wtorek, 17 stycznia 2017

Żegnamy Phanthoma!

Phanthom odchodzi z polecenia właścicielki :(

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Od Dankana CD Soll

Cały dzień spędziłem na plaży, nie ukrywam że czasami widząc sylwetke konia w oddali miałem nadzieję że to Soll. Ale zawsze moje nadzieje były błędne.
Przez cały dzień nie odczuwałem głodu, a nie miałem ochoty nie piesze wycieczki. Był już prawie koniec zimy ale i tak słońce ogrzewało piasek który w połowie był pokryty śniegiem. Nie wydawał się tak bardzo złoty jak latem ale i tak nieźle ogrzewał moje zimne ciało. Od czasu do czasu przytrawfiła się jakaś większa chmura która zakryła na chwilę słońce w całości, wtedy było można odczuć chłodny powiew zimy. Fale szumiły jak zwykle, dając tak bardzo kojącą melodię, że każdemu zachciałoby się spać. Kocham takie miejsca, chyba będę powtarzał to wkółko. Spokojne, ciche, można się naprawdę zrelaksować, ale też i bardzo romantyczne. Zachodzy słońca są cudne także zimą.
Popołudniu wstałem ze swojego stałego miejsca na plaży by rozprostować kości. Nagle usłyszałem za sobą trzask gałęzi. Pewnie to jakieś zwierzę, pomyślałem. Ale nagle coś zarazem lekkiego ale i ciężkiego uderzyło we mnie. Po chwili spróbowałem podnieść swoje własne cielsko, odwróciłem się i ujrzałem... Soll.
- Co ty wyprawiasz ? - odezwałem się zaskoczony.
- A nie widzisz ? -prychnęła z wielkim oburzeniem.
Spojrzałem na chwilkę w jej cudne, niebieskie oczy ale gdy skapnęła się, że jej się przyglądam odwróciła się i skierowała w stronę lasu bez słowa pożegnania. Tym razem nie miałem zamiaru odpuścić.
Podbiegłem do niej z gracją, tak mi się przynajmniej wydawało. Klacz kolejny raz spojrzała na mnie z oburzeniem, a ja szedłem z dumą.
- Co ty tak się prężysz?
- A co nie wolno mi iść z dumą obok takiej pięknej klaczy jak ty ? - odpowiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
Klacz popchnęła mnie lekko zadem i zaczeła się śmiać.
-Że ja ? - spytała nie przestając się śmiać.
Odpowiedziałem jej skinieniem głowy.
Kilka godzin chodziliśmy po zaśnieżonych ścieżkach. Od czasu do czasu z drzew spadł śnieg, oczywiście na nas, albo specjalnie uderzałem ciałem o drzewo aby śnieg spadł na Soll. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, jaką magią władamy, oraz jakie umiejętności posiadamy. Oczywiście wreszcie temat szedł na to gdzie się wychowaliśmy i jakie dzieciństwo mieliśmy. Nie chętnie mówiłem o swojej przeszłości ale przecież mogłem jej zaufać. Pod koniec spaceru wreszcie spytała mnie jak brzmi moje imie, oczywiście jej odpowiedziałem. Była już dobra 22.00 jak się nie mylę kiedy postanowiliśmy zakończyć spotkanie, dałem jej buziaka na pożegnanie, ona zaś była trochę zakłopotana. Może trochę się pośpieszyłem ? Sam nie wiem. Ale wiem jedno, że nie oczekuję od niej zbyt wiele.

Soll ? :3

Mapka:3

Impuls (Coregatio) stworzył dla nas śliczną mapkę terenów, oto ona:
Dziękujemy mu za to:) Wkrótce zostanie rozmieszczony podział na tereny demonów i nasze ( w związku z przegraną wojną ).
~Dziękuję za uwagę, Marika

