środa, 21 września 2016

Od Black Rose CD Death Angel - Prequel opek do Caleba o wyprawie w górach

Weszłam do lasu. Na polanie ujrzałam Angel więc szybko schowałam sie w cień. Nie było sensu dłużej ciągnąć naszej znajomości skoro ona tak bardzo była... Inna. Razem z Bunny postanowiłam wybrać sie na miesięczną wyprawę w góry. Zabiorę ze sobą także Silver, Hodge'a i ich siostrzeńca. A jak Caleb zechce to i on sie wybierze. Jak postanowłam tak zrobiłam. Na drugi dzień już pakowałam sie do wyprawy. Caleb sie zgodził, a Silver pokieruje wycieczką. Może zachaczymy o ich Polanę Uzdrowicieli. To przyjazne miejsce dla wszystkich zwierząt. Spotkaliśmy sie na rozstaju dróg. Ruszyliśmy w nieznane. By odkrywać świat.

The End bo ni mam weny.

Od Mariki CD Vena

W ostatniej chwili ocknęłam się. Z uwagi na wariującą głowę i przeszywający ból w klatce piersiowej udało mi się podnieść tylko głowę. Zobaczyłam dużego baku (czytało się księgi). Syknęłam. To były sekundy. Zwierzę już wbiło już kły w moją szyję…
- Ashaa… - szepnęłam bezsilnie.
Mimo to udało mi się odepchnąć „potwora”. Naraz zaczął wiać potężny wiatr. Skierowałam go na baku. Zwierzę bezsilnie uderzyło o pień drzewa, które pękło.
Mój łeb znów opadł na ziemię. Krwawiłam. Kątem oka zobaczyłam Venę. Stała zdezorientowana i zerkała przez chwilę to na baku to na mnie. Nagle skojarzyłam fakty. Przecież to Mizuki! Z jednej strony byłam wściekła z drugiej… bałam się o Mizuki…
<Vena? Mizuki? XD>

Od Veny CD Marika


Przeczesywałam tereny z mym "tygryso - tapirem". Mimo iż wiał dzisiaj niesporzyty wiatr. Nagle poczułam huk; to było uderzenie gwałtownego wichru. Zrobiło mi się zimno. Mizuki ani razu się nie zatrzęsła. Miała dziwny kamienny wyraz pyska.
- A ty co? Głodna? - spytałam.
Naburmuszona - sama nie wiem czemu - szła dalej. Była głodna - ostatnio rzadko poszukuje snów. Ta... pewnie myślała, że ja mam jej pomóc? O nie, nie...!
Usłyszałam czyjś krzyk, albo i pisk. Sama już nie wiem... Mizuki od razu zaczęła biec w stronę głosu. Pewno pomyślała iż znajdzie tam żywą ofiarę. Głodna wyskoczyła z krzaków. Podbiegłam i dopiero teraz zobaczyłam... Marikę?
Mizuki rzuciła się na konia, krzyknęłam:
- Mizuki zostaw! - już miała śmiertelnym ruchem wbić sie w szyję klaczy. Ta zaczęła krzyczeć.

