Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2017

Wojna i...



Pola i lasy pokrył już biały puch. Stado jakby opustoszało… Zapadła straszliwa cisza zwiastująca śmierć, która oblizując swe ostre kły wtargnęła na pole bitwy rozrzucając dookoła krew niezłomnych. Już i jęki ustały, a żywe stworzenia struchlały. Pochyliły swoje godne oczy aby oddać hołd poległym. Ziemia wydała pełen smutku okrzyk i rozdzieliła wielką raną przepaści obie armie. Stało się… Z gardeł zwycięzców wydobył się pełen zadowolenia ryk. “To koniec.” - łkały z goryczą pozbawione życia legiony obserwując jak rycerze wroga zbliżają się aby zawładnąć biednymi ziemiami.
-Ratuj! - krzyczy nasączona krwią martwych ziemia, matka.
-Ratuj! - błagają spalone nienawiścią demonów wszelkie rośliny.
-Ratuj! - płaczą ocalałe stworzenia ukryte w gąszczu.
-Ratuj! - jęczy zmęczona walką ma dusza.
Nadciąga czarna chmura czarnych rycerzy. Powstają i legiony lecz nie aby się bronić ale… oddać się w niewolę, zginąć. Nie pomrzemy! Nie pomrzemy ze względu na naszych martwych braci leżących w kałużach krwi! Nie oddamy tego za co nasi ojcowie i matki przypłacili życiem! Lecz cóż począć? Chmura zawisła nad umęczoną armią Seculorum. Zatrzymała się i dyszała oznajmiając swym rzęsistym oddechem, że legiony mają się w tej oto chwili poddać się. Nagle rozlega się dźwięk trąbki i zadziwia swym zgrzytem płochliwe zwierzęta. Demony kulą się i padają na ziemię próbując zatkać kopytami swoje uszy. Ze łzami w oczach zawracamy i jak najgorsi nieudacznicy uciekamy przed siebie. Po niebie szybuje lew wybawca rycząc ze zgryzoty. Trąbka ucichła a czarni rycerze podnieśli się lecz stoją jak głupki wpatrzeni w oddalające się resztki stada Kings of the Hill. Straciliśmy godność, straciliśmy honor, straciliśmy dobre mienie i… naszych przyjaciół. Biegniemy w milczeniu wzbijając w górę srebrzysty pył zwany śniegiem. Nic już nam nie zostało. Ni nadziei, ni otuchy. Mrok otula nas swym płaszczem ukazując śliczne gwiazdy i księżyc jasny. Zaszywam się w gąszczu i tam w milczeniu opłakujemy poległych.

~+++~

Wojna się skończyła lecz ze smutkiem oznajmiam, że KotH ją przegrało. Patrząc z punktu widzenia technicznego opowiadanie wojenne napisały jedynie 2 osoby co oznaczało oczywiście klęskę. Czasy się zmieniają, stworzenia umierają. Demony chcą NAS, NASZEJ mocy. Pokazuje nam to wyraźnie, że znaczymy coś więcej niż nędzni tubylcy, których wystarczy najzwyczajniej w świecie podtruć, czego udowadnia wroga armia. Jesteśmy wciąż prześladowani, śledzeni, tropieni, zamykani, zabijani i ecce terra, ecce terra… Ukrywamy się snując nadzieję na lepsze życie i zamykając świeże rany w sercu.
Co jednak wcale nie jest takie złe patrząc z punktu widzenia piszącego:) Dajcie z siebie wszystko w opowiadaniach bo myślę, że pomysłów na nowe opowiadania myślę, że nie brakuje. Pamiętajmy, że teraz tutaj świat nie wygląda kolorowo, w każdej chwili można stracić życie lub zostać skazanym na (przepraszam, musiałam to powiedzieć) “słodziaśne” tortury. Teraz już nic nie będzie takie samo!
~+++~
Ci których już nie ma:
[*] Cole - nasz ukochany przywódca

[*] Caleb - starteg
http://pre09.deviantart.net/8717/th/pre/i/2015/140/6/9/weather_of_the_wary_by_yewrezz-d8u2p2f.png
[*] Les ailes de la - szaman
FIRE-BRIGADE by duskbeguile
[*] Chico Fuego del Inferno - dowódca zwiadowców
 
[*] Death Angel - nasza kochana przywódczyni
[*] Nirvana -mag
[*] Marina - medyczka


[*] Vena - główny szpieg

[*] Wolf - morderca

Żegnamy ich z bólem ;C
~+++~
W najbliższym czasie pojawi się parę zmian związanych z naszym upadkiem, Część terenów zajmą demony, być może pojawi się mapka (nadal szukamy grafika!), ustalimy pewien plan działania lecz to wymaga odrobiny czasu. Jeśli ktoś ma jakieś pomysły - śmiało pisać:3 No i… ten tego. Zobaczymy co z tego będzie:D
~Marika

czwartek, 22 grudnia 2016

Wojna...

