- A co? Tak bardzo chcesz wiedzieć jak się nazywam ? - zaśmiałem się szyderczo.
Klacz trochę się zaczerwieniła, próbowała schować zaczerwienione policzki. Zrobiło mi się jej trochę żal. W sumie nie znałem jej, a na pierwszy rzut oka wydawała się spokojna i cicha. To była już druga osoba którą poznałem w KOTH...
Po chwili namysłu, odpowiedziałem.
- Dankan, miło mi.
Klacz podniosła na mnie swoje oczy, jakby z niedowierzaniem.
- Przejdziemy się ? - spytałem
Odpowiedziała skinięciem głowy.
Długo chodziliśmy to brzegiem plaży, trochę lasem. Opowiedziałem jej wszystko, o sobie tylko trochę zataiłem moje dzieciństwo.. w końcu znam ją bardzo krótko... nie wiedziałem czy mogę jej bezgranicznie zaufać. Klacz na początku niechętnie opowiedziała mi swoją historię, ale z każdą minutą rozmowy robiła się jakby milsza, cieplejsza, pewna siebie. Coraz łatwiej mi się z nią rozmawiało. Spędziliśmy świetne popołudnie, słońce grzało cały dzień, po śniegu nie było już śladu. O dziwo klacz pokazała mi kilka świetnych miejsc. W końcu uznaliśmy, że spotkanie dobiega końca. Przy pożegnaniu odczułem, że oczekiwała czegoś więcej ode mnie... tylko nie wiedziałem czego.
Armena ? ( Przepraszam, że takie krótkie :c następnym razem obiecuje będzie lepsze i dłuższe xD )
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dankan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dankan. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 lutego 2017
Od Dankana CD Soll
Soll.... dzięki niej teraz żyje, zawdzięczam jej życie. Może trochę przesadzam... ale przecież jakbym został tam, pod drzewem nie miałbym szans aby przeżyć. Teraz coraz bardziej czułem do niej... właśnie co ? Wdzięczność czy raczej... coś innego... trudno było to określić...
Klacz, zaprosiła mnie a raczej ,, zaciągnęła " do swojej jaskini. Nie zaprzeczałem nie tylko dlatego, że czułem się fatalnie ( oczywiście męska duma kazała mi tego nie okazywać ) ale też dlatego, że chciałem z nią pobyć, i pogadać otwarcie. Nie oczekiwałem jakiegoś wielkiego wyznania tylko szczerej rozmowy, której od dawna mi brakowało...
Nazajutrz, po mglistej nocy, przyszedł dzień wietrzny, chwilami jasny, chwilami z powodu chmur, które gnane wiatrem cwałowały jakby stadami po niebie; posępny i bury. Rozprostowałem nogi, i skierowałem się w stronę wyjścia. Klacz jeszcze smacznie spała, nie chciałem jej budzić, a pogadać z nią moge kiedy indziej... Na chwilę zatrzymałem się, popatrzyłem jak smacznie śpi... skruszyłem się, przyszły mi dość dziwne myśli, że w końcu znajdzie sobie kogoś kto zadba o nią i zapomni o mnie... Ale jeśli czuje ona to samo ? Jeżeli jej to powiem napewno mnie wyśmieje albo... co najgorsze, zerwie kontakt. Więc postanowiłem zachować to dla siebie.
Próbowałem jak najciszej wyjść, aby jej nie obudzić. Chyba mi się udało. Wyleciałem z jaskini, moim oczom ukazał się piękny widok. Drzewa poruszone chłodnym wiatrem, a oświetlone promiennym słońce, które do reszty stopiło śnieg, błyszczały milionem diameńcików. W oddali, można było dostrzec plaże, na którą miałem zamiar się udać. Wiatr był bardzo niespokojny, i utrudniał mi latanie.
