~WOJNA, cóż nigdy nie miałem z nią do czynienia, czy to znaczy,że wiodłem szczęśliwe życie? Czy może żyłem w niewiedzy, ze złudnym wrażeniem spokoju? Kto wie. Wydawało mi się, że to wszystko jest obok, że mnie to nie dotyczy, że równie dobrze mógłbym po prostu odejść gdzieś daleko i zapomnieć. Nie. Nie mógłbym zapomnieć. Zapomniałem już wiele, zbyt wiele. W takim razie musiałem poddać się losowi, co innego miałbym zrobić, skoro nie mógłbym zapomnieć? Po dłuższym zastanowieniu nawet jakbym mógł, to nie chcę, nie chcę zapomnieć już o niczym...~
- A więc naszym wrogiem jest Death i jego podwładni? Dużo mi to nie mówi... - Mruknąłem zdenerwowany. Jak niby mam walczyć z kimś o kim nic nie wiem? Wydawało mi się to nie wykonalne, lecz wkrótce mój niepokój miał zostać rozwiany.
- Uwierz, masz szczęście,że nie było dane Ci go poznać, to parszywa istota. - Vena pocieszyła mnie z zawiścią w głosie. - Widocznie nie jest zbytnio lubiany. - pomyślałem.
- No okay, jego podwładni to demony, jak mam z nimi walczyć? - Nadal byłem niepewny.
- Wszystkie chwyty dozwolone, po prostu nie daj się zabić, zabijając przeciwnika. Proste. - Rzekła Marika z błyskiem w oczach. Mimo widocznego uśmieszku widać było w niej niepewność, a wszyscy byli widocznie skonsternowani zaistniałą sytuacją. Czy powinienem wiedzieć coś więcej?
- Czy... Death już kiedyś zawitał na tereny tego stada? I co zrobił, że jest tak znienawidzony? - Spytałem niepewnie. Może to nie czas i miejsce na rozpamiętywanie przeszłości, ale naprawdę chciałem poznać tą historię.
- ,,Zawitał" to cholernie złe określenie. - Tupną Cole z wręcz namacalną nienawiścią. - To trudne, ale rozumiem twoją ciekawość... - Zaczął opowieść.
- To straszne! - Krzyknąłem po wszystkim. Faktycznie, to czego dokonał było straszne, jak ktokolwiek mógł zrobić coś takiego? Nie byłem w stanie tego zrozumieć, ale wiedziałem, że będę walczył z całych sił. Pokochałem to stado, dali mi dom i nadzieję na leprze życie, dzięki TYM wszystkim koniom stojących w TEJ jaskimi miałem szansę na to aby ŻYĆ, a nie tylko PRZETRWAĆ. Po zakończonym spotkaniu ruszyłem przed siebie. Znalazłem niedawno pewne miejsce. Na początku nie wydawało mi się ,,atrakcyjne", ale w tej chwili wiedziałem,że może mieć dla mnie kluczowe znaczenie. Po niedługiej chwili dotarłem do owego miejsca. Nie wiem do końca co to było za miejsce, ani czemu miało służyć, wyglądało jak wysypisko z masą białej broni. Rozglądałem się uważnie. Wpadło mi w oko kilka rzeczy. Moim pierwszym ,,przyjacielem" została niezawodna siekiera, wahałem się chwilę nad bagnetem, ale ostatecznie uznałem, że kordzik będzie lepszy, siekiera byłą wystarczająco ciężka, a nie chciałem się zbytnio spowalniać, więc postanowiłem zdać się również na moje moce. Kiedy już wszystko ładnie spakowałem do torby poczułem, że coś jest nie tak. Ktoś mnie śledzi. Momentalnie zerwałem się w stronę lasu. - Wśród drzew mam przewagę. - Pomyślałem. A oto i on, mój pierwszy przeciwnik.