Jako, że opowiadanie wojenne napisało zaledwie 2 osoby a zważając na to, iż zbliża się wigilia co wiąże się z przygotowaniami (które wymagają poświęcenia czasu), opowiadani wojenne można pisać do 1 stycznia. :3
~Marika

sobota, 17 grudnia 2016

Od Death Angel- Wojna, cz.3 "Ostateczna walka"

Doszłam do Death'a. Spojrzałam na niego, na całe rzesze demonów i... Coś we mnie drgnęło. Przemieniłam się w normalną siebie. Z bezmyślnej demonicy zmieniłam się w klacz. Pegaza, który jak każdy ma uczucia. Odetchnęłam i podbiegłam do ojca.
- Ne cassez pas moi, le diable créé à partir du feu de l’enfer ! - wrzasnęłam. Znaczyło to mniej więcej <<Nie złamiesz mnie, diable, stworzony z ognia piekielnego!>>.
- Pleurez pas my enfant, perdu dans ce monde! - odpowiedział <<Nie płacz me dziecię, zagubione w tym świecie!>>.
- Ne faites pas semblant, vous le traître! - <<Nie udawaj, zdrajco!>>.
Z płaczem, najszybciej jak umiałam, wróciłam na tereny stada. Wpadłam na Cole'a.
- Co się stało, kochanie?
- Nic, skarbie.
Pobiegłam dalej. Wleciałam do mej starej jaskini. Usiadłam w kącie. Zaszlochana, zasnęłam.

***

Obudziłam się. Rozejrzałam i uświadomiłam sobie, że nie byłam w domu. Byłam w siedlisku demonów. Otoczyły mnie i z pogardą się uśmiechały. Skrzywiłam się. I nagle... Przypomniałam sobie o mych zdolnościach. Zmieniłam się w iskrę i jako płomyczek uciekłam demonom. Och, wolności moja! Czułam się tedy wolna, bezpieczna, ale to tylko pozory. Poczułam, że niknę. Tak, zgasili mnie. Przemieniłam się w siebie. Westchnęłam.
- Wracamy! Do Death'a.
- W życiu, i***ci!
Rzuciłam się na jednego z demonów. A reszta rzuciła się na mnie. W końcu udało mi się jednego z nich zabić. Zabrałam się za drugiego. I w rezultacie dostałam młotem w łeb. Zakręciło mi się w głowie. Cofnęłam się o kilka kroków i upadłam. Niczego nie widziałam, no...., oprócz ciemności.

***

Znalezione obrazy dla zapytania demony-wilkiZnalezione obrazy dla zapytania demony-wilkiPo ponownym odzyskaniu świadomości, próbowałam wyzwolić się z ich oślizgłych łapsk. Pilnowały mnie demony-wilki. Nie miałam szans na ucieczkę.
Zrezygnowana westchnęłam. Aż usłyszałam krzyki. Na wilki rzucili się wojownicy z mego stada. Ujrzałam Wolf'a, Cole'a i Marikę. Chciałam im pomóc. Podbiegłam do grupki i rzuciłam się na jednego z demonów. Po chwili padł. Rozejrzałam się.
- Angel! - to Melody wołała o pomoc.
Natychmiast do niej podbiegłam. Walczyła z trzema demonami-końmi. Wzięłam się za dwa, a jej zostawiłam jednego.
Długo walczyliśmy. Jeden padł. Został jeszcze drugi. Oberwałam od niego w szyję. Upadłam, przeważył mnie. Zaczął mnie dusić. Przyduszać, bolało. Brakowało mi tchu, tlenu. Nie mogłam oddychać. Z pomocą przybiegła Vena. Poderżnęła mu gardło. Upadł. Na pamiątkę, odcięłam mu zakrzywiony róg. Założyłam go za ucho i wróciłam na pole bitwy. Długo trwały walki, och... Bardzo, naprawdę bardzo długo. A gdy już się skończyła, liczyliśmy swoich. Miałam szramę nad okiem i kulałam na prawą, przednią nogę. Ale przynajmniej tyle, że wszyscy, a przynajmniej chyba wszyscy z naszych, żyli. Zdjęłam róg. Gdy wróciliśmy do domu, włożyłam go do mojej szkatułki na skarby.