<Marika?>

wtorek, 20 września 2016

Od Mariki do Kogoś



[…] Wstałam wcześnie. Na początku nic nie wróżyło nieszczęścia. Zjadłam pyszne śniadanko, pochlapałam się w wodzie i tak pomyślałam sobie, że pobiegam tu i ówdzie w poszukiwaniu reszty stada. Ruszyłam w stronę Magic Forest. Gdy biegłam poczułam pulsujący ból głowy. Przystanęłam na chwilę i zamknęłam oczy. Powinnam chyba wrócić do domu. Puszek będzie się niepokoił. Wróciłam więc i szukałam w szafkach mokrych liści górskiej konopi.
- Co ty robić? – spytał Puszek.
- Mówi się „co ty ROBISZ”. – poprawiłam go. – Szukam czegoś na bolący łeb. Czyżbyś coś tu przestawiał?
- Emmm… A nic, nic. W ogóle nie burczało mi dziś w nocy w brzuszek i w ogóle nie był dzisiaj w nocy głodny.  
-Ej! No i co teraz? – usiadłam na chwilę na ziemi.
- Bardzo boli? – spytał troskliwie. – Iść po jakieś ziółka?
- Wiesz, nie… Łaskocze! A zioła… Nie… Chyba. – jęknęłam. – Ale zgubisz się… Nie, nie.
- Puszek się o ciebie boi. Znać ja trasę.
Nagle zakręciło mi się w głowie.
- Ale… Okey, idź bo już długo tak nie wytrzymam.
Puszek co chwilę oglądając się za mną, wybiegł z jaskini. Długo nie wracał a zbierało się na burzę. Przestraszyłam się nie na żarty. Zignorowałam ból i wstałam. Rozłożyłam skrzydła i skoczyłam. Nasza jaskinia znajdowała się już przy szlaku na Free Mountain . Przez chwilę „wisiałam” w powietrzu. Gdzie szukać? Przez chwilę latałam wokół Magic Forest ale potem zawróciłam w stronę Polany Poziomek. Zaczął wiać wiatr.
- Cholera! Daleko tak nie zalecę!
Przez chwilę siłowałam się z powietrzem ale jakiś mocniejszy podmuch popchnął mnie do tyłu i straciłam równowagę. Spadłam na ziemię.
- Aaaa… - syknęłam i wstałam.
Polana tańczyła cha che (dla nie kumatych "cza cza] wokół mnie. Bół wzmógł się jeszcze bardziej. Przez chwilę kręciłam się w kółko, rozpaczliwie próbując zatrzymać wirujący dookoła świat. Nagle nogi zrobiły się takie… takie… waciane? Nie umiem tego inaczej opisać. Zachwiałam się i upadłam.
- Ał… - wymamrotałam nieprzytomnie. – STOP!
Ale świat nie posłuchał. Przeciwnie! Po upadku przyspieszył. Po prawej stronie usłyszałam szmer kopyt. Ktoś tu jest! Tylko czy wie gdzie ja jestem? Zamknęłam oczy.
- Pomocy… Pomocy… - jęczałam przez chwilę jak opętana po czym straciłam przytomność.
< Aktywność? Odpowiedź? >

poniedziałek, 19 września 2016

Zmniejszona aktywność

Elo!

No więc ogłaszam że będę miała zmniejszoną aktywność do 20 października.

A co do was... Piszcie! Chcę wielu opek jak wchodzę rano na KotH a nie zera! Ratujcie to stado! Ratujcie także siebie i swoją wene

Black Rose.

niedziela, 18 września 2016

Od Star CD opowiadania Naix'a


Z moich kilku sekundowych obserwacji szalejącej bestii zdążyłam zauważyć, że stwór pochodził z gór. W momencie kiedy troll podniósł ogromną stopę pokrytą grzybicą i najróżniejszej wielkości brodawkami zza jego pleców pojaśniało kilka promieni słońca. Zaklęłam pod nosem powstrzymując wymioty.
- Wiej! – krzyknął Naix ciągnąc mnie za grzywę w przeciwną stronę
Nawet jeśli byśmy zdążyli uciec, to prawdopodobnie jakiś skalny odłamek mógłby nas dobić. Nieciekawa wizja śmierci zmusiła mnie do działania. Dogoniłam ogiera i zasłoniłam go skrzydłami formując wybuch, który miał zmienić trajektorię lotu ogromnego posągu. Eksplozja dała radę pokonać grawitację przewracając kawał skały w przeciwną stronę. Nie przewidziałam jednak tego, że skalne odłamki będą lecieć z taką prędkością. Małe pociski wbiły się w moje skrzydła, grzbiet, szyję oraz nogi zadając różnej wielkości rany. Całe szczęście, że zdążyłam osłonić Naix’a. Syknęłam z bólu kiedy chciałam poruszyć skrzydłami. Biała sierść i pióra zaczęły zabarwiać się na kolor spływającej małymi strumyczkami krwi.
Oszołomiony Naix przez chwilę nie wiedział co ma zrobić. Wyglądał jakby dostał gałęzią w twarz.
- Nic ci nie ma? – spytałam całkiem spokojnie jakby właśnie się potknął