Demoniczny wilk kroczył pewnie między drzewami wypatrując mnie swoimi przekrwionymi ślepiami. Kiedy znajdował się w korzystnej (dla mnie) pozycji przypuściłem atak. Rzuciłem się z impentem na przeciwnika wbijając siekierę w jego nogę. Rykną przeraźliwie. Zaatakował mnie pazurami. Unieruchomiłem go. Chwyciłem kordzik i już miałem zakończyć jego żywot, kiedy nagle zrzucił mnie z siebie. Teraz to on był w ,,wygranym" położeniu. Patrzył na mnie z pogardą. -To jeszcze nie koniec! - Rzuciłem wściekle i wbiłem kordzik w jego klatkę piersiową. Zawył i ugryzł mnie w kark. Przeciągnąłem kordzik po jego ciele czując, że jego chwyt powoli słabnie, aż w końcu opadł bezwładnie na ziemię. Wstałem i patrzyłem na niego. Leżał żałośnie w trawie poplamionej krwią, nadal z posępną miną. Byłem trochę podrapany i miałem ranę na barku. - Zagoi się. - Pomyślałem ze spokojem. Nie była głęboka, ale były na niej dobrze widoczne ślady kłów. Nagle usłyszałem jakby niemy pisk. - Charme... - Szepnąłem z przerażeniem i bez zastanowienie zerwałem się w stronę pisku. Cwałowałem ile sił w nogach, bez opamiętania. Przemieniłem się i momentalnie wzbiłem w powietrze. Rozejrzałem się szybko i dostrzegłem... Charme przyparta do drzewa, a do niej zbliżał się demon. Również był to wilk. Rzuciłem się w ich stronę zwalając wilka z nóg. Atakowałem wszystkim co miałem w zanadrzu. Wszystko działo się tak szybko, że nawet sam nie wiedziałem co właściwie się dzieje. Demon oczywiście nie pozostawał bierny. Bronił się, również, wszystkim co miał, ale ja nawet nie zwracałem uwagi na jego ataki. Byłem jak w amoku, rozwścieczony i niepoczytalny. Wilk walczył zacieńcie. Miałem ogromną rządzę dokonania na nim mordu, nic nie mogło mnie powstrzymać. W końcu demoniczna kreatura padła, ale ja jeszcze przez jakiś czas poniewierałem jego zwłoki. ~ Już nie żyje...~ Usłyszałem melodyjny głosik Charme. Zastygłem. Dyszałem ciężko. Przyjrzałem się zmasakrowanym zwłokom, po czym powoli odwróciłem wzrok ku stojącej obok sarence. Patrzyła beznamiętnie na całą sytuację. - Nic Ci nie jest? - Spytałem troskliwie uspokajając oddech. ~ Nie. ~ Powiedziała to całkowicie bez wyrazu. Zerknąłem na ciało demona. - Chodźmy stąd, nie chcę, abyś na to patrzyła. - Powoli wstałem. Poczułem ból na całym ciele. Z trudnością powstrzymałem się od syku. Delikatnie popchnąłem moją towarzyszkę, aby szła do przodu. Nie chciałem, aby patrzyła na moje rany. Szliśmy chwilę w ciszy przez las. Nie wiedziałem zbytnio gdzie jesteśmy, ale Charme wydawała się znać okolice. Po krótkiej chwili dotarliśmy do Jeziora Siedmiu Księżyców. Było doprawdy pięknie, był bardzo wczesny ranek, może 3.00, 4.00. Wpatrywałem się w taflę wody z zachwytem. Cała wściekłość stopniowo ze mnie odeszła. ~ Zmyj krew, musisz opatrzyć rany. ~ Usłyszałem głosik Charme. Spojrzałem się po sobie. Faktycznie byłem cały we krwi i błocie. Speszony wszedłem do wody. Kiedy wszystko ze mnie spłynęło mogłem dokładnie dostrzec wszystkie ,,straty własne". Miałem głębszą niż wcześniej ranę na barku, trochę pochlastaną klatkę piersiową, kilka delikatnych ran na nogach i zadrapania. Uniosłem wzrok ku Charme stojącej u brzegu jeziora. Wpatrywała się we mnie z konsternacją.
- Nic mi nie jest. - Uśmiechnąłem się beztrosko.
~ A w pysk chcesz? ~ Usłyszałem ku mojemu zaskoczeniu.
- Odkąd jesteś taka niemiła? - Podszedłem energicznie w jej stronę.
~ Martwię się... to wszystko moja wina. ~ Spuściła wzrok.
- Hej... nieprawa, przecież wiesz, że to ja jestem idiotą. - Pocałowałem ją w czółko.
~ Powinnam być ostrożniejsza...