THE END

czwartek, 15 grudnia 2016

Od Veny - Walka ostateczna

Jak kończy się ta wojna z istotami z niezwykłymi zdolnościami? Sama nie wiem... liczy się tu i teraz. MY - nasze stado. Moje życie. Moi przyjaciele. Mój Wolf. Natomiast woj­ny zaczy­nają się, kiedy chcesz, ale nie kończą się, kiedy prosisz. Ale aby ją zakończyć trzeba walczyć do końca - taki ja mam zamiar.

~*~

Dzień ostateczności. Nikt nie zna losów tej wojny, a przygotowania trwają. Widziałam jak Caleb, Naix obmyślali strategię. Mieli swój rozpis na pergaminie, a na nim wypisane strategie wojenne; między innymi jak i kiedy mają postępować wojownicy i jak mają się ustawić. Wraz z nimi był Chico Fuego del Inferno i Galant, którzy jako zwiadowcy mieli sprawdzić poszczególne tereny.
Gdy przechodziłam polaną dostrzegłam Marikę oraz resztę morderców; wypowiadała się na temat demonów i zjaw, które będą na nas czychać. Uważnie słuchali wszyscy; wśród tego zbiorowiska dostrzegłam... Wolfa! Jak ja dawno go widziałam... miałam ochotę tam do niego podejść, przytulić, ale akuratnie był to zły moment. Ogier rozglądnął się i mnie zobaczył; ucieszył się niezmiernie. Wstał nagle i pognał w moją steonę nie zważając na innych.
- Vena! - wbiegł we mnie z taką siłą, że spadliśmy.
- T.. tak. - powiedziałam. Przez ostatnie tygodnke straciłam już nadzieję.
Ucałował mnie.
- Demony chciały mną manipulować. Były okrutne; jeden cię nawet oczerniał...
- Co mówił? Skrzywdził cię? - byłam zdenerwowana.
- Nie... tylko trochę. Ale proszę cię, nie mówmy o nim. Chciał przeciągnąć mnie na swoją stronę; była to klacz mówiąca, że nie... jesteś mnie wart.
Zasmuciłam się.
- Jeśli to prawda to...
- To nie jest przecież prawdą! Nawet tak nie myśl. - powiedział. - Przecież nie zostawiłbym cię dla niej. - odpowiedział i przytulił.
Ogier musiał dalej iść na spotkanie z Mariką; były to bardzo ważne rzeczy.
Dopilnowałam też, by Melody stosowała się do strategii Naixa i Caleba.
Medyczki natomiast - Armena i Marina - miały przyjmować rannych. To było jedno z ważnych zadań.
Kluczową rolę zajmowali wojownicy, a najlepszym chyba i dominującym dowódcą był Lorfan mimo iż nie pełnił tej funkcji.