sobota, 14 stycznia 2017

Od Mariki CD Impuls




Szłam w milczeniu z Naix’em, Lianor i Galant’em przez ciemny las. Naszym zadaniem było zlokalizowanie stałego źródła pożywienia, bliskiego naszej “siedziby” bo jasną rzeczą było to, że demony zajęły większość terenów, które zdążyły już poznać. Nieznacznie wyprzedzałam ekspedycję, czujnym spojrzeniem analizowałam położenie.
-Czy mamy w ogóle jeszcze jakieś szanse na normalne życie? - spytał cicho Galant. - Po co to robimy?
Odwróciłam się napięcie i spojrzałam z bólem na ogiera. Właściwie to nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Nie mamy żadnych szans, jesteśmy zdani tylko na siebie. Robimy to dla tych, którzy już robić tego nie mogą. - powiedziałam poważnie.
Nagle coś runęło na wilgotną trawę. Zatrzymaliśmy się a nasz wzrok powędrował za drzewa, na oświeconą światłem księżyca łąkę. Pomiędzy uschniętymi drzewami dostrzegłam kontur obcego. Leżał bezwładnie na ziemi, niczym nocna zmora lecz takową najwyraźniej nie był. Na łące zawiał zimny wiatr. Skorzystałam z okazji i zamknęłam oczy. Poczułam jego delikatność, powagę i zaczęłam nim kierować. „Udałam się” powiewem wiatru nad ciało nieznajomego, okryłam go i poczułam jego ciepło. Oddech szybki, nierównomierny. Klatka powoli przestaje się unosić. Wsłuchałam się w niemożliwie ciche szepty łakomej krwi. Serce zahamowało z nagła a me powieki odsłoniły moje powiększone źrenice.
-On umiera. - szepnęłam.
- Co chcesz zrobić? - zapytała Lianor.
Zastanowiłam się.
-Pomóc mu. - odrzekłam. - Zawróćcie, dziś już nic tutaj nie znajdziemy. Nie zajmie mi to długo, dogonię was.
Kiwnęli łbami i obrócili się w stronę lasu a ja zbliżyłam się ostrożnie do postaci. Poczułam jak zalewa mnie znajoma energia.
Impuls? Niewiele rozwinęłam, może co nieco uda mi się następnym razem :P

piątek, 13 stycznia 2017

Od Soll CD Dankan

Ta... ma trudny charakter. Skąd ja to znam? Sama jestem dość specyficznym koniem i nie lubię tak irytujących. No, pewnie mnie teraz za taką uważał. Z resztą - nie chciało mi się go szukać. Nie zależało mi już na tym, by poznać jego imię. No cóż.
Udałam się w stronę lasu dusz. Szłam ośnieżoną ścieżką i dostrzegłam rozdroże. Nigdy wcześniej nie szłam żadną z tych dróg... więc czemu by nie pójść teraz przy najbliższej okazji? Właśnie. Ta... tylko którą drogę wybrać. Spojrzałam na jedną; była zwyczajna, jasna z świecącym słońcem. Druga natomiast była mroczniejsza i nieco straszniejsza. Oczywiście jak to ja wybrałam drugą. Idąc tą drogą widziałam różne zmarłe dusze... krzyk i hałas po chwili ogarnął me uszy. Jedna zjawa przebiegła tuż przede mną. Czułam na sobie wzrok świecących w ciemności oczu...
Zmieniłam się w obskurusa; byłam gotów się obronić. Leciałam nad ścieżką nie wyrządzając (na razie) żadnych szkód. Po chwili poczuam, że coś mnie goni. Pędziłam coraz szybciej i szybciej. Droga wydawała mi się nigdy nie kończyć. Po chwili... lub kilku chwilach, które wydawały się wiecznością wyleciałam z lasu. Jakby czarny dym z impetem z komina robiąc przy okazji niemałą dziurę przy wyjściu. Nie zdążyłam wychować, ale udało mi się przemienić w konia zanim spadłam na ziemię. Nie! Nie na ziemię! Wleciałam w jekiegoś konia z niemałym krzykiem. Po chwili oboje już leżeliśmy. Ta... wiadomo już w kogo wleciałam? Właśnie w tego samego ogiera, którego śledziłam wcześniej. Fajnie... naprawdę.

Dankan? XD

Wojna i...