- To ja się Tobą zająłem i to ja o Ciebie dbam, robię to z własnej, nie przymuszonej woli, więc...hej nie martw się.
~ Tym razem to ja zadbam o Ciebie. ~ ,,Powiedziała" pewnie.
- Hymm...? - Charme zdjęła z siebie torbę, której wcześniej nie zauważyłem i zaczęła czegoś w niej szukać. Po chwili wyciągnęła kilka ,,ciekawych rzeczy", podeszła do mnie i zaczęła opatrywać moje rany.
- Znasz się na medycynie?
~ Hobby... ~ I znów wróciła bezkompromisowa, cicha Charme. Nie powiem, zaskoczyła mnie tym.
C.D.N. ( Już myślałam, że tego nie skończę. :d Hymm... min. 150 słów, ZASZALEJMY, walnijmy 1150 :') )
Duża rana na karku -9HP
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galant. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 listopada 2016
środa, 26 października 2016
Od Galanta CD Death Angel
Klacz prowadziła mnie przez ciemny las. Rozglądałem się uważnie wokoło. Hmm... Stwory żądne krwi i śmierci, brzmi ciekawie. Kroczyłem pewnie obok klaczy. Po jakimś czasie dotarliśmy na plażę. Późnym wieczorem jest tu jeszcze piękniej, coś czuję, że naprawdę polubię to miejsce. Uśmiechnąłem się i spojrzałem na Death. Przyglądała mi się z konsternacją. Jej wzrok był zabójczy, mimo to nie oderwałem od niej oczu.
- To piękne miejsce. - Powiedziałem ściszonym głosem przerywając ciszę.
- Tak, piękne. - Rzekła klaczy i nieoczekiwanie podeszła bliżej wody. Ruszyłem za nią. Przyglądała się skupiona swojemu odbiciu w wodzie. Podszedłem ostrożnie bliżej, po czym z premedytacją ochlapałem ją wodą i szybko odbiegłem na bezpieczną odległość. Spojrzała na mnie wściekła.
- Ty... - Warknęła. -Jak śmiałeś! Pożałujesz tego. - Zaczęła biec w moją stronę. Goniliśmy się przez jakiś czas.
- Mówiłem ci już...
- Nic do mnie nie mów. - Przerwała mi.
- Jesteś urocza, kiedy się wciekasz.
- Jeszcze nie widziałeś mnie naprawdę wściekłej.
- I chyba wolałbym tego uniknąć. - Zaśmiałem się.
- Jak Cię już złapię nie będzie Ci do śmiechu! - Biegałem i biegałem... Ona się chyba nigdy nie zmęczy.
- Dobra, czekaj, mam propozycję! - Zaryzykowałem zatrzymując się. Niefortunnie klacz na mnie wpadła, przekoziołkowaliśmy się aż do wody. Otworzyłem oczy. Death wisiała nade mną z szyderczym uśmiechem.
- No, to teraz pożałujesz. - Zaczęła mnie bezlitośnie chlapać z wszystkich stron.
- Nie, błagam o przebaczenie! - Bełkotałem śmiejąc się w duszy.
- Być może ci wybaczę, być może. - Mówiła wstając i otrzepująć się.
- Niezmiernie pragnę twego przebaczenia. - Odpowiedziełem wstając. Byłem cały mokry, Death Angel zresztą też. Spojżeliśmy sie po sobie, wtedy wybuchłem śmiechem.
- No i z czego się tak śmiejesz?
- Nie nic... - Otrzepałem się z wody. Nagle coś się zmieniło. Klacz stała się jakby... zdenerwowana?
- Hej, coś się stało? - Spytałem zmieszany.
- Myślę, że powinieneś już iść... - Odpowiedziała obojętnie.
- Cz-czemu...? - Zdziwiłem się
- Idź już proszę! - Krzyknęła. o nie, jestem zbyt uparty.
- Nie. -Rzuciłem z troską.
Death? ^^
czwartek, 20 października 2016
Od Galanta CD Death Angel
- Ok. To do nie zobaczenia! - Odparła z entuzjazmem klacz, po czym obróciła się na pięcie i odeszła w przeciwną stronę.
~To już koniec wycieczki?~ Spojrzałem na Charme.
-Wygląda na to, że tak. - Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku iż tak na prawdę mam jeszcze mnóstwo energii i nie powiem jasna klacz mocno mnie zaintrygowała.
