miał wykonać ostateczny cios Dark wybronił Soll, a jego ciało opadło bez życia...
Ostatecznie Soll udało się uciec... jednakże pozostał jej ból w sercu po stracie ukochanego ojca...
Błąkała się i błąkała.
Aż dotarła tutaj. Nowe stado - nowe życie.
Nie zacznę tu od narodzin Soll, ale raczej od konfliktu jej ojca z wujem. Zanim klaczka przyszła na świat jej ojciec - Dark - niezwykle starał się o zdobycie Snow - matki Soll. Jednakże nie był jedynym kandydatem do jej serca; brat Darka, czyli wuj Soll - Dracon - był niezwykle zazdrosny o nią. Jednakże biała klacz nic do niego nie czuła i to bardzo bolało Dracona, którego wypełniała zazdrość. Snow pokochała więc Darka, nic dziwnego. Od początku jej się podobał. Dracon przez swoje złamane serce stał się kimś okropnym... Od tego czasu w jego sercu ani razu nie zaiskrzyła nutka miłości. Dracon więc postanowił zemstę... jaką zemstę? Niedługo opowiem.
Ogier ten stworzył wielką armię złożoną z jego przyjaciół, zwolenników oraz innych koni, które doświadczyły różnych, podobnych nieprzyjemności w życiu. Został ich władcą i dowódcą jednocześnie. Postanowił, że stworzy nową erę; Erę Ciemności - tak ją nazwał. Podbijał coraz to nowe tereny wraz ze swymi poligonami.
Pewnego dnia na swej drodze spotkał dwa małe źrebaki. Byli to porzuceni bracia - Livio i Lucyfer. Nie mieli domu, rodziny, przyjaciół... byli sami. Oczywiście Dracon nie był jeszcze na tyle brutalny, by ich zostawić. Oczywiście przygarnął ich i traktował jak swoich synów. Wychował ich na prawdziwych wojowników.
Przyszedł czas na narodziny Soll. Oboje rodziców spodziewało się małego, skrzydlatego jednorożca, ponieważ Dark był jednorożcem, a Snow pegazem. A co się urodziło? Zwykły, najzwyklejszy pegaz. Oczywiście nie była ona odtrącana, tylko została przyjęta z czułością.
Gdy Dracon dowiedział się o narodzinach klaczki nie był zbyt zadowolony. Po upływie dwóch lat postanowił całkowicie odmienić życie tej małej rodzinki. Chciał zrobić wszystko, by zniszczyć życie swego brata tak jak on zrobił to wcześniej. Nasłał więc na nich część swego "wojska", który miał ich wszystkich uśmiercić... Konie te porwały Snow i nic nie wiadomo o życiu klaczy... najprawdopodobniej zginęła. Natomiast Dark, aby zapobiec śmierci swej córki postanowił obiecać bratu wszystko. Wszystko czego zapragnie byle by Soll żyła. A więc co nakazał Dracon? Dla świętego spokoju postanowił iż Dark dołączy do jego armii. Dracon zapragnął też mieć po sobie jakieś następstwo prócz Livia. Nakazał więc Soll... poślubić jego starszego syna - Livia. Dracon był pewien, że z tego związku będzie wspaniały źrebak. Klacz nie była oczywiście zadowolona. Bo jak mogła pokochać kogoś, kogo nie zna? Nigdy wcześniej nie widziała? No właśnie... ale musiała się zgodzić. Dla swego ojca i życia. Już od pierwszego wejrzenia Soll przypadła do gustu Liviowi. Więc nie musiał się długo zastanawiać.
Soll już samego dnia ślubu nie była szczęśliwa... no bo jak ma być szczęśliwa z kimś, kogo nie darzy uczuciem? W dodatku Livio nie należał do tych "delikatnych ogierów". Ogier bardzo często nią manipulował wbrew jej woli; robiła coś o czym nawet nie wiedziała i nie kontrolowała siebie. Soll była zmuszana do wielu rzeczy, a także wykorzystywana przez partnera na różne nieprzyjemne sposoby...
Soll nie żyła tak jednak zbyt długo. Okazało się, że Lucyfer - młodszy brat Livia nie był taki brutalny jak on. Miał dobre serce; postanowił pomóc Soll w ucieczce od Livia i Dracona. Klacz i ogier bardzo często się spotykali i obmyślali "strategię ucieczki"; o tym dowiedział się również ojciec Soll. Livio dostrzegł, że Soll więcej czasu poświęca dla Lucyfera. Zaczął wątpić w swego brata i klacz. Pewnego dnia postanowił śledzić ową parę. Zorientował się co planuje Lucyfer wraz z Soll. Dracon również się o tym dowiedział i był bardzo wkurzony. Jednakże udawał, że nie zna planu Lucyfera i Soll.
Pewnego dnia, gdy klacz miała się wymknąć Dracon już był przygotowany. Livio również. Soll była oczywiście niezwykle zdziwiona, gdy zastała ich oboje. Livio rzucił się na Soll, jednakże Lucyfer odparł jego atak. Zaczęła się szarpanina obu braci. W tym samym czasie Dracon był gotów, by uśmiercić Soll, wbrew tego co wcześniej ustalał z synem Liviem. W momencie, gdy Dracon miał wykonać ostateczny cios Dark wybronił Soll, a jego ciało opadło bez życia...
Ostatecznie Soll udało się uciec... jednakże pozostał jej ból w sercu po stracie ukochanego ojca...
Błąkała się i błąkała.
Aż dotarła tutaj. Nowe stado - nowe życie.
KONTAKT: sandradym
Subskrybuj:
Posty (Atom)
