Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2016

Od Liama - "Ciężka Śmierć"

Obudziłem się następnego ranka. Pożegnałem się z Veną i Primą. Oczywiście nie były świadome moich zamiarów. O tym co chciałem zrobić wiedział tylko Cole. Ale i tak miałem wrażenie, że inaczej jak w liście nie wyraziłbym tego. Nie umiałbym mu tego powiedzieć prosto w oczy. Powstrzymałby mnie. Dlatego wstałem wcześnie rano. Mój brat nie mógł mnie powstrzymać. Był potrzebny tutaj. Zostawiłem wszytko tak jak leżało. Wyszedłem przed jaskinię. Panował jeszcze mrok. Niebo było w delikatnych odcieniach granatu i szarości. Już dało się słyszeć pierwsze ranne ptaszki. Westchnąłem tylko. Dzisiaj miała być pełnia. Do nocy trzeba było znaleźć tego padalca. Wzbiłem się w powietrze. W oddali usłyszałem przepełniony goryczą krzyk. Cole. Pomyślałem. Odwróciłem łeb. Stał tam wraz z jeszcze jakimś koniem. Vena? Tą maść zawsze poznam z daleka. Pewnie poszedł do niej z listem. Jednak ani Cole, ani Vena nie polecieli za mną aby mnie zatrzymać. I dobrze. Musiałam załatwić to sam.

***

Stanąłem przed bramą Zaświatów. Tam pewnie będzie Death. Jednak.... Nie mogłem wejść. Owszem czasem jest to utrudnione, gdyż jestem pół bogiem, a nie bogiem, ale nigdy nie było tak abym nie mógł wejść. To pewnie jego sprawka. Zawsze wiedział co robię. Teraz się pewnie ukrywał. Bał się. Nie miałem pojęcia gdzie mógłby być. A on wiedział gdzie jestem ja. Zawróciłem sprzed bramy zaświatów.

Pobiegłem przez Sunny Forest, minąłem Góry Free Moutain. Same góry nie były wielkie i rozległe, więc przebiegnięcie ich u podnóża zajęło mi niecałą godzinę. Teraz wchodziłem na niepewne tereny.
 - Martwe Ziemie.

Czułem uścisk duchów na swoim grzbiecie. Mój płynny galop przeobraził się w ciężki i mozolny kłus. Słyszałem szepty, krew zaczęła mi szybciej płynąć w żyłach. Moja wędrówka z Zaświatów tutaj zajęła mi dobrych kilka godzin. Nie sądziłem, że tak daleko zajdę. Czułem jak coś oplata mi szyję. Czułem się jakbym miał ciężki łańcuch na szyi, który się cały czas zaciska. Jakiś kilometr przed Mrocznym Zagajnikiem stanąłem. Nie miałem już siły. Moje płuca wypełniało coś dziwnego. Coś co mi bardzo ciążyło. Byłem brudny, spocony i śmierdziałem zgniłą ziemią.
Nie wypełniłem swojego planu! Nie mogłem teraz się poddać. Nie w takiej chwili. Musiałem go znaleźć! Nie mogłem odejść tak żałośnie. Nie w taki sposób. Wiedziałem na co się piszę, ale moja śmierć miała być korzystna dla mnie, Cole'a i całego stada! Oczy zaszły mi łzami. Co ja robię do cholery?! Gdzie jest ten ch*j?! Zacisnąłem mocno oczy. Opadłem na kolana. Zemdlałem.