Pola i lasy pokrył już biały puch. Stado jakby opustoszało… Zapadła straszliwa cisza zwiastująca śmierć, która oblizując swe ostre kły wtargnęła na pole bitwy rozrzucając dookoła krew niezłomnych. Już i jęki ustały, a żywe stworzenia struchlały. Pochyliły swoje godne oczy aby oddać hołd poległym. Ziemia wydała pełen smutku okrzyk i rozdzieliła wielką raną przepaści obie armie. Stało się… Z gardeł zwycięzców wydobył się pełen zadowolenia ryk. “To koniec.” - łkały z goryczą pozbawione życia legiony obserwując jak rycerze wroga zbliżają się aby zawładnąć biednymi ziemiami.
-Ratuj! - krzyczy nasączona krwią martwych ziemia, matka.
-Ratuj! - błagają spalone nienawiścią demonów wszelkie rośliny.
-Ratuj! - płaczą ocalałe stworzenia ukryte w gąszczu.
-Ratuj! - jęczy zmęczona walką ma dusza.
Nadciąga czarna chmura czarnych rycerzy. Powstają i legiony lecz nie aby się bronić ale… oddać się w niewolę, zginąć. Nie pomrzemy! Nie pomrzemy ze względu na naszych martwych braci leżących w kałużach krwi! Nie oddamy tego za co nasi ojcowie i matki przypłacili życiem! Lecz cóż począć? Chmura zawisła nad umęczoną armią Seculorum. Zatrzymała się i dyszała oznajmiając swym rzęsistym oddechem, że legiony mają się w tej oto chwili poddać się. Nagle rozlega się dźwięk trąbki i zadziwia swym zgrzytem płochliwe zwierzęta. Demony kulą się i padają na ziemię próbując zatkać kopytami swoje uszy. Ze łzami w oczach zawracamy i jak najgorsi nieudacznicy uciekamy przed siebie. Po niebie szybuje lew wybawca rycząc ze zgryzoty. Trąbka ucichła a czarni rycerze podnieśli się lecz stoją jak głupki wpatrzeni w oddalające się resztki stada Kings of the Hill. Straciliśmy godność, straciliśmy honor, straciliśmy dobre mienie i… naszych przyjaciół. Biegniemy w milczeniu wzbijając w górę srebrzysty pył zwany śniegiem. Nic już nam nie zostało. Ni nadziei, ni otuchy. Mrok otula nas swym płaszczem ukazując śliczne gwiazdy i księżyc jasny. Zaszywam się w gąszczu i tam w milczeniu opłakujemy poległych.

~+++~

Wojna się skończyła lecz ze smutkiem oznajmiam, że KotH ją przegrało. Patrząc z punktu widzenia technicznego opowiadanie wojenne napisały jedynie 2 osoby co oznaczało oczywiście klęskę. Czasy się zmieniają, stworzenia umierają. Demony chcą NAS, NASZEJ mocy. Pokazuje nam to wyraźnie, że znaczymy coś więcej niż nędzni tubylcy, których wystarczy najzwyczajniej w świecie podtruć, czego udowadnia wroga armia. Jesteśmy wciąż prześladowani, śledzeni, tropieni, zamykani, zabijani i ecce terra, ecce terra… Ukrywamy się snując nadzieję na lepsze życie i zamykając świeże rany w sercu.
Co jednak wcale nie jest takie złe patrząc z punktu widzenia piszącego:) Dajcie z siebie wszystko w opowiadaniach bo myślę, że pomysłów na nowe opowiadania myślę, że nie brakuje. Pamiętajmy, że teraz tutaj świat nie wygląda kolorowo, w każdej chwili można stracić życie lub zostać skazanym na (przepraszam, musiałam to powiedzieć) “słodziaśne” tortury. Teraz już nic nie będzie takie samo!
~+++~
Ci których już nie ma:
[*] Cole - nasz ukochany przywódca

[*] Caleb - starteg
http://pre09.deviantart.net/8717/th/pre/i/2015/140/6/9/weather_of_the_wary_by_yewrezz-d8u2p2f.png
[*] Les ailes de la - szaman
FIRE-BRIGADE by duskbeguile
[*] Chico Fuego del Inferno - dowódca zwiadowców
 
[*] Death Angel - nasza kochana przywódczyni
[*] Nirvana -mag
[*] Marina - medyczka


[*] Vena - główny szpieg

[*] Wolf - morderca

Żegnamy ich z bólem ;C
~+++~
W najbliższym czasie pojawi się parę zmian związanych z naszym upadkiem, Część terenów zajmą demony, być może pojawi się mapka (nadal szukamy grafika!), ustalimy pewien plan działania lecz to wymaga odrobiny czasu. Jeśli ktoś ma jakieś pomysły - śmiało pisać:3 No i… ten tego. Zobaczymy co z tego będzie:D
~Marika

