poniedziałek, 30 stycznia 2017
Od Impulsa CD Mariki
niedziela, 29 stycznia 2017
Od Mariki (do Vertus'a)
Od rana, dotychczas mało emocjonalne chmury, zaczęły wylewać swoje gorzkie łzy na opustoszałe tereny stada. Dziś wyjątkowo nie miałam humoru. Pragnęłam być sama jak ten oto kwiat, jedyny żywy pośród umarłych roślinek. Wstałam dość wcześnie i omotałam wzrokiem pogrążonych we śnie członków. Oczywiście najdroższy wartownik również uciął sobie drzemkę. Na pierwszy rzut oka bardziej przypominał ubitą świnię z obwieszony, lepkim jęzorem. Przechodząc obok kopnęłam owego osobnika w zadek lecz ten jedynie wymamrotał coś w stylu ‘’Kochanie nie tak wcześnie…’’. Warknęłam pod nosem parę przekleństw w jego kierunki i zaszyłam się w gąszczu. Deszcz obmywał skrupulatnie me ciało a lodowaty wiatr dla żartu zamrażał krople wody na mojej sierści tak, że wkrótce stałam się lodowym posągiem. Przedzierałam się przez gęstwinę drzew i krzewów, sobie tylko znanymi ścieżkami. Nagle coś chrupnęło mi pod nogami. Pode mną leżało bezwładnie ciało jakiegoś ogiera. Spoglądał blado na mnie. I pewnie ten obraz nie zdziwiłby mnie wcale gdyby nie fakt, że ów samiec zginą co najwyżej jakieś 5 - 10 minut temu. Szyję miał przebitą na wylot, z otwartej rany lała się rzeka krwi wraz ze zmiażdżonymi kawałkami kości. Już chciałam ominąć trupa gdy poczułam zimny oddech bestii na plecach. Bez wątpienia ten ogier był jej ofiarą a ja byłam następna w kolejce. I wierzcie mi, nie był to typowy demon. Bydle wielkie nie ma co, szpony długie na 3 metry a kły ostre jak brzytwa. Poczułam jak ogromne cielsko spycha mnie na bok i lecz w dół. Sturlałam się ze stromego wzgórza lecz na szczęście wylądowałam na miękkiej zaspie. Stwór jednak pragną mej śmierci gdyż bez zastanowienia rzucił się za mną. Nagle ziemia się załamała i wpadłam do lodowatej wody. Nerwowo próbowałam wydostać się z jeziora lecz to wydawało się nie mieć końca. Nogi mi struchlały, straciłam czucie. W oddali dostrzegłam jakiś ruch więc błagalnie krzyknęłam ‘’Pomocy!!!’’ i zanurzyłam się w ciemnej tafli.
Vertus? Nie miałam innego pomysłu :\
Od Ailli C.D Lorgana

Vertus - Zwiadowca
"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia."
EKSTERIER:
• Budowa: Drobna, smukła budowa ciała czyni z Vertusa ogiera niewiele większego od przeciętnej budowy klaczy. Mimo to silnie zaakcentowane w niektórych miejscach mięśnie oraz sposób poruszania się pozwala prawidłowo rozpoznać jego płeć bez zaglądania pomiędzy tylnie nogi.
• Grzywa: Długie, czarne włosie w niektórych miejscach przeplatane pasmami siwizny.
• Ogon: Wiecznie ciągnący się po ziemi kilka kroków za właścicielem, kolorystycznie identyczny jak grzywa.
• Nogi: Długie oraz smukłe, niekiedy naznaczone delikatnie wyrzeźbionymi mięśniami. Przyozdobione czarnymi skarpetkami.
Od Armeny CD Dankana
No więc co miałam robić? Mogłam tylko sobie spacerować i się nudzić.Z powodu mojej nieśmiałości nie mogłam się z nikim zaprzyjaźnić.Poszłam tam,gdzie poznałam się z Phantomem. Znajdował się tam patyk.
Postarałam się go kopnąć,najdalej jak potrafiłam.Upadł w krzaki.Nagle usłyszałam donośne "trach!".Ktoś musiał ten patyk zdeptać.Krzyknęłam jak mogłam najgłośniej z przerażenia.Usłyszałam śmiech.Rzuciłam się pędem do ucieczki.Ale ten koń musiał być wyjątkowo szybki.Dogonił mnie.Stanął ode mnie w pewnej odległości.Cofnęłam się.Uśmiechnął się ironicznie i powiedział:
-Jestem aż taki straszny?