***

Otworzyłem oczy. Czy ja już nie żyje? Death pewnie dalej urzęduje na Seculorum i kogoś tępi. Jednak! Żyłem! Był późny wieczór. Zaraz będę demonem. Dopiero teraz odzyskałem ostrość widzenia. Zauważyłem, że jestem niedaleko bagien. Lekko zakrwawiony i posiniaczony. Uniosłem łeb. Ujrzałem czarna sylwetkę konia. Niebieskie pióra na końcach! Cole! K*rwa! Ty idioto! Wstałem jak postrzelony. Podszedłem chwiejnym krokiem do brata. Już chciałem coś powiedzieć gdy ten "postrzelił" mnie wzrokiem tym samym uciszając mnie. Pyskiem skinął w las. Zabity zając i ten zakrwawiony pysk. Death. Jadł w najlepsze.
- Co ty tu robisz?!- szepnąłem Cole'owi rozzłoszczony do ucha- Pisałem, że nie masz iść i zostać w stadzie. T A M jesteś potrzebny- dokończyłem
Mój brat tylko spojrzał na mnie. W oczach miał taki żal, złość, determinację... Ach sam nie wiem ile uczuć wyczytałem z tego jednego, głębokiego spojrzenia. Szczerze jego wzrok przeszył mnie od końca uszu, aż po same pęciny. Dreszcz przerwał, ten sam przenikliwy głos. Ojciec się odezwał.
- No nie spodziewałem się - zaszydził i jadł dalej w najlepsze - Dwóch, moich - zaznaczył to słowo - synów razem. Twarzą w twarz ze mną. Liam- odezwał się. Zastrzygłem uszami na to jedno słowo- Nie spodziewałem się tego po tobie. Ty przeciwko mnie? I jeszcze wciągnąłeś w to swojego brata. Nie ładnie. No cóż. To zginiecie obaj!- dokończył i podniósł swoje czerwonokrwiste, przepełnione nienawiścią oczy
Księżyc w pełni wzbił się wysoko na granatowe niebo, usłane gwiazdami. Ja z Cole'em wymieniliśmy jeszcze jedno spojrzenie. Było to pożegnanie.
Nie pamiętam co się stało potem. Minusem mojej bestialskiej mocy było to, że nie odczuwałem bólu, którym przychodził dopiero rano oraz nie pamiętałem nic co się stało. Wiedziałem tylko, że trzy bestie stanęły do boju przeciwko sobie.

Rano obudziłem się ledwo żywy. Miałem potężne obrażenia. Ledwo uniosłem łeb. Odczułem momentalnie taki ból, że myślałem, że moja czaszka zaraz eksploduje. Death leżał martwy kilka metrów dalej. Nie wiem co odczułem. Ulgę? Radość? Smutek? Niedaleko ujrzałem umięśniona sylwetkę karego pegaza - Cole. Nie byłem już w stanie nic zrobić. Dobrze, że Cole przeżył. Co prawda miał na pysku dosyć sporą, głęboką ranę. Zostanie blizna. Na klatce piersiowej również była rana. Nieduża, ale obficie ubrudzona zaschniętą krwią. Na nogach chyba też coś miał. Nie widziałem już tak dobrze. Powieki same mi się zmykały. W klatce piersiowej i na brzuchu odczuwałem ból nie do opisania. Oddech przez to stał się krótszy i płytszy. Brat podbiegł do mnie kuśtykając.
- Lee...- westchnął
Nie był w stanie nic innego powiedzieć. Głos mu się łamał, a łzy napływały do oczu. Nie widziałe już tego, ale znałem go na tyle, aby wiedzieć. Ważne, że był przy mnie i nie umierałem w samotności, obok zwłok Death'a.
- Przepraszam- szepnął po chwili, a jedna z jego łez skapnęła na moja szyję
To było ostatnie co poczułem.


~Liam odszedł tak samo jak Death. Bóg Śmierci już nikomu nie zagrozi. Nowym Przywódcą zostaje Cole - brat Lee. Stary Przywódca (Liam) zostaje nowym bogiem - Wiary, Wytrwałości i Przyjaźni.

piątek, 19 sierpnia 2016

Od Liama CD opowiadania Veny

Klacz odprowadziła mnie pod jaskinię. Ciekawe czy widzę ją ostatni raz? Ale nie miałem się o co martwić. Wiedziałem, że sobie poradzi i ma Wolf'a. 
Gdy samica wychodziła jeszcze za nią zawołałem:
- Vena!
Klacz się odwróciła z uśmiechem na twarzy.
- Dziękuje- powiedziałem- Za wszystko- dokończyłem po chwili
Vena tak jakby o czymś wiedziała, a jednak była lekko zdziwiona tymi słowami. Na słowa odpowiedziała uśmiechem i zastrzygła uszami.
Trzy słowa, a mówią wiele. Myślę, że to dobre pożegnanie.

Koniec opowiadania. Liam wyrusza na poszukiwania Death'a.

Od Liama CD opowiadania Primy

Z klaczą było coraz gorzej. Nie widziałem co wpuścił jej do żył, ale na pewno widziałem, że czas to zakończyć. Odwróciłem się w stronę klaczy. Była nieprzytomna, ale wiedziałem, że jest w dobrych rękach. Schyliłem się i pocałowałem klacz w czoło. Wybiegłem z jaskini.