- Na pewno dla Ciebie. -Sergłęm wpatrujące się we mnie z konsternacją stworzonko. Charme jest taka urocza.
~Ale jak to...?~ Zdziwiła się przeciągając każde słowo.
-Jesteś zmęczona, Widzisz tamto drzewo? - Wskazałem na stojącą po środku polany nie opodal jabłonkę.
-Zostań tam, niedługo wrócę. - Uśmiechnąłem się do mojej towarzyszki i pocałowałem ją delikatnie w czółko, po czym odwróciłem się w stronę miejsca, gdzie ostatni raz widziałem klacz.
~Nie rób głupstw...~ To było ostatnie co tego dnia powiedziała do mnie Charme. Pogalopowałem przed siebie chcąc dogonić Death Angel. Po nie długiej chwili usłyszałem kroki, to była ona. Zwolniłem, mknąłem teraz zwinnie miedzy drzewami. Słyszałem ją, była w odległości ok. 20 m. -Idealnie.- Powiedziałem sobie w myślach. Kroczyłem za nią przez jakieś 10 minut. Zacząłem myśleć o tym, co ,,powiedziała" mi moja sarenka. Rozumiem, że czasami bywam nieco nierozważny, czy nazbyt beztroski, ale nie głupi, o co jej chodziło z tym nierobieniem głupstw. Potrząsnąłem głową. Nie, nie, nie. Muszę się skupić. Angel jest czujna i nieufna, nie chcę jej wystraszyć, mogłoby się to dla mnie źle skończyć. W końcu znalazłem się w takiej pozycji, że widziałem ją, ale ona nie widziała mnie. Czuła moją obecność, rozglądała się niespokojnie. Była sama, widocznie zdenerwowana.
Death Angel? Ja nie rozumić co znaczyć ,,NIE" xD
~~~~~~~~~~
P.S. Tym: ~abcd~ będę od teraz zaznaczać, kiedy odzywa się Charme, w ten sposób będzie mi łatwiej ;)
P.S.2 Przy okazji naprawdę przepraszam za nieobecność. (Jestem w trudnej sytuacji rodzinnej). Po tym opowiadaniu styl pisania może się minimalnie zmienić (będzie je pisała moja dziewczyna, na howrse to jej konto, więc nm sprawy z komunikacją jak coś) do czasu, kiedy znajdę czas i chęci. :)
~To już koniec wycieczki?~ Spojrzałem na Charme.
-Wygląda na to, że tak. - Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku iż tak na prawdę mam jeszcze mnóstwo energii i nie powiem jasna klacz mocno mnie zaintrygowała.
- Na pewno dla Ciebie. -Sergłęm wpatrujące się we mnie z konsternacją stworzonko. Charme jest taka urocza.
~Ale jak to...?~ Zdziwiła się przeciągając każde słowo.
-Jesteś zmęczona, Widzisz tamto drzewo? - Wskazałem na stojącą po środku polany nie opodal jabłonkę.
-Zostań tam, niedługo wrócę. - Uśmiechnąłem się do mojej towarzyszki i pocałowałem ją delikatnie w czółko, po czym odwróciłem się w stronę miejsca, gdzie ostatni raz widziałem klacz.
~Nie rób głupstw...~ To było ostatnie co tego dnia powiedziała do mnie Charme. Pogalopowałem przed siebie chcąc dogonić Death Angel. Po nie długiej chwili usłyszałem kroki, to była ona. Zwolniłem, mknąłem teraz zwinnie miedzy drzewami. Słyszałem ją, była w odległości ok. 20 m. -Idealnie.- Powiedziałem sobie w myślach. Kroczyłem za nią przez jakieś 10 minut. Zacząłem myśleć o tym, co ,,powiedziała" mi moja sarenka. Rozumiem, że czasami bywam nieco nierozważny, czy nazbyt beztroski, ale nie głupi, o co jej chodziło z tym nierobieniem głupstw. Potrząsnąłem głową. Nie, nie, nie. Muszę się skupić. Angel jest czujna i nieufna, nie chcę jej wystraszyć, mogłoby się to dla mnie źle skończyć. W końcu znalazłem się w takiej pozycji, że widziałem ją, ale ona nie widziała mnie. Czuła moją obecność, rozglądała się niespokojnie. Była sama, widocznie zdenerwowana.