Wieczorem, tak jak zwykle najpierw przyglądałem się zachodowi słońca, a później sam w ciemnościach tylko trochę oświetlony blaskiem księżyca patrzyłem przed siebie rozmyślając o Soll. Nie zaprzeczam pokręciła mi trochę w głowie. Ona jest inna... nie ugięta, pewna siebie. Mało jest takich, albo po prostu ja się nie znam....
Nagle już poźniej nocy usłyszałem szelest liści, odwróciłem się pewnie, gotowy do ataku.
Soll ? To byłaś ty ? :3
Klacz, zaprosiła mnie a raczej ,, zaciągnęła " do swojej jaskini. Nie zaprzeczałem nie tylko dlatego, że czułem się fatalnie ( oczywiście męska duma kazała mi tego nie okazywać ) ale też dlatego, że chciałem z nią pobyć, i pogadać otwarcie. Nie oczekiwałem jakiegoś wielkiego wyznania tylko szczerej rozmowy, której od dawna mi brakowało...
Nazajutrz, po mglistej nocy, przyszedł dzień wietrzny, chwilami jasny, chwilami z powodu chmur, które gnane wiatrem cwałowały jakby stadami po niebie; posępny i bury. Rozprostowałem nogi, i skierowałem się w stronę wyjścia. Klacz jeszcze smacznie spała, nie chciałem jej budzić, a pogadać z nią moge kiedy indziej... Na chwilę zatrzymałem się, popatrzyłem jak smacznie śpi... skruszyłem się, przyszły mi dość dziwne myśli, że w końcu znajdzie sobie kogoś kto zadba o nią i zapomni o mnie... Ale jeśli czuje ona to samo ? Jeżeli jej to powiem napewno mnie wyśmieje albo... co najgorsze, zerwie kontakt. Więc postanowiłem zachować to dla siebie.
Próbowałem jak najciszej wyjść, aby jej nie obudzić. Chyba mi się udało. Wyleciałem z jaskini, moim oczom ukazał się piękny widok. Drzewa poruszone chłodnym wiatrem, a oświetlone promiennym słońce, które do reszty stopiło śnieg, błyszczały milionem diameńcików. W oddali, można było dostrzec plaże, na którą miałem zamiar się udać. Wiatr był bardzo niespokojny, i utrudniał mi latanie.
Wieczorem, tak jak zwykle najpierw przyglądałem się zachodowi słońca, a później sam w ciemnościach tylko trochę oświetlony blaskiem księżyca patrzyłem przed siebie rozmyślając o Soll. Nie zaprzeczam pokręciła mi trochę w głowie. Ona jest inna... nie ugięta, pewna siebie. Mało jest takich, albo po prostu ja się nie znam....
Nagle już poźniej nocy usłyszałem szelest liści, odwróciłem się pewnie, gotowy do ataku.
Soll ? To byłaś ty ? :3
czwartek, 26 stycznia 2017
Od Dankana CD Soll
Magic Forest ? Tak to moje drugie ulubione miejsce z wszystkich które poznałem. Las roił się od przeróżnych zwierząt, od tych zwykłych bo takie które posiadały niezwykłe umiejętności. Z drzewami i roślinami było tak samo. Niestety po przegranej wojnie, która zdecydowała o dalszych losach KOTH dotknęła także zwierzęta i rośliny. Zaraza zmieniała zwierzęta w bezdzuszne istoty.
Kilka godzin temu opuściłem słoneczną, plażę i udałem się do lasu. Hmm... coś mi tutaj nie pasowało. Rośliny były pokryte dziwną czarną mazią, a wokół mnie panował dziwny swąd.