Naix? Wciąż bw… >.<

Od Naix'a CD Star

Zaschło mi w gardle.
Niby banalne pytanie, durna, codzienna pierdółka, o której zdążyłem już zapomnieć przez kilka tygodni względnej samotności, a mnie zaskoczyło. Mogłem skłamać, zmyślić jakąś historyjkę, zrobić cokolwiek, ale to co zazwyczaj przychodziło mi bez problemu teraz nie mogło przejść przez gardło. Nie mogło. Dziwny ból pojawił się koło serca, a blizna zaczęła mnie swędzieć. Gdzieś, gdzieś w głębi duszy to wiem, ale... nie mogę sobie przypomnieć. Każda próba poznania mojego miejsca urodzenia kończy się bólem głowy. A teraz nie zamierzałem jeszcze pogarszać mojego stanu.
Jednak, ku mojej uldze, gdzieś za moimi plecami rozległ się hałas, a zaraz po tym w tamtą stronę rzuciła się Star. Kij ją tam gna?
- Ej, ej, czeka... - zawołałem za nią, ale urwałem w momencie, gdy zobaczyłem przyczynę tego irytującego dźwięku.
Rzuciłem jakieś przekleństwo pod nosem, ale ruszyłem za klaczą. Co jak co, ale mimo, że nie miałem na to najmniejszej ochoty to ogier ma chronić klaczkę, tak? Z każdym krokiem jednak to bydle mnie przerażało. Nie wiem co to jadło w przeszłości, ale to musiało być bardzo, bardzo nielegalne. Nafaszerowany bydlak. Niby tam nic, nie zamierzałem mu wchodzić pod nogi i tyle, choć ciekawie byłoby takiego wywalić, ale Star najwidoczniej miała jakiś dziwny plan.
- Yyy, Ty wiesz co robisz?
- Oglądam.
- No, no, piękne widoki, ale nie lepiej byłoby się ciut odsunąć?
Wtedy jednak musiał nas troll usłyszeć bo odwrócił się do nas, uniósł nogę... A potem zza jego pleców zaczęły wyglądać pierwsze promienie słońca. Cholera, jeśli on teraz skamienieje to wywali się prosto na nas, w najgorszym wypadku rozsypie i jakimś ułamkiem swej skalnej formy nas zamorduje.
- Wiej! - krzyknąłem.

< Star? >

środa, 14 września 2016

Powrót!

Wolf wraca na bloga, a Melody zostaje zawieszona wedle rozkazu autorki :p

Dzięki za uwagę XD

Od Marki CD. Naix



Czyżby… Naix?
- Och przepraszam! – powiedziałam odruchowo.
- Um, przepraszam. – usłyszałam. - Ładne mamy niebo, prawda?
- Owszem, – rzekłam obojętnie po czym spojrzałam w górę. – piękne. Mr. Naix? Czy dobrze mówię?
- Tak… - ogier wyglądał na rozdrażnionego. – A ty…
- Marika. – przerwałam mu. - Chyba nie mieliśmy okazji się wcześniej spotkać.
Usłyszałam krakanie. Kruk?
Skrzydlata istota usiadła na grzbiecie Naix’ a.
Zepchnął ją wściekle łbem. Kruk przechylił głowę jakby coś chciał powiedzieć lecz jego dziób nie drgnął. Naix też wydawał się zajęty kłótnią. „Mówią coś do siebie…” pomyślałam.
Nagle obie głowy obróciły się w moim kierunku.
Spojrzałam w oczy Naix’a.
~ Mam ci po raz setny przypominać o… ~ wrzasnęła samica.
~ Stul dziób! ~ przerwał jej Naix.
~ Czy ja kiedyś nie miałam racji? Skąd wiesz czy…
~ Czy co?!
~ Czy to „coś” nie jest tuż za nami?
~ Co masz na myśli mówiąc „coś”?
~ A skąd wiesz czy to nie ONA? – wskazała dziobem w moją stronę.
- Hej! Ptaszynko, nie pozwalaj sobie! – warknęłam zupełnie zapominając o tym, że to co słyszała działo się tylko w ich głowach.
- Em… - Naix zamrugał oczami.
- Twoje ptaszysko ma błędne dane. – mruknęłam.


< Naix? Niestety nie miałam okazji… przeczytać Twojego formularza. :o >