***

Cole.
Zosawiłem mu list w jaskini. Nie było go. Teraz on przejmie dowodzenie. Będzie zły, ale jemu też ulży. Nie miałem nic do stracenia. Nikogo nie stracę, a nikt nie straci mnie. Cole zrozumie. Wmawiałem sobie. Zamknąłem oczy i ruszyłem.

Koniec opowiadania! Liam wyrusza, aby zabić boga śmierci i jego ojca - Death'a.

piątek, 12 sierpnia 2016

Od Liama CD opowiadania Veny

Szliśmy w stronę jaskini klaczy. Albo to mnie uderzyło takie zmęczenie, że nic do mnie nie docierało, albo Venie zaczęła fiksować głowa. Nie wykluczam obu opcji. Potrzebowałem porządnego odpoczynku. Marzyłem tylko o tym, aby zapaść w głęboki sen. Nagle jednak coś pociągnęło samicę za nogę, a ta wydała z siebie tylko dziwny jęk. W momencie kiedy się odwróciłem zobaczyłem tylko zataczającą się w naszą stronę mgłę i jakiś ledwo dostrzegalny cień. Dobrze wiedziałem o kto to. Dałem sobie spokój, byłem zbyt wyczerpany. Podszedłem zwartym krokiem, na jaki miałem siły, więc wygladało to dość pokracznie, do Veny, aby pomóc jej wstać. Na szczęście w nieszczęściu miała tylko kilka małych zadrapań.
-  A ty mówisz, że mi głowa fiksuje- oburzyła się klacz wstając, a potem mnie minęła
Uśmiechnąłem się tylko i  przewróciłem oczami.

Vena? Brak weny xddd a jeszcze 4 opowiadania czekają xdd

piątek, 5 sierpnia 2016

Od Liama CD opowiadania Veny

Klacz podeszła tak cicho, że gdyby nic nie powiedziała, nie zorientowałbym się, że jest.
Za namową samicy wszedłem do wody. Przyszło mi to z wielkim ciężarem. Vena pomogła mi wstać.

Szliśmy w ciszy przez las. Był ciepły, letni ranek. Byłem wyczerpany, ale miałem w sobie siłę aby iść dalej. Nie miałem ochoty na rozmowę, ale chciałem być w czyimś towarzystwie. A Vena chyba zrozumiała. Można powiedzieć, że staliśmy się przyjaciółmi. W końcu wyszliśmy na łąkę. Moja towarzyszka pobiegła kłusem w stronę dużego, starego dębu i zaczęła skubać soczyście zieloną trawę. Nawet na to nie miałem ochoty. Byłem wyłączony i odłączony od wszystkiego. Vena widząc mój stan w końcu spytała, nie bardzo rozumiejąc co mi jest:
- Co jest?
- Nic...- odparłem- Nie ważne- posłałem kaczy lekki uśmiech

<Vena?>

niedziela, 31 lipca 2016

Od Liama CD opowiadania Primy

Do naszych uszu dobiegł krzyk. Prima pobiegła w las. Wiedziałem, że nie ma sensu biec za nią. Tylko ta klacz.... Wydawała mi się jakaś znajoma... Ale po chwili namysłu dałem se spokój.
Niedługo potem z nieba delikatnymi i maleńkimi kropelkami zaczął sączyć się deszcz. Był to ciepły letni deszczyk. Byłby całkiem przyjemny gdyby nie to, że zrodziła się z niego ulewa. Prima jeszcze nie wracała. No, ale wypadło zaczekać. W tej samej chwili dołączyła do mnie klacz. Była dość smutna. Słysząc wcześniej krzyk tej innej klaczy, którą znała Prima domyśliłem się co się mogło stać. Nie pytałem o szczegóły. Odprowadziłem tylko Primę do jej jaskini, a sam wróciłem do swojej.