Udałem się głębiej w las. Pokryte śniegiem korony drzew zasłaniały prawie całe słońce próbujące oświetlić chociaż kawałek lasu. Im głębiej, tym światła było coraz mniej, a na roślinach ( tak mi się przynajmniej wydawało ) było coraz więcej dziwnej mazi, chociaż było to trudne do stwierdzenia w panujących ciemnościach. Nagle, w oddali odezwał się huk, trzask i ciche sapanie. Hałas był coraz bliżej, stwierdziłem że nie może to być zwykłe zwierzę a pewnie jakiś zwierz dotknięty zarazą albo wysłannik Death'a. Wyjrzałem zza krzaków, a moim oczom ukazał się średniej wielkości troll. Pokryty był cały tą mazią, a jego ciało było jakby z kamienia. Z niektórych części ciała padały iskry ognia. Teraz musiałem podjąć decyzję, czy zaatakować czy zostawić w spokoju. To było oczywiste, że wybrałem tą pierwszą.
Rzuciłem się w jego stronę. Troll, ospałym ruchem odwrócił się w moją stronę chociaż trwało to sekundę nie było trudno dostrzec, że całe jego oczy były czarne.
Ozwał się głośnym rykiem w stronę mnie. Zamachnął się, a ja w mik byłem z tyłu, na jego plecach zrobił się odcisk mojego kopyta od mocnego uderzenia. Troll rozpadł się na mniejsze oraz większe kawałki skał. Miałem opuścić miejsce zbrodni ale... zauważyłem, że wszystkie kamienie wokół mnie zaczęły drgać a później zebrały się w jedno miejsce i niestety, złączyły się razem, powstał ogromny troll, buchający ogniem. No to klapa... - pomyślałem. Stałem jeszcze przez chwilę, jakby omamiony jakimiś czaramu. Miałem tylko jedno wyjście ucieczka. Gnałem przed siebie, nie mogłem wbić się w powietrze, drzewa rosły za gęsto. Troll wyrwał drzewo i rzucił w moją stronę. Konar drzewa przygniutł moje ciało. Zacząłem rżeć boleśnie. Próbowałem się wyczołgać, ale konar za mocno leżał na moim ciele.
To chyba mój koniec....
Soll ?
Kilka godzin temu opuściłem słoneczną, plażę i udałem się do lasu. Hmm... coś mi tutaj nie pasowało. Rośliny były pokryte dziwną czarną mazią, a wokół mnie panował dziwny swąd.
Udałem się głębiej w las. Pokryte śniegiem korony drzew zasłaniały prawie całe słońce próbujące oświetlić chociaż kawałek lasu. Im głębiej, tym światła było coraz mniej, a na roślinach ( tak mi się przynajmniej wydawało ) było coraz więcej dziwnej mazi, chociaż było to trudne do stwierdzenia w panujących ciemnościach. Nagle, w oddali odezwał się huk, trzask i ciche sapanie. Hałas był coraz bliżej, stwierdziłem że nie może to być zwykłe zwierzę a pewnie jakiś zwierz dotknięty zarazą albo wysłannik Death'a. Wyjrzałem zza krzaków, a moim oczom ukazał się średniej wielkości troll. Pokryty był cały tą mazią, a jego ciało było jakby z kamienia. Z niektórych części ciała padały iskry ognia. Teraz musiałem podjąć decyzję, czy zaatakować czy zostawić w spokoju. To było oczywiste, że wybrałem tą pierwszą.
Rzuciłem się w jego stronę. Troll, ospałym ruchem odwrócił się w moją stronę chociaż trwało to sekundę nie było trudno dostrzec, że całe jego oczy były czarne.
Ozwał się głośnym rykiem w stronę mnie. Zamachnął się, a ja w mik byłem z tyłu, na jego plecach zrobił się odcisk mojego kopyta od mocnego uderzenia. Troll rozpadł się na mniejsze oraz większe kawałki skał. Miałem opuścić miejsce zbrodni ale... zauważyłem, że wszystkie kamienie wokół mnie zaczęły drgać a później zebrały się w jedno miejsce i niestety, złączyły się razem, powstał ogromny troll, buchający ogniem. No to klapa... - pomyślałem. Stałem jeszcze przez chwilę, jakby omamiony jakimiś czaramu. Miałem tylko jedno wyjście ucieczka. Gnałem przed siebie, nie mogłem wbić się w powietrze, drzewa rosły za gęsto. Troll wyrwał drzewo i rzucił w moją stronę. Konar drzewa przygniutł moje ciało. Zacząłem rżeć boleśnie. Próbowałem się wyczołgać, ale konar za mocno leżał na moim ciele.