Od Impulsa

- Zdrajca! Zdrajca własnej rasy!- głosy wściekłych jeńców rozchodziły się po lochu, odbijając się od ścian i raz za razem trafiały do mojej głowy w formie natrętnej pieśni, która wnikała w pamięć i monotonnie powtarzała swoje słowa. Parsknąłem zirytowany i podążyłem za demonem do drzwi.  Strażnicy pilnujący wrót zmierzyli mnie wzrokiem, a na moje rozgniewane spojrzenie zareagowali niemal natychmiast, otwierając przejście.
-Cztery godziny. Wyślemy Cię na granicę. KotH jest osłabione, nie mają siły pilnować gór.- oznajmił demon, podając mi butelkę. Skinąłem głową i szybko wypiłem jej zawartość. Mikstura z początku smakowała jak miód. Potem jej słodki smak zastąpił posmak czegoś gorzkiego i kwaśnego. Wzdrygnąłem się i skierowałem spojrzenie w mrok panujący za wrotami.
- Musimy być wiarygodni.- wyjaśnił demon po czym wykonał kilka nacięć na moim ciele. Krew zaczęła sączyć się przez rany, zostawiając czarne smugi na marmurowej posadzce. Wziąłem głęboki oddech, rozpędziłem i skoczyłem w ciemność.
~~~~~~~
- To najgorszy plan jaki słyszałem przez całe moje życie.- skomentował Ramino gdy opowiedziałem mu strategię demonów.
- Powinien być skuteczny.- odparłem.
- No oczywiście! Trucizna w twojej krwi zatrzyma twoje serce, możesz umrzeć ale dalej to jest 
świetny plan.- upierał się dalej towarzysz.
- I właśnie dlatego potrzebuję ciebie.- wyjaśniłem.
- Czyli myślisz że nie mam nic lepszego do roboty niż robienie za rozrusznik twojego kamiennego serducha?- zapytał Ramino z lekkim gniewem.
- Proszę... nie chcę umierać.- powiedziałem i zanim się zorientowałem jak żałośnie to zabrzmiało, towarzysz parsknął śmiechem.
- Okej. Poczekam sobie aż twój orgaznim padnie.- oznajmił jeleń, zamienił się w kulę jasnego światła i przenikł do mojego ciała. Chwilę później poczułem, że moje serce bije coraz wolniej. Przyśpieszyłem trochę żeby dotrzeć jak najbliżej koni. Moje powieki robiły się coraz cięższe.
Dotarłem na jakąś łąkę i osunąłem sie na ziemię. Nagle wszystko się zatrzymało. Okryłem się skrzydłami i skuliłem żeby stłumić tępy ból w całym ciele. Wszystko opuściło moje ciało. Energia,uczucia, wspomnienia, życie. Opadłem w mrok.

Ktoś? Wiem że beznadziejne ale następnym razem bardziej się postaram.    

czwartek, 12 stycznia 2017

Impuls - Morderca

"Piekło jest puste, wszystkie diabły siedzą tu."


IMIĘ: Impuls
PŁEĆ: ♂
WIEK: 4 lata 8 miesięcy
RASA: Pegaz
RANGA: 3
HIERARCHIA: Morderca
GŁOS: Proszę uzupełnić ;)
MOCE:
• Panuje nad cieniami.
• Potrafi zmienić się w dym (klik) lub zmienić wygląd (klik).
Jeszcze nie odkrył części swoich mocy ale to tylko kwestia czasu.
UMIEJĘTNOŚCI:
• Siła: ★★★
• Wytrzymałość: ★★★
• Zwinność: ★★
• Szybkość: ★★★
• Czujność: ★★★
EKSTERIER:
• Budowa: Ma smukłą i dobrze umięśnioną sylwetkę. Posiada masywne i ciężkie czarno- szare szkrzydła.
• Maść: Kara z różnymi przebarwieniami.
• Głowa: Długi pysk z białymi kreskami biegnącymi od kącików ust do granicy jasnoniebieskich oczu. Ma kolczyk w nosie, który stanowi jedyną pamiątkę po jego matce. Na jego szyi można znaleźć niebieskie kreski, często ukrywane pod grzywą.
• Grzywa: Długa i jedwabista, kruczoczarna.
• Ogon: Ciemny, gładki i sięgający ziemi.
• Nogi: Długie i umięśnione. Czarne z szarymi ,,pończochami"