<Prima? Brak weny :S >

sobota, 30 lipca 2016

Od Liama CD opowiadania Veny

Szedłem dalej przed siebie.
-Czemu? Czemu?!- zadawałem sobie to pytanie
Czasem miałem ochotę "strzelić sobie" kulką w łeb. Aby skończyć cały ten teatrzyk. Alby nie narażać nikogo więc.... Jak dawniej.... Spóściłem łeb. Czemu ja? W pewnej chwili usłyszałem jakby krzyk.
Oddaliłem się trochę od jaskiń i terenów stada, fakt, ale nie na tyle, aby moje wyostrzone zmysły nie działały jak powinny. Gwałtownie zawróciłem i pobiegłem w stronę dźwięku. Niestety... Tak jak powiedział ojciec - niedługo pełnia - czyli dzisiaj. Miałem mało czasu. A jako przywódca musiałem czasem ratować kogoś z opresji. Chociaż wolałbym, aby każdy umiał się obronić i poradzić sobie.
Gdy dotrałem przed jaksinię, nie skupiałem się jakiej, miałem na to za mało czasu. Ujrzałem 
Death'a i Venę. Stanąłem nagle pomiędzy nimi. Ojciec zaśmiał się ze mnie spoglądając w niebo.
- Nie zdążysz!- zaśmiał się- Niech W S Z Y S C Y zobaczą kim NAPRAWDĘ jesteś!-zaszydził
Czułem jak krew zaczyna mi szybciej pulsować. Czułem ten przeszywający do szpiku kości ból! 
I wiedziałem, że on też. Tylko samica, która stała za mną wystraszona, nie miała o niczym bladego pojęcia. I się nie dowie. Powoli moje oczy zaszły czerwonym blaskiem, a ja zapragnąłem krwi. Death zniknął, śmiejąc się całym sobą i ciesząc się z tego widoku. Nie zważając na nic pobiegłem cwałem w las. Nikt nie mógł ucierpieć. Byłem zbyt blisko innych koni.
Wbieglem w gęsty las. I teraz zaczęła się prawdziwa jazda w własnym sobą.

****

Obudziłem się rano nad jakąś rzeczką. Pysk i klatkę piersiową "zaśmiecała" mi krew. Nie pamiętałem nic odkąd uciekłem spod jaksini, a Bóg zniknął. Wszedłem do rzeczki i zmyłem ślady czerwonej krwi.

<Vena? >

Od Liama CD opowiadania Mariny

Zaśmiałem się pod nosem od entuzjastycznej odpowiedzi klaczy.
Skinąłem łbem, aby ta poszła za mną.
Wiem, że jak na kilka minut znajomości mogło wydawać się to dziwne, ale klacz po chwili zastanowienia udała się za mną. Czyli jednak nie byłem, aż tak straszny.
- To może na początek- zacząłem- jakieś stanowisko?- spytałem i zerknąłem na klacz
- Hmm.... Może medyk?- odparła pytająco
Uśmiechnąłem się szelmowko jak zawsze.
Dotraliśmy akurat do niewielkiej łąki, na której pasło się kilka koni. Przystanęliśmy.
- To jak? Zostajesz? Czy oprowadzić cię po terenach?- zaproponowałem i wyszczerzyłem swoje białe zęby w uśmiechu
<Marina? :3 brak we(ł)ny xddd>

Od Liama CD opowiadania Primy

Klacz odbiegła odemnie. Nie miałem nic ciekawszego do roboty, poszedłem w stronę Free Moutain. Wszedłem po krótkiej chwili w głąb lasu, robiąc sobie skrót w stronę gór. Przechodząc przez labirynt drzew iglastych i liściastych zauważyłem dosyć dużego niedźwiedzia. Nigdy wcześniej nie zapuszczały się tak daleko z gór. Bo najczęściej tam miały swoje "siedziby". Zaskoczony tym, pobiegłem po jego śladach zostawionych na leśnej ściółce. Przez to, że zwierzę, było na terenach stada miałem tylko nadzieję, że nikt nie był w jego pobliżu. Ale jeszcze bardziej od tego, że niedźwiedź zapuścił się w te tereny, zdziwiło mnie to, iż był lekko... Zdezorientowany?
Podczas biegu zobaczyłem przed sobą coś białego na ziemi. Przypominało mi to sylwetkę konia. Wzdrygnąłem się na myśl, że coś mogło się tu stać. Gdy dobiegłem do białej "zwłoki" ujrzałem, że była to Prima. Serce zaczęło mi podchodzić do gardła. Jednak ku mojemu zdziwieniu, nie było tam żadnych śladów krwi. Klacz nie miała ran. Po prostu była nieprzytomna. Przez liście, które powiewały swobodnie na koronach drzew, dostały się do nas ciepłe promyki słońca. Na szyi klaczy mignęło coś. Zniżyłem łeb. Prima miała na sobie coś na rodzaj wisiorka. Ah, te klacze. Jednak sam wisiorek nie przykuł mojej uwagi tak jak czarna czaszka zawieszona na nim. Moje oczy prawie wyszły mi z orbit. Szybko zdiąłem wisiorek z szyi klaczy i rozwaliłem go kopytem. Gdy mała czaszka pękła uniós się z niej mały dym.
Uff. Nie było go za dużo. Czyli klacz jeszcze żyła. Była za to pewnie bardzo osłabiona. Czemu ten padalec wpie*rzał mi się cały czas w życie?! Czemu nie umiał odpuścić?! Nie mogłem mieć nawet normalnego życia. Przezemnie mogło stać się coś złego. Gdybym nie spotkał go tamtego wieczoru....