To chyba mój koniec....
Soll ?
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Od Dankana CD Soll
Cały dzień spędziłem na plaży, nie ukrywam że czasami widząc sylwetke konia w oddali miałem nadzieję że to Soll. Ale zawsze moje nadzieje były błędne.
Przez cały dzień nie odczuwałem głodu, a nie miałem ochoty nie piesze wycieczki. Był już prawie koniec zimy ale i tak słońce ogrzewało piasek który w połowie był pokryty śniegiem. Nie wydawał się tak bardzo złoty jak latem ale i tak nieźle ogrzewał moje zimne ciało. Od czasu do czasu przytrawfiła się jakaś większa chmura która zakryła na chwilę słońce w całości, wtedy było można odczuć chłodny powiew zimy. Fale szumiły jak zwykle, dając tak bardzo kojącą melodię, że każdemu zachciałoby się spać. Kocham takie miejsca, chyba będę powtarzał to wkółko. Spokojne, ciche, można się naprawdę zrelaksować, ale też i bardzo romantyczne. Zachodzy słońca są cudne także zimą.
Popołudniu wstałem ze swojego stałego miejsca na plaży by rozprostować kości. Nagle usłyszałem za sobą trzask gałęzi. Pewnie to jakieś zwierzę, pomyślałem. Ale nagle coś zarazem lekkiego ale i ciężkiego uderzyło we mnie. Po chwili spróbowałem podnieść swoje własne cielsko, odwróciłem się i ujrzałem... Soll.
- Co ty wyprawiasz ? - odezwałem się zaskoczony.
- A nie widzisz ? -prychnęła z wielkim oburzeniem.
Spojrzałem na chwilkę w jej cudne, niebieskie oczy ale gdy skapnęła się, że jej się przyglądam odwróciła się i skierowała w stronę lasu bez słowa pożegnania. Tym razem nie miałem zamiaru odpuścić.
Podbiegłem do niej z gracją, tak mi się przynajmniej wydawało. Klacz kolejny raz spojrzała na mnie z oburzeniem, a ja szedłem z dumą.
- Co ty tak się prężysz?
- A co nie wolno mi iść z dumą obok takiej pięknej klaczy jak ty ? - odpowiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
Klacz popchnęła mnie lekko zadem i zaczeła się śmiać.
-Że ja ? - spytała nie przestając się śmiać.
Odpowiedziałem jej skinieniem głowy.
Kilka godzin chodziliśmy po zaśnieżonych ścieżkach. Od czasu do czasu z drzew spadł śnieg, oczywiście na nas, albo specjalnie uderzałem ciałem o drzewo aby śnieg spadł na Soll. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, jaką magią władamy, oraz jakie umiejętności posiadamy. Oczywiście wreszcie temat szedł na to gdzie się wychowaliśmy i jakie dzieciństwo mieliśmy. Nie chętnie mówiłem o swojej przeszłości ale przecież mogłem jej zaufać. Pod koniec spaceru wreszcie spytała mnie jak brzmi moje imie, oczywiście jej odpowiedziałem. Była już dobra 22.00 jak się nie mylę kiedy postanowiliśmy zakończyć spotkanie, dałem jej buziaka na pożegnanie, ona zaś była trochę zakłopotana. Może trochę się pośpieszyłem ? Sam nie wiem. Ale wiem jedno, że nie oczekuję od niej zbyt wiele.