~*~

Słychać było krzyk. Nadchodzą.
- Lorgan, przygotuj wojowników. Jesteś w tym najlepszy. - powiedziałam do ogiera.
Przyszedł Naix, który powiedział mu o atakach. Była tu też Marika. Każdy morderca wiedział jak ma działać. Galant wyszedł na krótki zwiad; dowiedział się wówczas jak daleko są przeciwnicy.
Isleen i Charriot natomiast mieli swe różne szamańskie moce; byli idealnie przygotowani. Różne proszki ampułki...
- Już! Są blisko! - przybiegł Galant.
Spojrzałam w oddal; niczym chmara czarna armia zmierzała ku nam. Cole wydał rozkaz. Wszyscy ruszyliśmy.
Widziałam jak jeden z wilków już leźy nieżywy z kopyt Death Angel.
- Uważaj! - usłyszałam za sobą głos Marki. Odwróciłam się. Jabłkowity jednorożec chciał się wbuć we mnie; zrobiłam unik. Przewidziałam z myśli Mariki, że chce zrobić ostateczny cios. Zanim jednorożec mnie chciał zabić już wydał z siebie ostatni oddech.
W tym chaosie ujrzałam jakiegoś wilka. Ja również się w niego zmieniłam; zaczęłam iść za nim. Po chwili gąszcz w krzakach był tak duży, że straciłam go z oczu. Po chwili z tego wyszłam; rozglądnęłam się. Nie było go. Usłyszałam warczenie za sobą, a po chwili jakby coś na mnie wpadło. Nie myliłam się; rzucił się na mnie właśnie ten wilk. Zaczęłam się z nim szarpać dopóki nie usłyszałam dźwięku kopyt w oddali.
- Już po tobie!- wykrzyknęłam i odepchnęłam go.
Jednakże zza krzaków wybiegł nie już koń lecz wilk. Przez chwilę myślałam, że to demon...
- Zostaw ją! - wykrzyknął i odepchnął wilka.
Przecież to Wolf!
Złapł go za kark i uderzył o ziemię. Po chwili szarpaniny leżał martwy.
- Przez chwilę myślałam, że umrę... - powiedziałam i pocałowałam go.
- Jak umrzesz, to tylko ze mną.
Wróciliśmy na pole walki. Setki ofiar leżało na wcześniej pięknej, białej od śniegu łące. Teraz było tu czerwono od krwi... czuć było zapach śmierci. 

Koniec wojny & Święta!



Ho ho ho! Powoli zbliżamy się do… Świąt! Kończymy już powoli wojnę a zaczynamy ŚWIĘTA. W związku z tym każdy kto chce wziąć udział w evenciku musi napisać ostatnie opowiadanie wojenne (min. 130 słów). W opowiadaniu uwzględniamy całe stado, to znaczy; we wszystkich dotychczasowych opowiadaniach wojennych opisywaliśmy losy naszych postaci a teraz walczymy wszyscy razem, na jednym polu walki. Widzimy wszystko co się dookoła dzieje czyli również pozostałych członków, pomagamy sobie wzajemnie.  Tu uwzględniamy też rangi. Chyba domyślacie się jakie czynności powinien wykonywać np. strateg?
Aby wygrać wojnę opowiadania musi napisać przynajmniej 10 osób! Czas mamy do 21 grudnia :3
A teraz…  Święta!
Na zewnątrz mróz, spadł już gruby śnieg. Wczorajszej nocy do plaży dopiły szczątki statku Batsho Mohlolohali wraz z wyczerpaną załogą. Znaleziony ich pół martwych i natychmiast zbudzono pogrążone w śnie stado. Nie przeżyła tylko jedna klacz w ciąży. Wszyscy zebrali się w lesie przy cieple ogniska. Rozbitkom podano ciepłe pożywienie i znaleziono parę kocy. Najroślejszy z nich, umięśniony za dwóch zaczął opowieść o smutnym losie załogi. Tereny ich stada zostały podbite a oni musieli służyć swoim wrogom przechodząc okropne męki. Zostali skazani na śmierć za najdrobniejsze przewinienia oraz zdradę bliskich lecz dzięki wspólnym wysiłkom udało im się czmychnąć. Było ich zaś 43. Zdążyli wsiąść do łodzi lecz strzały i tak dosięgły pięciu przyjaciół a trzech załapano już wcześniej. Na morzu spotkał ich straszny sztorm. Byli pewni, że drobny stateczek nie utrzyma się na fali jednak cudem wytrzymał. Fale zmyły z pokładu jedenastu. Niedługo potem spotkała ich dziwna dolegliwość. Zmarło wtedy dwóch. Dalej nastał głód, bowiem niewiele zdążyli zabrać ze sobą. Szczęściem nikt nie „wysechł” do końca aczkolwiek wszystkim odebrało całkiem siły. Gdy byli już pewni śmierci zaatakował ich jakiś głębinowy potwór. Rozszarpał malutką łódeczkę i tak dotarli tutaj, do KotH.
Poruszeni tą historią przyjmujemy ich do siebie. Troskliwie opiekujemy się rozbitkami jednak… następnej nocy… Zostajemy brutalnie związani. ZDRADA. SPISEK. Tak, tak. Ty i …………. (postać z KotH) zostajecie zaprowadzeni do przygotowanej wcześniej łodzi. Wypływacie w morze. Reszta stada również ale wy jeszcze o tym nie wiecie. Czemu to robią?! Spoglądasz na swojego towarzysza niedoli i…
I co dalej? Dalej oddaję Ci głos! Do dzieła!
Króciutkie zasady:
1. Opowiadania piszemy między sobą.
2. Mają one mieć min. 130 słów.
3. Mamy czas do 1 stycznia (może być dłużej).