Temperament: Impuls, jak już samej nazwy można wywnioskować jest nadpobudliwy i często działa pochopnie, bez żadnego planu. Lecz nie dajmy się zwieść i proszę mi wierzyć, jest to ogier bardzo inteligentny i nawet bez planu, takowy potrafiłby obmyślić w zaledwie kilka sekund. Z reguły myśli logicznie i strategicznie chyba, że wpadnie w tzw. furię. Skoro przy tym stoimy, jest bardzo nerwowy, agresywny i brutalny, ma czarny humor, a cierpienie innych sprawia mu radość. Jest urodzonym kłamcą i oszustem, nie można mu wierzyć, a jeszcze gorzej ufać. Za dobrą stawkę, wyjawiłby komuś twoje sektrety i plany, przy okazji dorzuciłby twoją głowę. Jest zdrajcą, mordercą i fałszerzem. Co gorsza, jest cwany i chytry jak lis, a z każdej sytuacji wychodzi cało. Teraz skupmy się na jego lepszych cechach. Lubi spokój, uwielbia dobre towarzystwo i kocha klacze. Czasami jest zbyt sarkastyczny/ironiczny. Z reguły wesoły i uśmiechnięty lecz uważajcie bo pod tą uroczą skorupką opatuloną w uśmiechy kryje się prawdziwy potwór.
RODZINA:
- Lily, matka, wesoła i urocza klacz, nie żyje.
- Scario, ojciec, demon.
TOWARZYSZ: Ramino (formularz doślę później)
PARTNER: -
HISTORIA: Noc była jasna i ciepła. Lekki wietrzyk przemykał między piórami moich skrzydeł i igrał z grzywą mojej mamy. Lily była na swój sposób wyjątkowa. Zawsze miła, uśmiechnięta i spokojna. Była jak światło na końcu nieskończonego tunelu. Jej maść była dostosowana do jej osoby, biała i czysta. Jej budowa była lekka i zgrabna. Ogon wlókł się za nią po ziemi, a delikatna grzywa spokojne mogłaby robić za jedwabne nici. Można by powiedzieć że była za dobra i za piękna na mamę. Ale taka była idealna, nie wymieniłbym jej za nic.
- Już jesteśmy blisko, kochanie.- oznajmiła mama, zwalniając kroku. Stąpała cicho, bezszelestnie, a aura spokoju obejmowała nasze sylwetki. To było niezwykłe, że pomimo tego co jej zrobiły demony była dobra i spokojna. Wykorzystały ją żeby zobaczyć co wyjdzie z czystego dobra i przesiąkniętego mrokiem zła. Narodziłem się ja. Jako eksperyment. Jako eksperyment, którego nie sposób było kochać. Jednak mama mnie kochała... i zrobiłaby dla mnie wszystko. Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos łamanych gałęzi i podnieconych śmiechów.
- Skarbie, pamiętaj o mnie. Kocham Cię.- Lily zrzuciła kolczyk, który zawsze spinał jej grzywę i przebiła mi nim nos. Syknąłem z bólu ale uniosłem dumnie głowę.
- Lily, odsuniesz się? Chciałbym zobaczyć mojego syna.- odezwał się jadowity głos z głębi lasu. Mama zrezygnowana, musnęła wargami moje czoło i odsunęła się kilka kroków.
- Cześć, Impuls. Jestem Scario. Zapamiętaj sobie to imię. Tam gdzie pójdziemy jestem bardzo szanowany. - oznajmił głos.
- Nigdzie nie idę.- warknąłem.
- Spróbujmy inaczej, pójdziesz albo Lily zginie.- syknął Scario.
Spojrzałem na mamę, która słuchała naszej rozmowy z niepokojem. Martwiła się o mnie... bała się że mnie straci. Lecz jej życie było ważniejsze ode mnie. Spojrzałem znów na ojca, którego usta rozciągnęły się w okrutnym uśmiechu. Pokiwałem głową.
- Masz pięć minut.- odparł, wskazując na mamę. Spojrzałem za siebie. Lily zbliżała się do nas powolnym krokiem. Demon roześmiał się cicho, po czym przekręcił głową, wywołując głośny trzask. Minęły sekundy za nim zorientowałem się, że trzask pochodził od mamy. Klacz bezwładnie padła na ziemię, a jej kark wykręcił się pod dziwnym kątem. Pognałem w jej stronę i wtuliłem się w jej grzywę. Nie zdążyłem powiedzieć jej dwóch najważniejszych słów... nie powiedziałem jej, że też ją kocham. Nigdy tego nie pokazałem. Nie zrobiłem nic dla niej. Nie ujawniłem jej ile dla mnie znaczyła. Pozwoliłem łzom płynąć. I przyrzekłem sobie, że nigdy już nie będę płakał i że zemszczę się za to na demonach. Pocałowałem mamę w czoło. Ostatni raz. Już nigdy nikogo nie pocałuję. Nikogo nie pokocham tak bardzo jak jej. Bo wtedy dowiedziałem się, że miłość oznacza poświęcenie, a poświęcenie powoduje ból, ból oznacza słabość, a miłość jest słabością. Zanim zdążyłem zdusić łzy, podwładni ojca odciągnęli mnie od ciała mamy. Będę posłuszny. Kiedy nadejdzie dobry dzień, zniszczę ojca i jego przyjaciół.