Soll ? :3
Przez cały dzień nie odczuwałem głodu, a nie miałem ochoty nie piesze wycieczki. Był już prawie koniec zimy ale i tak słońce ogrzewało piasek który w połowie był pokryty śniegiem. Nie wydawał się tak bardzo złoty jak latem ale i tak nieźle ogrzewał moje zimne ciało. Od czasu do czasu przytrawfiła się jakaś większa chmura która zakryła na chwilę słońce w całości, wtedy było można odczuć chłodny powiew zimy. Fale szumiły jak zwykle, dając tak bardzo kojącą melodię, że każdemu zachciałoby się spać. Kocham takie miejsca, chyba będę powtarzał to wkółko. Spokojne, ciche, można się naprawdę zrelaksować, ale też i bardzo romantyczne. Zachodzy słońca są cudne także zimą.
Popołudniu wstałem ze swojego stałego miejsca na plaży by rozprostować kości. Nagle usłyszałem za sobą trzask gałęzi. Pewnie to jakieś zwierzę, pomyślałem. Ale nagle coś zarazem lekkiego ale i ciężkiego uderzyło we mnie. Po chwili spróbowałem podnieść swoje własne cielsko, odwróciłem się i ujrzałem... Soll.
- Co ty wyprawiasz ? - odezwałem się zaskoczony.
- A nie widzisz ? -prychnęła z wielkim oburzeniem.
Spojrzałem na chwilkę w jej cudne, niebieskie oczy ale gdy skapnęła się, że jej się przyglądam odwróciła się i skierowała w stronę lasu bez słowa pożegnania. Tym razem nie miałem zamiaru odpuścić.
Podbiegłem do niej z gracją, tak mi się przynajmniej wydawało. Klacz kolejny raz spojrzała na mnie z oburzeniem, a ja szedłem z dumą.
- Co ty tak się prężysz?
- A co nie wolno mi iść z dumą obok takiej pięknej klaczy jak ty ? - odpowiedziałem z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
Klacz popchnęła mnie lekko zadem i zaczeła się śmiać.
-Że ja ? - spytała nie przestając się śmiać.
Odpowiedziałem jej skinieniem głowy.
Kilka godzin chodziliśmy po zaśnieżonych ścieżkach. Od czasu do czasu z drzew spadł śnieg, oczywiście na nas, albo specjalnie uderzałem ciałem o drzewo aby śnieg spadł na Soll. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, jaką magią władamy, oraz jakie umiejętności posiadamy. Oczywiście wreszcie temat szedł na to gdzie się wychowaliśmy i jakie dzieciństwo mieliśmy. Nie chętnie mówiłem o swojej przeszłości ale przecież mogłem jej zaufać. Pod koniec spaceru wreszcie spytała mnie jak brzmi moje imie, oczywiście jej odpowiedziałem. Była już dobra 22.00 jak się nie mylę kiedy postanowiliśmy zakończyć spotkanie, dałem jej buziaka na pożegnanie, ona zaś była trochę zakłopotana. Może trochę się pośpieszyłem ? Sam nie wiem. Ale wiem jedno, że nie oczekuję od niej zbyt wiele.
Soll ? :3
czwartek, 12 stycznia 2017
Od Dankana CD Soll
- Ehh, Soll jestem. Zadowolony? - odparłam. - Teraz i ty zdradź swe imię, uparciuchu.
***
- Uparcichu? - prychnąłem - teraz nie mam zamiaru zdradzać swojego imienia
Odwróciłem się i lekkim zwinnym krokiem skierowałem się w inną stronę. Miałem zamiar trochę się z nią podroczyć.
- Ejjj! - krzyknęła - Tak chcesz się bawić ?
W sekundzie klacz znalazła, się przede mną. Skoczyłem w prawą stronę a klacz za mną i tak dalej... Świetnie czułem się w jej towarzystwie a przecież poznałem ją kilka sekund temu... Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnąłem się, dzięki niej. Poczułem się dziwnie, a moje ciało przeszedł dreszcz. Mój uśmiech zbladł, widocznie klacz to zauważyła,
- Wszystko ok ? Coś się stało ? - spytała ze zdziwieniem
- Nie nic. - odparłem oschle - Nie mam zamiaru tracić czas, żegnam
- Ej koleś ! O co Ci chodzi ?