Na razie opowiadamy jedynie o przygodach na morzu (NA RAZIE NIE UCIEKAMY!!!) XDD Ok. 20 grudnia będzie kolejna, że tak powiem „faza” evenciku. Powodzenia! :3
~Marika
(przepraszam, że nie mieliśmy mikołajków:*((()

wtorek, 15 listopada 2016

Od Hypnotic - You say: scary war, I say: really? cz. I

Wojna z demonami.... Czegóż to oni nie wymyślą? Prychnęłam. Od dwóch dni, tylko siedzę w jaskini bo tak kazał Cole. Mam jego zakazy gdzieś, ale.... A jakbym sie cofnęła i wyszła zanim on zamknie mi jaskinię? Tajemnicza iskierka błysnęła w moim oku. Wpadłam na świetny plan.

***
Po przejściu w czasie, szybko zrobiłam z wody swoją podobiznę. Po chwili na horyzoncie ujrzałam sylwetkę Cole'a. Był coraz bliżej. Szybko ukryłam sie między skałami.
-Hypnotic? Mamy wojnę. Bezpieczniejsza będziesz w jaskini - powiedział i zamknął otwór głazem.
-Jasne - odpowiedziałam z krzaków.
Miałam wrażenie że to demon zmienił sie w Cole'a. Wyskoczyłam z krzaków i polałam go specjalnym naparem który niszczył iluzje. Nauczył mnie go robić, Halt. Uśmiechnęłam sie pod nosem, gdy ukazał mi sie demon. Nie miał oczu i widać mu było mięśnie szczęki. Wzdrygnęłam sie gdy spojrzałam na niego ponownie. Jak takie ochydne stworzenia
mogłyby z nami zwyciężyć? Tak, dokładnie. Z NAMI. Teraz jestem częścią Kings of the Hill.
Wyciągnęłam z kaptura, mojego czarnego płaszcza od Veny, dwa sztylety. Demon zaśmiał się.
-Ty i te twoje dwa patyki, nie macie ze mną szans - wyszczerzył swoje upiorne zębiska.
Skrzywiłam się. Nie myśl o tym jak wygląda. Zabij go. Jednak to nie takie proste gdy ma sie przed sobą taką karykaturę konia. Wzięłam głęboki wdech. Czemu by najpierw go nie podenerwować?
-Te patyczki cię poszatkują demonisko - powiedziałam pewnym siebie głosem.
Ten jednak ponownie sie zaśmiał i rzucił sie na mnie. Nie byłam na to przygotowana i upadłam. Okazało sie, że ma także nienaturalnie grubą szyję. 
-Fu - mruknęłam i wbiłam jeden z noży w jego pusty oczodół. 
Trysnęła krew. Splamiła jednak jedynie pysk przeciwnika oraz trawę wokoło. Teraz wyglądał jeszcze makabrycznej. Pomyślałam że idealnie nadawałby sie do jakiegoś kiepskiego horroru o tytule "Demon to wstrętna karykatura". Podszedł do mnie i zadał mi cios. Nie zdążyłam sie obronić i chyba zranił mnie w szyję. A nawet na pewno. Bo piekło niemiłosiernie, a na makabryczny dodatek, i z mojego ciała tryskęła krew. Podniosłam sie z ziemi i ponownie natarłam na demona. Tym razem udało mi sie trafić sztyletem w jego serce. Było czarne. Potem demon szybko rozpadł sie w proch. A ja pobiegłam w stronę jaskini Mariki. 
C.D.N