- Jestem dowódcą armii, do której ty też dołączysz. Twoje serce jest przesiąknięte złem, a my nauczymy cię jak to wykorzystać.- oznajmił Scario. Parsknąłem z gniewem w oznace protestu. Zanim wypowiedziałem chociaż słowo, coś rąbnęło mnie w głowę, a potem widziałem tylko ciemność.
Kontakt:  (gmail) (howrse nie mam)

Od Dankana CD Soll

- Ehh, Soll jestem. Zadowolony? - odparłam. - Teraz i ty zdradź swe imię, uparciuchu.

***
- Uparcichu? - prychnąłem - teraz nie mam zamiaru zdradzać swojego imienia
Odwróciłem się i lekkim zwinnym krokiem skierowałem się w inną stronę. Miałem zamiar trochę się z nią podroczyć.
- Ejjj! - krzyknęła - Tak chcesz się bawić ?
W sekundzie klacz znalazła, się przede mną. Skoczyłem w prawą stronę a klacz za mną i tak dalej... Świetnie czułem się w jej towarzystwie a przecież poznałem ją kilka sekund temu... Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnąłem się, dzięki niej. Poczułem się dziwnie, a moje ciało przeszedł dreszcz. Mój uśmiech zbladł, widocznie klacz to zauważyła,
- Wszystko ok ? Coś się stało ? - spytała ze zdziwieniem
- Nie nic. - odparłem oschle - Nie mam zamiaru tracić czas, żegnam
- Ej koleś ! O co Ci chodzi ?
Usłyszałem jeszcze kilka pytań ale spróbowałem je zignorować. Udałem się znowu na plaże. Soll już mnie nie śledziła a nie zaprzeczam, że chciałbym bardzo aby tak szybko nie odpuściła ale coś w głebi duszy mówiło mi, że dobrze postąpiłem. Prędzej bym ją skrzywdził niż uszczęśliwił.

Soll ? ( mam nadzieję, że trochę akcja się rozkręci :/ ) 

środa, 11 stycznia 2017

Od Soll CD Dankan

Nowe stado. Nowe życie. A co jest w tym najlepsze? Nowy początek mego życia. Nie dość, że są tu fajne tereny to pewno i miłe konie.

~*~

Szłam lasem. Była tu piękna aura zimowa; oszronione drzewa i zamarznięte ścieżki. Niezwykła cisza panowała w tym miejscu. Chwila... to hył Sunny Forest. Tak. W sumie sama nazwa mówi wszystko - przez gałęzie drzew niemrawo przebijało się słońce. W oddali dostrzegłam ciemny zarys postaci. Może to koń ze stada? - pomyślałam. - Jeśli tak to... czemu ny tak nie podejść? - stawiałam sobie różne pytania i teorie na temat nieznajomego.
Śledziłam go. Cóż w końcu jestem szpiegiem, hę? Koń przez dłuższy czas nie miał pojęcia, że ktoś za nim idzie. Dopóki nie narobiłam szelestu w krzakach. Fuck... - pomyślałam. Koń odwrócił się u wskoczył w moją stronę. Prawie się przewróciłam; stał tuż przede mną i wpartywał się swymi przenikliwymi oczami. Obleciał mnie strach, nie ukrywam.
- Kim jesteś? - wycedził przez zęby.
- Oj, nie gorączkuj się tak. - odsunęłam się od niego i otrzepałam.
- Odpowiesz? - spytał zdenerwowany.
Nie miałam zamiaru mu od razu odowiadać, oj nie.
- Po co ci ta informacja? - spytałam drocząc się.
- Chcę wiedzieć jak nazywała się klacz, która mnie śledziła. - powiedział.
- Stoi przed tobą. Jej imię jest tajne. - odparłam. Chyba go troszkę zniecierpliwiłam.
Ogier westchnął i przewrócił oczami. Zastanowiłam się. Odpowiedziałam po chwili:
- Jestem szpiegiem. Dowódcą szpiegów raczej pewnego stada.
- Chcę poznać konkrety. Twoje imię.
Ale uparty... chyba już nie mam wyjścia.
- Ehh, Soll jestem. Zadowolony? - odparłam. - Teraz i ty zdradź swe imię, uparciuchu.

<Dankan? Ale ze mnie zły człowiek xD>