Usłyszałem jeszcze kilka pytań ale spróbowałem je zignorować. Udałem się znowu na plaże. Soll już mnie nie śledziła a nie zaprzeczam, że chciałbym bardzo aby tak szybko nie odpuściła ale coś w głebi duszy mówiło mi, że dobrze postąpiłem. Prędzej bym ją skrzywdził niż uszczęśliwił.
Soll ? ( mam nadzieję, że trochę akcja się rozkręci :/ )
***
- Uparcichu? - prychnąłem - teraz nie mam zamiaru zdradzać swojego imienia
Odwróciłem się i lekkim zwinnym krokiem skierowałem się w inną stronę. Miałem zamiar trochę się z nią podroczyć.
- Ejjj! - krzyknęła - Tak chcesz się bawić ?
W sekundzie klacz znalazła, się przede mną. Skoczyłem w prawą stronę a klacz za mną i tak dalej... Świetnie czułem się w jej towarzystwie a przecież poznałem ją kilka sekund temu... Pierwszy raz od dłuższego czasu uśmiechnąłem się, dzięki niej. Poczułem się dziwnie, a moje ciało przeszedł dreszcz. Mój uśmiech zbladł, widocznie klacz to zauważyła,
- Wszystko ok ? Coś się stało ? - spytała ze zdziwieniem
- Nie nic. - odparłem oschle - Nie mam zamiaru tracić czas, żegnam
- Ej koleś ! O co Ci chodzi ?
Usłyszałem jeszcze kilka pytań ale spróbowałem je zignorować. Udałem się znowu na plaże. Soll już mnie nie śledziła a nie zaprzeczam, że chciałbym bardzo aby tak szybko nie odpuściła ale coś w głebi duszy mówiło mi, że dobrze postąpiłem. Prędzej bym ją skrzywdził niż uszczęśliwił.
Soll ? ( mam nadzieję, że trochę akcja się rozkręci :/ )
środa, 11 stycznia 2017
Od Dankana
Od kilku miesięcy podróżowałem w poszukiwaniu ,,domu" takiego w którym nikt nie będzie mi przeszkadzał. Odpuściłem sobie już dawno, odnalezienie moich dawnych kolegów z gangu. To było po prostu nie możliwie.
Pewnego dnia dotarłem na plażę, było cicho i spokojnie, idealnie jak dla mnie. Postanowiłem tu zostać na dłuższy czas. Położyłem się na brzegu, a zimne fale obmywały mi nogi. Cichy szum morskich fal był bardzo kojący, dotychczas żyłem w stresie, należała mi się chwila odpoczynku.
Noc była także bardzo spokojna, ogromny księżyc oświetlał przecudne fale dając niewiarygodnie śliczny widok. Kocham takie miejsca.
* 2 tygodnie później *
Możliwe, że zostanę tutaj na dłużej, nie wyobrażam sobie narazie lepszego miejsca niż to. Całe dnie leniuchowałem na plaży a w nocy szedłem w głąb lasu aby czegoś skosztować. W lesie było bardzo dużo, przeróżnych zwierząt ( oczywiście nie do zjedzenia hihi xd ) roiło się tam od roślin, o przeróżnych kolorach, smaku, wielkości. Każdy spokojnie mogłby znaleść tam coś dla siebie.
Ale dzisiaj coś mnie zaciekawiło.. jakby ktoś lub coś mnie śledziło. Czułem się dość nie pewnie bo nie wiem jak duże zwierzęta żyją w tych lasach. Usłyszałem cichy szelest gdzieś w krzakach, i skoczyłem ku niemu.
Moim oczom ukazała sie postać konia.