Rana na szyi -7 HP
Hypnotic zabija jednego demona

sobota, 12 listopada 2016

Od Chica - Wojna? Znowu?, part uno

- Annabel... Nie! Zaczekaj! To pułapka. Tam jest Agramon! - wołałem.
Ruda klacz posłała mi tylko promienny uśmiech. Potem oddaliła sie prostoduszny pułapki zastawionej przez Agramona i Lilith. Pobiegłem za nią. Bieg. Tylko on sie teraz liczył. Zatrzymałem sie. Nad Annabel w kałuży krwi stał Agramon i sie... Śmiał.
-Zapłacisz mi za to ojcze! - warknąłem.
***
Obudziłem sie. Od dwóch dni, w stadzie toczy sie wojna. Trafiłem tu tuż przed jej rozpoczęciem. No i dowiedziałem sie że nad przywódczynią panuje Death. Diego już stał obok mnie.
~Nic sie nie stało przyjacielu? - zapytał z troską.
~Raczej nic. To był tylko zły sen - posłałem mu zmęczony uśmiech.
Jeleń uspokoił sie i wrócił do swojego wcześniejszego zajęcia. Był bardzo troskliwy. Wiedziałem że nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Wstałem i postanowiłem przejść sie po lesie. Czemu akurat las? Nie mam pojęcia. Po prostu to miejsce przypominało mi o Annabel. No i spotkałem tam Dragon która była dość... Ekscentryczną postacią. Twierdziła że jest tam przez Cole'a i że nie warto mu ufać. No i cały czas pytała gdzie jest Liam i co się stało z Veną. Za każdym razem mówiłem jej prawdę:
Death zabił Liam'a a ten stał sie bogiem, mamy wojnę, Cole jest ok, Vena ma sie dobrze. Nie widziałem powodu żeby jej kłamać. Była samotna, obłąkana. Nagle przede mną pojawiło sie to brzydactwo. To znaczy... Po prostu demonica.
-Czego chcesz?! Powiedziałem że was nienawidzę i nie zmienię zdania - powiedziałem.
-Oh, vato... Wszyscy sie zmieniamy, mój drogi braciszku - zaśmiała sie Aminesia.
Rozpoznałem ją po głosie. Ciekawe po co ją tu przysłano. By mnie zabić? Możliwe. W końcu zachowałem sie jak "syn marnotrawny" i porzuciłem rodzinę. Ale kto by kochał takich rodziców, siostry i braci? Westchnąłem i spojrzałem na Aminesie.
-Zabij mnie. Tylko szybko, bo nie chce mi sie czekać - warknąłem.
Demonica zawahała.
-Nie muszę tego robić jeśli wrócisz - stwierdziła.
-Oj, Ama... Dostałem tu wyższe stanowisko niż sprzątaczka Agramona i Lilith. Serio - rzuciłem ironicznie.
Nie ukryła uśmiechu. Dawno już z nią nie gadałem.
-No więc muszę cie zabić. A szkoda. Wielka szkoda, Chico - odparła.
Rzuciła sie na mnie z sztyletem. Zrobiłem szybki unik. Klacz zadała mi cios w skrzydło. Czułem jak czerwone krople krwi po nim spływają. Z wściekłością wbiłem róg w jej ciało. Padła martwa. 
Zabiłem właśnie swoją siostrę. Stałem sie mordercą jak Aragorm. 