Zaniosłem klacz do jej jaskini. Nie była daleko. Położyłem Primę na skórze, która leżała na ziemi. Nie miałem pojęcia jak długo miała na sobie "naszyjnik" i jakdługo może jeszcze być nieprzytomna.
<Prima? >

Od Liama CD opowiadania Veny

-Vena?- zawołałem
Klaczy za mną nie było. Postanowiłem wrócić po śladach.
Samica stała i patrzyła się w jakiś punkt w głąb lasu.
- Co jest?- szepnąłem, żeby nie przestraszyć klaczy
Ta tylko pokręciłam łbem i spojrzała znów na mnie. Jakby wyrywając się z transu.
- Nie, nic, nic. Tylko....- urwała na moment, przegryzając wargę- nie ważne- dokończyła i spojrzała na ziemię
Nie chciałem drążyć tematu. Dużymi krokami zbliżał się wieczór, więc zaproponowałem Venie, że mogę ją odprowadzić. Wędrówka do jaskini minęła nam w ciszy, a nie była ona jakos krępująca.
Gdy dotarliśmy do "domu" Veny, moja grzywa i ogon zmieniły kolor, a na sierści wystąpił złoty pył. Samica na pożegnanie się uśmiechnęła. Odwzajemniłem gest.

Wracając do jaskini. Miałem wrażenie, że słyszę jakieś głosy. Coś mi nie grało. Znów w oddali usłyszałem jakieś szuranie i łamane gałęzi i liści. Jako pół bóg miałem bardziej wyostrzone zmysły niż inni. Nie miałem zamiaru, znów spotkać swojego ojca, ale jak na złość pojawił się przede mną. Wyszczerzył swoje zakrwawione zęby w krzywym uśmiechu. Już zniszczył mi i tak życie. Czemu teraz mnie nawiedzał?
- Czego chcesz? -warknąłem
- Oj synu-zaczął Death- Niedługo pełnia- wysapał
- I co ci do tego?-odchrząknąłem- I tak mi już zniszczyłeś życie- dokończyłem
Death tylko się wzdrygnął i zniknął.
<Vena?>

piątek, 29 lipca 2016

Od Liama CD opowiadania Veny

Klacz wynurzyła się z wody. Jej dość długa, a teraz również mokra, grzywka opadła jej na oczy. Zacząłem się śmiać. Vena wyglądała jak jakiś stwór z jeziorka. Na samym czubku głowy, znajdował się duży, okrągły liść lili wodnej. W pierwszych chwilach sama ona nie zorientowała się z czego tak się śmieję, ale po chwili zrozumiała, gdy roślina zsunęła się z jej głowy.
- Ha ha! Bardzo śmieszne!- odparła ironicznie
- A żebyś wiedziała- powiedziałem ledwo łapiąc powietrze w płuca
Gdy mój oddech po chwili się wyrównał, dalej siedziałem w wodzie. Jak mały źrebak. Za to klacz zaczeła wychodzić z wody. Przybrałem "inteligentny" wyraz pyska i tak sobie siedziałem i patrzyłem.
Vena po chwili skinęła na mnie abyśmy poszli. Ja pokiwałem przecząco łbem.
- No chodź!- nalegała
- A może ja nie chce!- zaprotestowałem- Skoro już tu wylądowałem za czyjąś sprawą- zaakcentowałem "czyjąś", a klacz się zaśmiała- może mam ochotę tu posiedzieć- odparłem i dumnie uniosłem pysk
Dobrze widziałem, że zachowuje się teraz jak młody źrebak, który pierwszy raz na oczy widzi wodę, ale trudno.
- No fajnie. Kwiecista wymowa, a teraz ruszamy dalej- skwintowała mnie klacz
Przewróciłem swoimi bursztynowymi oczami i podniosłem się, dalej zachowując powagę i dumnę. Vena pod nosem chichotała.
<Vena? Xddd>