- Kim jesteś?! - krzyknąłem
Ktoś chętny ? c: ( przepraszam, że takie krótkie ale nastepnym razem postaram się bardziej xD )
Pewnego dnia dotarłem na plażę, było cicho i spokojnie, idealnie jak dla mnie. Postanowiłem tu zostać na dłuższy czas. Położyłem się na brzegu, a zimne fale obmywały mi nogi. Cichy szum morskich fal był bardzo kojący, dotychczas żyłem w stresie, należała mi się chwila odpoczynku.
Noc była także bardzo spokojna, ogromny księżyc oświetlał przecudne fale dając niewiarygodnie śliczny widok. Kocham takie miejsca.
* 2 tygodnie później *
Możliwe, że zostanę tutaj na dłużej, nie wyobrażam sobie narazie lepszego miejsca niż to. Całe dnie leniuchowałem na plaży a w nocy szedłem w głąb lasu aby czegoś skosztować. W lesie było bardzo dużo, przeróżnych zwierząt ( oczywiście nie do zjedzenia hihi xd ) roiło się tam od roślin, o przeróżnych kolorach, smaku, wielkości. Każdy spokojnie mogłby znaleść tam coś dla siebie.
Ale dzisiaj coś mnie zaciekawiło.. jakby ktoś lub coś mnie śledziło. Czułem się dość nie pewnie bo nie wiem jak duże zwierzęta żyją w tych lasach. Usłyszałem cichy szelest gdzieś w krzakach, i skoczyłem ku niemu.
Moim oczom ukazała sie postać konia.
- Kim jesteś?! - krzyknąłem
Ktoś chętny ? c: ( przepraszam, że takie krótkie ale nastepnym razem postaram się bardziej xD )
piątek, 6 stycznia 2017
Dankan - Morderca
"Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, by go osiągnąć."
IMIĘ: Dankan
PŁEĆ: ♂
WIEK: 3 lata i 4 miesiące
RASA: Pegaz
RANGA: 3
HIERARCHIA: Morderca
GŁOS: ZAYN
MOCE:
~ Jego największą mocą, jest wkradanie się w umysły innych, odkrywanie ich przeszłości. Nic ani nikt się przed nim nie ukryje.
~ Niestety ta zdolność którą zaraz wam przedstawie nie jest do końca opanowana. Ogier potrafi zmieniać kształt swojego ciała czyli zamieniać się w dowolne postacie. Ta umiejętność ( moc ) jest babardzo ale to bardzo pomocna ale zaraz jej nadużycie wyniszcza powoli organizm Dankana.
UMIEJĘTNOŚCI:
• Siła: ★★
• Wytrzymałość: ★★★
• Zwinność: ★★★★
• Szybkość: ★★
• Czujność: ★★★
EKSTERIER:
• Budowa: Masywna, silna, umięśniona.
• Maść: Kara.
• Głowa: Proporcjonalna do resztki ciała.
• Grzywa: Długa, jedwabista, opada lekko na pysk
• Ogon: Długi, gęsty
• Nogi: Silne, długie,
TEMPERAMENT: Po wyglądzie uznacie pewnie ze to zwykły "niegrzeczny chłopiec" i macie rację. Taki właśnie jest, nikogo nie chce wpuścić do swojego świata, agresja i ryzyko to jego drugie imię. Posiada swoje zasady (nawet bardzo brutalne), których się trzyma i jak sobie obiecał, nigdy ich nie złamie. Może wydawać się że jest taki z przypadku ale otóż właśnie nie. Wychował się w złym środowisku, jeżeli tak to mogę ująć. Od małego zaszczepili w nim iskierkę zła, która przez te wszystkie lata, rozwijała się. Musiał się stać takim jakim jest teraz, nie miał innego wyboru. W duszy tak naprawdę jest spokojnym i bardzo czułym ogierem, ale sądzi że nie posiada uczuć a serce ma z kamienia. Nie lubi a wręcz nienawidzi rozmawiać o swojej przeszłości, bardzo dużo chodzi różnych, omylnych pogłosek o niej ale prawdziwą historie zaraz poznacie.