C.D.N

Rana na skrzydle -6HP

Od Mariki - wojna cz.2



Nie byłam w stanie poruszać się o trzech nogach. Skakanie nie przynosiło rezultatów i do tego zmuszało giętki kręgosłup do pracy. Spróbowałam więc użyć zakrwawionej kończyny. Ból jednak wzmógł się znacznie a mi już powoli tchu zaczynało brakować. Ubolewając nad własną słabością wybrałam drogę do medyka. Poczęłam się czołgać. Nie był to dobry pomysł ale wszak jedyny. Brud, drobne kamienie, szyszki nie szyszki, resztki padliny i inne ciała stałe; to wszystko wchodziło w skład mojej rany.
Już z daleka ujrzałam Marinę. Zapracowaną bo jedyną medyczką w naszym stadzie. Znałam ją z widzenia, parę razy może przywitałyśmy się. Zazwyczaj widziałam ją z Miodką i czasem z... Lorganem. Westchnęłam cicho. Podczołgałam się jeszcze trochę i wstałam. Chwiałam się raz w prawo, raz w lewo. Klacz gdy mnie zobaczyła wytrzeszczyła swe czerwone i zmęczone oczy. Do sierści miałam doczepione jeszcze wnętrzności demona przyklejone gęstą warstwą krwi. Noga ma zaś była całkiem pozbawiona skóry a po żyłach pełzły mi przeróżne robaki nie mówiąc już o brudzie. Marina prędko opatrzyła mi chorą kończynę.
- Ty na wojnie? - spytała lekko zdziwiona.
- Owszem, jestem morderczynią. - przyznałam z odrobiną dumy.
- Ale ty...! - zaczęła. - Wybacz lecz uważam, że... Em...
- Nie nadaję się? Wszyscy tak mówią ale ja to... Mogę chyba powiedzieć, że "kocham". - mruknęłam.
- Zatem idź teraz położyć się do schronu. - rozkazała Marina.
Schronem nazwaliśmy miejsce dla rannych. Był to malutki szpitalik umieszczony bezpiecznie pod ziemią. Już z daleka dojrzałam zapełnione łóżka.
- Ani mi się śni! Idę tam gdzie moje miejsce; do grobu. - zaśmiałam się.
Klacz tylko westchnęła. Bowiem nie była o wiele mniej zmęczona niż ja. Lecz ja czułam ducha walki. Kuśtykając trochę czmychnęłam w krzaki.
Powoli zbliżał się wieczór. Z radością zauważyłam, że z czarnego nieba zaczęły spadać białe płatki śniegu choć był to dopiero listopad. Zauważyłam ze zdziwieniem, iż z każdym krokiem robi się dużo ciemniej. Chwilę potem nie widziałam już nic. Chodziłam po omacku. Mrok i ciemność panowały nade mną. Byłam zdana tylko i wyłącznie na me obolałe nogi i zachwiany umysł.
- Cieszę się, że przyszłaś… Czekałem. – pośród lodowatego głosu wiatru odezwał się ten; męski, twardy i zuchwały.
- Zapewne. – warknęłam w odpowiedzi.
- Naprawdę? Nie poznajesz mnie? MNIE?! Szkoda… A ja tak tęskniłem… Ale ważne, że jesteś. Że udało się tu ciebie ściągnąć. Masz bardzo mizerne ciałko a ja… Takie kolekcjonuje. I wiesz brakuje mi właśnie takiego. Jest śliczne lecz… Kruchutkie.  Może wolisz lepsze, silniejsze? Wiem, że od dawna chcesz go porzucić. Nie podoba ci się, prawda? – syczał niewidzialny.
- Nie mogę zaprzeczyć lecz jedynie honorowa śmierć może mi je zabrać. Zabierze mi wszak tylko kości bo wszak mięsiwa zbyt dużo nie zastałeś. Dusza pozostanie i walczyć będzie nadal.
- A no tak… Może i racja jest po Twojej stronie.  Muszę cię ostrzec ; ja kolekcjonuję również i dusze. Przemieniam je w swoją własność a moja własność jest święta, zła i nikczemna. I też brakuje mi takiej jak twoja. Mam również duszę jedną, odległą… Przyznam ci się szczerze, iż wstydzę się jej trochę. Oto proszę spojrzyj na nie.
Niezwykła siła odepchnęła mnie na kilka stóp w tył. Przed sobą zobaczyłam marionetkę. Tak, marionetkę.
- Co chcesz mi pokazać?! – prawie, że wykrzyknęłam te słowa bo uwięzione ciało przypominało mi JĄ!
- A jak myślisz? Teraz mnie pamiętasz? – zagrzmiał głos i jego posiadacz wyłonił się z mgły.
Teraz był już słodziutkim demonem pod musztrą samego Death’a. Chciałam krzyczeć lecz Håkan chwycił me gardło i poczułam, że brakuje mi tchu.
- Pamiętasz mnie jednak, co?! PAMIĘTASZ!?- warknął a zabójczy głos rozchodził się echem po lesie.
Wreszcie puścił mą szyję a ja opadłam bezwładnie na ziemię i póki mogłam starałam się zaczerpnąć jak najwięcej powietrza.