Od Liama CD opowiadania Primy

-Cholera, cholera, cholera....- cały czas szeptałem zły do siebie
Po co tam wogóle szedłem? Mogłem uniknąć tego spotkania! Ale ja musiałem tam oczywiście pójść!
Byłem tak zły i sflustrowany na siebie. Wiele uczuć mieszało się we mnie.
Szedłem tak zamyślony, że nie zauważyłem wychodzącej z wody, mokrej Primy. Podbiegłem do klaczy.
Nie wiedziałem co sobie myśli po tym jak w wczoraj wieczorem, zły zostawiłem ją.
Podbiegłem do klaczy.
- Hey!- krzyknąłem
Prima odgarnęła mokrą grzywkę z oczu i lekko się uśmiechnęła.
- Co jest?- spytałem i slinąłem na mokrą sierść samicy
- Trenowałam i się rozproszyłam i tak samo z siebie wyszło- zaśmiała się
Uśmiechnąłem się do klaczy.
- Aha, a tak apropo wczoraj- zacząłem- Nie chciałem ciebie zostawić tam tak samej, ale po prostu byłem zdenerwowany i samo wyszło- przyznałem się, chodź przyszło mi to ciężko
<Prima?>

Od Liama do Mariny

Poranne, świerze powietrze przedarło się do mojej jaskini. Ciepłe promienie słońca grzały mi w mój jeszcze zaspany pysk.
Otworzyłem zaspane oczy. Wyszedłem przed jaskinię. Na drzewie nieopodal zauważyłem wiewiórkę, która szybko czmychnęła na kolejne korony drzew. W oddali zauważyłem coś na rodzaj sylwetki konia, a nawet pegaza. Śnieżnobiała sierść. Postanowiłem podejść bliżej.

Okazało się, że miałem dobre przeczucie. Była to klacz pegaza. Pasła się na łące nieopodal lasu. Stępem podszedłem do samicy. Chyba nie należała do stada.
- Cześć- przywitałem się i uśmiechnąłem
Klacz podniosła głowę, leniwie przeżywając jeszcze resztki soczystej, zielonej trawy.
<Marina? Sorki, że krótkie :/ problemyz netem XD>

czwartek, 28 lipca 2016

Od Liama CD opowiadania Primy

Zbliżał się wieczór, a moja grzywa i ogon zmienily kolor na śnieżno biały. Oczy stały się intensywniej bursztynowe, a nad skrzydłami zaczął unosić się złoty pył.
Prima tylko spojrzała na mnie, ale nic nie powiedziała.

Słońce już dawno zaszło, a klacz smacznie spała. Była ciepła, letnia noc.
Jednak ja za Chiny nie mogłem zasnąć.
Wstałem. Rozpostarłem skrzydła. Coś na podobieństwo przeciągania się. Postanowiłem się przejść. Morska bryza dawała we znaki. Stała się dość chłodna i ostra. Jednak mi to nie przeszkadzało. Nie zauważyłem kiedy wszedłem w las.
Niedaleko usłyszałem szum i trzaskanie gałęzi. Napiąłem mięśnie i postawilłem uszy do przodu nasłuchując innych dźwięków. Powoli poszedłem w kierunku fali dźwiękowych. Stqnąłem za dwoma wielkimi dębami, tak aby nikt mnie nie ujrzał. To co zobaczyłem przebiło wszytko. Niedaleko stał Death. Zakrwawiony pysk i zwłoki zająca zdradziły mi, że jadł bardzo późną kolację. Zacząłem się cofać, ale jak na złość musiałem nadepnąć na starą gałąź która wydobyła z siebie trzask. Moje spojrzenie i jego spotkały się. Tak dawno tego nie było. Ale jakos za tym nie tęskniłem. Bóg zaczął się do mnie zbliżać.
- Nie- szepnąłem- N i e!- krzyknąłem
- Witaj....
- Nie kończ!- warknąłem
Nagle w oddali usłyszałem głos Primy. Death zniknął.
< Prima? >

środa, 27 lipca 2016

Od Liama CD opowiadania Veny

Na szczęście klacz była rozumną istotą i sama się domyśliła, że jestem wyczerpany. Wszedłem do jaksini i zapadłem w błogi sen.