RODZINA: Cała rodzina została zamordowana...
TOWARZYSZ: -
PARTNER: -
HISTORIA: Było jasno. Bardzo jasno. Światło raziło mnie, a przed sobą miałem rozmazany obraz. Słyszałem dużo głosów. Otaczały nas dziwne zwierzęta. O ile to były zwierzęta. W ich głosach można było usłyszeć szczęście. Nie miałem pojęcia co się dzieje. Obok była moja mama. Lizała mnie po czole. Przytuliłem się do niej. Czułem się bezpiecznie, choć dziwne stworzenia burzyły moje poczucie bezpieczeństwa. Leżałem z mamą w jakimś dosyć małym pomieszczeniu. Było tam ciepło i przytulnie, więc nie narzekałem. Postanowiłem wstać. Jednakże nie było to takie proste.
Najpierw dałem dwie przednie nogi wprzód, a później podniosłem zad. Po chwili straciłem równowagę i upadłem. Sytuacja powtarzała się kilka razy. Kurczę. I jak tu teraz iść, jak się stać nie potrafi? Ponowiłem próbę, ale tym razem się udało. W pewnej chwili zgłodniałem. Coś mi powiedziało, że pożywienie znajdę u mamy. Ciepłe mleko pasowało idealnie do stresującej sytuacji. Po jakimś czasie, zwierzęta które nam towarzyszyły odeszły. Byliśmy tylko my. Po upływie około dziesięciu minut mama stwierdziła, że koniec tej uczty. Nie wiem czym i dlaczego, ale strasznie mnie kusiło do spania, więc wtuliłem się w ciepłe ciało klaczy i zasnąłem.
***
I tak wszystko się zaczęło.
Jako nastolatek, zacząłem mieć problemy, poważne problemy. Byłem jednym z 5 członków gangu. Przyczyniłem się razem z nimi do morderstwa, niestety.. wszystko to ustawili tak, że to ja jedyny byłem winowajcą. Uciekli od kary a mnie rada starszych, wygnała ze stada. Straciłem wszystko, dom, rodzine, przyjaciół. Do dziś nie mogę się pogodzić z tym, ze przez nich i przez swoja głupotę zawaliłem sobie życie. Przysiągłem sobie, że odnajdę ich, i odpłacę się za to wszystko.
Najpierw dałem dwie przednie nogi wprzód, a później podniosłem zad. Po chwili straciłem równowagę i upadłem. Sytuacja powtarzała się kilka razy. Kurczę. I jak tu teraz iść, jak się stać nie potrafi? Ponowiłem próbę, ale tym razem się udało. W pewnej chwili zgłodniałem. Coś mi powiedziało, że pożywienie znajdę u mamy. Ciepłe mleko pasowało idealnie do stresującej sytuacji. Po jakimś czasie, zwierzęta które nam towarzyszyły odeszły. Byliśmy tylko my. Po upływie około dziesięciu minut mama stwierdziła, że koniec tej uczty. Nie wiem czym i dlaczego, ale strasznie mnie kusiło do spania, więc wtuliłem się w ciepłe ciało klaczy i zasnąłem.
***
I tak wszystko się zaczęło.
Jako nastolatek, zacząłem mieć problemy, poważne problemy. Byłem jednym z 5 członków gangu. Przyczyniłem się razem z nimi do morderstwa, niestety.. wszystko to ustawili tak, że to ja jedyny byłem winowajcą. Uciekli od kary a mnie rada starszych, wygnała ze stada. Straciłem wszystko, dom, rodzine, przyjaciół. Do dziś nie mogę się pogodzić z tym, ze przez nich i przez swoja głupotę zawaliłem sobie życie. Przysiągłem sobie, że odnajdę ich, i odpłacę się za to wszystko.
KONTAKT: Suczka Lamberta
Subskrybuj:
Posty (Atom)