- Pamiętam tą lekkoduszną mordę. Miałam jednak nadzieję, że nigdy już sobie o niej nie przypomnę! Wymazałam ją z pamięci raz na zawsze! – wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam. – Nie cierpię cię! Jak mogłeś mi to zrobić!!!???
Zawładnęła mną gorycz i rozpacz. Położyłam się na ziemi szlochając gorzko. Moja krótka grzywa zatonęła w błotnistym podłożu.
- Ja też cię kocham… - mruknął Håkan.
Ja jednak się nie odezwałam. Leżałam w bezruchu. Zabije mnie; trudno. Ale nie oddam mu duszy. Nie oddam mu mojej wyobraźni. Nie oddam tego czego ON mnie nauczył. Tego co ON wychował.
- Twoja matka była durniem. – rzekł ze złośliwym uśmieszkiem. – Ojciec też.
- NASZA. – wyszeptałam przez łzy. – NASZA matka i NASZ ojciec!
Wstałam powoli i spojrzałam mu w oczy. Śmierdziały zgnilizną. Zgniłym sercem. Tym sercem, które niegdyś tak kochałam.
- Co ci się stało? – spojrzał na moją poharataną nogę. – Może ci pomóc? Wiesz, mogłaś od razu do mnie dołączyć. Wtedy oszczędziłabyś sobie bólu… Ale ty nie chciałaś. Jestem w stanie ci przebaczyć bo w końcu głupio jest zabijać własną siostrę.
W odpowiedzi rzuciłam w niego nożem. Odsunął się z pogardą. Wstałam i mimowolnie podeszłam do niego. Ze łzami w oczach przytuliłam brata a on mnie. Chciałam go zabić lecz… Czułam tą więź. Nie mogłam tak od razu, po tylu latach… Cofnęłam się parę kroków w tył.
- Odejdź! – krzyknęłam.
Pokręcił głową. Kopnął mnie z całej siły w brzuch. Zemdliło mnie. Upadłam lecz zaraz się podniosłam. Wokół Håkan’a  pojawił się niebieski dym. Poczułam jak swąd dostaje się do moich nozdrzy. Wstrzymałam oddech; trucizna.
- NIE CHCESZ ODDYCHAĆ?! – wrzasnął ogier.
Znów złapał mnie za szyję i potrząsał mym ciałem. Nie byłam w stanie zareagować, nawet ruszyć kopytem.  Powoli uchodził ze mnie i owy duch o którego tak walczyłam. Nie widziałam żadnego wyjścia. Gdy byłam już przekonana, iż pora abym już odeszła przypomniałam sobie o swych (jak w tej chwili mnie się wydawało) anielskich mocach. Rykiem zarzynanego cielęcia „odpędziłam” od nas powietrze tworząc próżnię.  Już miałam mroczki przed oczami gdy potwor mnie puścił. Upadłam i przywróciłam spowrotem tlen; w końcu ja też go potrzebowałam. Obudził się we mnie pierwotny instynkt. Podniosłam się. Podniosłam z ziemi złocisty miecz. Bez wahania rzuciłam się na brata. Czułam niezwykłą energię, pulsowała we mnie krew wojownika, gnieździła się we mnie ogromna moc i siła. Przewróciłam go na plecy. Ten zszokowany ale jak zawsze przygotowany odepchną mnie w tył. Rozpędził się i z furią  natarł. Cięłam mieczem na prawo i lewo ale on o dziwo każdego ciosu unikał i wykorzystywał przeciwko mnie. W końcu jednak skoczyłam na jego ramię stwarzając dogodną sytuację aby zadać cios ostateczny. Podniosłam miecz. Håkan jękną. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogę tego zrobić. Władał nad setkami, tysiącami, kto wie czy nie milionami porwanych dusz… Władał nad duszą mej matki i mego ojca. Tak, ta marionetka… To była ona; Jennifer. Opuściłam miecz. Mój brat wykorzystał to wbił swoje kły w mój łeb. Krew ma wytrysnęła na wszystkie strony. Ból był tak diabelsko mocny… Moje lewe oko pociemniało. Nic nie widziałam, nie wiedziałam co się dzieje. Demon trzymał przez pół minuty a ja ryczałam z bólu. Puścił mnie w końcu a ja oniemiała z wrażenia stwierdziłam, że czegoś brakuje. Nie myliłam się. Spojrzałam w kierunku paszczy brata. Coś z niej wypadło… Oko. Moje oko! Rzuciłam się na niego i wbiłam w jego serce złoty miecz.  Sturlaliśmy się ze zbocza i wpadliśmy do głębokiego wąwozu.
- Kochałem cię… - wymamrotał a z jego pyska wypłynęła krew.
- Ja też… - zapłakałam.
Nikt nie mógł pojąć naszej miłości. Wychowywał mnie od dziecka ale w pewnym momencie… Przytuliłam się mocno do jego zimnego ciała i zamknęłam oczy. Straciłam świadomość.

C.D.N.
Tak miałam brata, zwano go „Królem Wojowników”… Do pewnego czasu… Ale ja go zawsze będę kochać…
PS: Pobiłam Cię Galant!  1237 słów! XD

Urazy na głowie, szyi, brak oka -15HP
(tak wiem, że dużo XD nic nie poradzę)