-N-nie.-Powiedziałam cicho.-J-jestem Armena.-Wyjąkałam po chwili.-M-możesz mnie nie kojarzyć,bo nie jestem tu zbyt długo.Kolejny raz się cofnęłam.On się zaśmiał.Miałam ochotę rzucić w ucieczkę,ale powstrzymałam się.
-Kim jesteś?-Powiedziałam z lekką odwagą.Byłam zdziwiona.Potrafiłam być czasem odważna,lecz wtedy zaskakiwałam samą siebie.Ogier prychnął.
-A więc?-Nie dawałam za wygraną.Tym razem podeszłam do niego bliżej.On znowu uniósł brwi.Miałam nadzieję,że będzie milszy niż wszyscy,których znałam.Ale nie byłam tego taka pewna.
Dankan? Przepraszam, że tak długo nie pisałam :c
Od Soll CD Impuls
Spojrzałam najpierw na jabłka potem na leżącego ogiera. Wstałam i zaczęłam jeść nieco zimne owoce jabłoni. Ogier odpoczywał zasłonięty skrzydłami; być może umęczony. Przyjrzałam się mu. Nagle uniósł głowę i rzekł:
- Smakują ci?
Nieco oszołomiona odpowiedziałam:
- Oczywiście...
- Mam taką nadzieję... - ogier uśmiechnął się.
Przez chwilę nie mogłam sobie przypomnieć co się stało jakiś czas temu. Wiedziałam, że mam do czynienia z niezidentyfikowaną mocą. Była bardzo silna.
- Długo tu leżę? - spytałam. Całkowicie straciłam poczucie czasu, jednakże w towarzystwie pgiera czułam się bardzo dobrze.
- Nie. Aż tak długo nie. - odpowiedział i wstał.
- A więc... jak mnie znalazłeś przy Duszach Drzew? - spytałam.
Impuls?
Od Soll CD Dankan
- Uważaj! - zdążył wykrzyknąć Dankan.
Ziemia zaczęła się trząć, a potwór był coraz bliżej. Nie mogłam tak stać i się patrzeć; musiałam użyć swej mocy do czegoś innego...
Przemieniłam się w obskurusa i pędem wleciałam w trolla; upadł bezwładnie jak popada drzewo. Jednak nie na długo. Podniósł się i próbował dosięgnąć. Bezskutecznie; umykałam mu jak mały ptaszek. Był zezłoszczony.
- Odejdź od niego! Niech ciebie nie widzę na terenach stada! - ozwałam się szybko.
Zaczęłam otaczać trolla; nie miał jak wyjść. Pętla całkowicie go otoczyła. Po chwili upadł w morderczym uścisku; niczym chmara zaczęłam się przylepiać do jego ciała. Siłą mogę uznać, że wyssałam z niego życie... Po chwili trolla już nie było; niczym rozsypał się na proch, który porwał wiatr.
Wzniosłam się szybkim ruchem w powietrze, następnie upadłam na ziemię robiąc dziurę. Sama z siebie zmieniłam się w konia. Padłam umęczona...
Dankan?
sobota, 28 stycznia 2017
KotHowe Info
To chyba tyle...
~Mari:3
Od Impulsa CD Soll
- Co się stało?- zapytała, nie do końca odzyskując świadomość.
- Zasłabłaś.- odparłem krótko.
- Kim jesteś?- poderwała się z ziemi i lekko zachwiała.
- Impuls. Musisz odpoczywać.- ogłosiłem.- Ty jesteś Soll, prawda?
- Skąd znasz moje imię?- warknęła.
- Odrobiłem pracę domową.- zaśmiałem się.
Klacz osunęła się na ziemię i westchnęła. Czuła się słaba. A im słabszy koń, tym szybciej ulegnie.
- Przyniosę coś do jedzenia. Odpoczywaj.- ruszyłem w stronę drzew.