****

Wstałem z rana następnego dnia. Ciepłe, letnie promienie słońca grzały mnie w pysk. Aż przyjemnie wyjść. Udałem się w bliżej nieokreślonym kierunku.
Koniec końców doszedłem do plaży. Szum morza dobiegł do moich uszu. Lekki, ciepły wietrzyk muskał moją kasztanowatą sierść. Gdy tak szedłem brzegiem, a co rusz moje kopyta tonęły w wodzie od fal "wbijających" głębiej na suchy ląd, moim oczom ukazała się ta sama, nietypowa maść. Podszedłem bliżej. Klacz leżała i wpatrywała się w linię horyzontu. Najwyraźniej nad czymś myślała.
- Bry- stanąłem na leżącą Veną- Nad czym tak myślimy? Jeśli można wiedzieć- zagadnąłem z typowym uśmieszkiem
< Vena? :3 >

Od Liama CD opowiadania Primy

Miałem przeczucie, że klacz i tak zapuści się na Bagna lub Mroczne Ziemie. Wzbiłem się w powietrze. Jednocześnie zrobiłem mały patrol terenów stada.

Prima stała nad brzegiem pobliskiego źródełka.
- Nie ładnie zapuszczać się na Mroczne Zieme mała- powiedziałem zrównując się z klaczą
Spojrzałem na swoje odbicie w tafli czystej wody.
Prima nie kryła zdziwienia tym, że wiedziałem gdzie była.
- Patrol terenów- wyjaśniłem krótko i uśmiechnąłem się w mój standardowy, szelmowski, a jednocześnie lekko sarkastyczny uśmiech.
Samica tylko odwzajemniła gest. Staliśmy tak przez chwilę w ciszy. W końcu palnąłem:
- I jak tam tereny? Wszytkie obeszłaś?- było to pytanie na poziomie "Ładna dzisiaj pogoda". Zaśmiałem się w duchu, a uśmieszek nie schodził mi z twarzy.
<Prima? Xdd >

Od Liama CD Look'a

Vena przyszła do mnie. Mówiła coś o jakimś koniu i szatanie, ale ja słuchałem.... Jakby to ująć.... Miałem co innegodo roboty, ale na prośbę klaczy poszedłem do ogiera.

***

- Look?- spytałem stając za ogierem, a mój głos stał się niższy i poważniejszy
Samiec odwrócił sie do mnie.
- Tak. A co?- wykrztusił
- To, że Vena mówiła mi, że masz do czynienia z szatanem- powiedziałem
Oczywiście - czy ma do czynienia z szatanem czy nie nie obchodziło mnie to za bardzo. Bardziej obchodziło mnie to, żeby jako szpieg funkcjonował czynnie w stadzie, a nie chamsko odpowiadał i miał do głęboko gdzieś.
- I co z tego?
- To z tego, że nie jesteś w ten sposób panem i władcą i masz czynnie funkcjonować w stadzie jako szpieg- odparłem
Nie za bardzo chciałem, aby od początku nasze stosunki były "szorstkie", ale jak mus to mus.
Ogier tylko przewrócił oczami.

< Look? "Szorstkie" stosunki się zaczynają? Xddd>

Od Liama CD Vena

Spojrzałem z góry na klacz.
Ten moment kiedy nie wiesz czy iść, ale wiesz, że nogi i tak odmówią ci posłuszeństwa, a nie wypada odmówić nowej członkini stada.
Klacz spoglądała na mnie jakby czekała na ciąg dalszy mojej wypowiedzi.
- Mogę cię teoretycznie oprowadzić- powiedziałem z naciskiem na teoretycznie
- A praktycznie?- spytała
- A praktycznie jest już trochę gorzej- powiedziałem i odwróciłem się bokiem do Veny
Miałem zamiar wrócić do jaskini. Miałem zamiar spać!
- Bo?- kontynuowała
- Bo jestem wyczerpany skarbie- powiedziałem nawet się nie odwracając, a na mojej twarzy ciągle gościł uśmieszek
<Vena? Sry, że krótkie: wyjazd & mało neta :c >