Przyśpieszyłem, nie mogłem pozwolić żeby uciekła. Wtedy mój genialny plan spłynąłby na niczym. Zerwałem kilka jabłek z pobliskich jabłoni i ruszyłem do miejsca przy rzece. Klacz dalej tam leżała. Mimowolnie poczułem satysfakcję. Położyłem jedzenie koło głowy Soll i oddaliłem się trochę. Opadłem ciężko na ziemię w pobliżu jakiegoś drzewa. Był to ciężki dzień. Nakryłem się skrzydłami i zamknąłem oczy. Westchnąłem ciężko i osunąłem się w objęcia Morfeusza.
Soll?
piątek, 27 stycznia 2017
Od Mariki CD Impuls
Pobiegłam za zanikającym dymkiem jednak ten zginął mi z oczu.
-Zaczekaj! - krzyknęłam za ogierem.
Żadnej odpowiedzi… A więc zostałam znów sama. Szybko zorientowałam się gdzie jestem. Biorąc pod uwagę skalę zniszczeń i tysiące zmiażdżonych kości umarłych stworzonek znajduję się gdzieś przy granicy Sunny Forest, nieopodal Martwych Ziem. Idąc na wschód powinnam natknąć się na ogromną przepaść, słusznie nazwaną Otchłanią Wojny. Po drugiej stronie przepaści demony rozbiły swój tymczasowy obóz aby w razie czego skryć się w mroku Martwych Ziem i zregenerować moce w Mrocznym Zagajniku. Czy Impuls czmychnął w kierunku siedziby Death’a? Dlaczego MY go mamy potrzebować? Kim jest? I… Czy kłamie? Ruszyłam przed siebie, w kierunku obozu bestii w nadziei, że odnajdę odpowiedzi na swoje pytania. Wiał zimny wiatr. Wyrzucał niewidzialną dłonią w górę biały puch tworząc niezwykły widok. Tym samym zdejmował z ziemi miękki płaszcz odkrywając wszystko co ukryła zima. Nagle mój wzrok zatrzymał się na połyskującym w świetle księżyca przedmiocie. Podeszłam bliżej aby go obejrzeć. Okazało się, że jest nim niewielki amulet o nieznanych mi dotąd znakach. Coś zaszeleściło w krzakach. Z ciemności wyłoniły się chytre, małe oczka a za nimi parszywe wilczysko o pozornie mizernej posturze.
-Witaj… - zacharczał potwór i przybrał postać konia. - Dawno się nie widzieliśmy… Tęskniłem.
-Czy my się znamy? - spytałam go spokojnie.
Samiec nie był młody ale też nie za stary gdyż wydawał się wysportowany co stwierdziłam po jego lekkich i płynnych ruchach.
W odpowiedzi na moje pytanie zaśmiał się nieszczerze.
-Oczywiście. Byłabyś moja gdyby nie wasza nic nie warta armia i ta wojna, która nie mogła skończyć się inaczej. Byłabyś cała moja i do mojej dyspozycji. Widzę jednak, że zmieniłaś się ale i tak cię poznałem. - rzekł szczerząc kły.
Podszedł bliżej i wyszeptał mi do ucha:
-Takich jak ty nie zapomina się łatwo nawet jeśli zmieniają ciało.
I stało się jasne kim był. Czyżby ciąg dalszy przygód z Angel? Nie… Straciłam już nadzieję, że się jeszcze kiedyś pojawi. Nie zobaczyłam jej odkąd uciekłam z lochów. Ani jej, ani jej dziecka. Czy ją zabili? Byłoby to możliwe gdyby nie to, że nosiła JEGO dziecię. A może zabiło ją cierpienie? Spojrzałam z odrazą na nowo przybyłego
-Odejdź! - krzyknęłam.
Hm… Robię się chyba za bardzo wybuchowa i emocjonalna. Trzeba będzie popracować nad tym!
-Widzę, że znalazłaś interesującą rzecz… - ogier zignorował mój rozkaz. - Poszczęściło mi się; nie dość, że odzyskałem ten piękny medalion to jeszcze dostałem na własność pewną… Pewną klacz.
Popchnął mnie na ziemię i już otworzył usta aby wypowiedzieć zaklęcie gdy…
-Zostaw ją. - rozległ się spokojny głos, który już gdzieś słyszałam.
Impuls wrócił.
Impuls? Brakimus wenustotalimus 😂😂😂