niedziela, 24 lipca 2016

Od Liama CD opowiadania Primy

Reszta koni gdy ujrzała, że owa klacz żyje, rozeszły się i dalej zaczęły "zatapiać się" w smaku soczystej trawy.
Radosny okrzyk klaczy mnie zdziwił. No, ale cóż....
Prima miała dosyć mocne obrażenia głowy oraz niewielkie rany tu i ówdzie na ciele. Na moją "wstąpił" mój codzienny szarmandzki uśmieszek. Uniosłem łeb do góry. Byłem wyższy od owej klaczy, a skrzydła dodawały mi potęgi. Sama klacz natomiast była delikatnej budowy. Przynajmniej taka się wydawała, ale nie ocenia się książki po okładce, czyż nie?
-Gdzie to się szlajało?- spytałem samicy i wskazałem łbem na rany
Prima wyraźnie onieśmielona moją pewną postawą odparła:
-....
<Prima? :3 Wybacz, że krótkie, ale wyjechałam i mam słabego neta xd>

sobota, 23 lipca 2016

Od Liama

Biegłem ile sił w nogach.
Tylko się nie oglądaj! Tylko się nie oglądaj!
Była noc. Ciemno i głusza puszczy otaczała mnie z każdej możliwej storny, a obraz ojca z przed chwili tkwił w mojej głowie jak chwast z długo zapuszczonymi korzeniami.
Moja biała grzywa i ogon powiewały w pędzie. Wiatr muskał moją kasztanowatą sierść, która "tonęła" w złotym pyle. Nozdrza pracowały od wysiłku. Klatka piersiowa unosiła się i opadała w tępie od szybkiej i ciężkiej pracy płuc. Na mojej sierści zaczęły pojawiać się kropelki potu. Wybiegłem z lasu. Teraz biegłem przez łąkę jak nigdy dotąd. Rozłożyłem skrzydła i uniosłem się ponad ziemią, trawą, krzakami i drzewami. Wzbiłem się wysoko, póki nie straciłem z oczu ziemi, i lasu, w którym pred chwilą ujrzałem, albo członka rodziny, albo straszną zmorę.

Nie pamiętam ile tak leciałem. Ze zmęczenia nie pamiętam jakim cudem byłem na ziemi, ani jakim cudem nic mi się nie stało. Moja sierść, grzywa i ogon były już tylko i wyłącznie w odcieniu jasnego brązu. Pył zniknął. Chociaż na bank dodawał mi uroku. A moje bursztynowe oczy nie tliły się już takim blaskiem jak nocą. Podniosłem łeb. Nikogo. Żadnej żywej duszy. Powoli wstałem na nogi. Czułem jakby moje kończyny były z waty. Pewnie od długiego biegu zeszłej nocy.

Idąc jak ta ostatnia pokraka pokuśtykałem w stronę swojej jaskini.
Jednakże przed nią na polance niedaleko mojego "domu" zobaczyłem pasącą się klacz pegaza. Miała nietypowe umaszczenie. Z chęcią podszedłbym do niej gdyby nie to, że byłem zbyt wyczerpany i wyglądem przypominałem bardziej zombie niż konia. Wydarzenia z ostatni nocy za bardzo ugrzęzły nie w psychice. Musiałem odpocząć.
Może mnie nie zauważy.
Postanowiłem przemknąć cicho, tak aby klacz mnie nie dostrzegła.
I na początku mój wszystko szło zgodnie z planem. Byłem już jedną nogą w domy, gdy nagle usłyszałem jej głos. Uszy położyłem lekko po sobie, tak aby nie odebrała tego negatywnie. Odwrociłem się. Klacz badała mnie wzrokiem, zciekawością nastawiając uszy do przodu. Na mojej twarzy zagościł ten sam szelmowski uśmieszek co zwykle.
- Cześć- zaczęła, z każdą sylabą zciszając swój głos
- Nie myślałem, że w tej okolicy może kręcić się jakaś żywa dusza- odparłem i zerknąłem na klacz z lekkim zdumieniem
< Vena? Mam wene po książce Xd>