Death Angel? Ja nie rozumić co znaczyć ,,NIE" xD
~~~~~~~~~~
P.S. Tym: ~abcd~ będę od teraz zaznaczać, kiedy odzywa się Charme, w ten sposób będzie mi łatwiej ;)
P.S.2 Przy okazji naprawdę przepraszam za nieobecność. (Jestem w trudnej sytuacji rodzinnej). Po tym opowiadaniu styl pisania może się minimalnie zmienić (będzie je pisała moja dziewczyna, na howrse to jej konto, więc nm sprawy z komunikacją jak coś) do czasu, kiedy znajdę czas i chęci. :)
piątek, 7 października 2016
Od Galanta CD Veny
- Hej. -Zdyszana, siwa klacz zwróciła się do Veny, po czym spojrzała na mnie badawczo.
- Co Ci się znowu stało? - Zapytała nieco skonsternowana Vena.
- Kto to? - Wskazała na mnie. Vena już chciała zacząć wyjaśniać, kiedy szybko dałem odpowiedź siwej, bodajże Marice.
- Galant jestem. - Powiedziałem gładko i dodałem po chwili. - Nowy mieszkaniec tego pięknego miejsca. - Marika uśmiechnęła się sympatycznie.
- Witamy! - Posłała mi przyjemne spojrzenie.
- Nadal nie wiemy co Ci się stało. - Vena ponowiła pytanie.
- Nie uwierzysz! - Zareagowała tak, jakby właśnie przypomniała sobie, że porwali ją kosmici. - Lód!
- Jaki znowu lód? - Zdziwiła się łaciata klacz. Zaczęło mi coś dzwonić, tylko wtedy jeszcze nie za bardzo wiedziałem w którym kościele.
- No na jeziorze, zamarzło. - W tym właśnie momencie zorientowałem się, że najprawdopodobniej to moje dzieło. No tak, przecież przechodziłem z Charme przez jezioro. Obie klacze dyskutowały energicznie.
- Emm... - wtrąciłem się. - To... moja sprawka. - Speszyłem się lekko. Klacze spojrzały na mnie pytająco. - To moja moc, zresztą... - Po tych słowach przemieniłem się. Moje oczy i kopyta rozjaśniły się, przy łopatkach pojawiły mocne skrzydła, a na łbie wyrósł lśniący róg. Emanowałam śnieżnobiałym światłem. Wzrok moich rozmówczyń lustrował mnie uważnie. Uśmiechnąłem się miło, podszedłem do pobliskiego drzewa zostawiając za sobą miękki, biały puch i stuknąłem w nie kopytem, kora w tym miejscu pokryła się lodem.
- Widzicie? - Mówiłem spokojnie wpatrując się uważnie to na Marikę, to na Venę
Vena? Maika?
Od Galanta CD Death Angel
- Wiesz, co należy do twoich obowiązków jako zwiadowcy? - Dodał po chwili ogier. Zastanowiłem się chwilę, po czym odparłem.
- Tak, raczej tak. - W sumie to stanowisko mi jak najbardziej odpowiada, Jestem szybki i czujny, z kamuflażem też nie powinienem mieć problemu, więc czemu nie.
- Ok, myślę, że na razie nie mam do Ciebie więcej żadnych pytań. - Uśmiechną się miło, po czym zwrócił się do Death Angel. - Mogłabyś go oprowadzić i opowiedzieć trochę o stadzie? - Okazała lekkie niezadowolenie, ale mimo to zgodziła się bez szemrania. Zerknąłem na bawiącą się Charme i mimowolnie się uśmiechnąłem. Wyglądała tak beztrosko bawiąc się z białym lisem. Jest nieufna i raczej zamknięta w sobie, a jednak była wstanie całkowicie oddać się zabawie z nowo poznanym znajomym. Spojrzałem się na moją ,,przewodniczkę", ona także patrzyła z konsternacją na naszych pupili.
- To co, idziemy? - Rzuciła po chwili.
- Ależ oczywiście. - Spojrzałem na nią pewnie.
- Chodź. - Zwróciła się do chowańca.
- Charme. - Zawołałem miękko, po czym ruszyliśmy przed siebie. Czułem się już całkiem swobodnie, więc pozwoliłem sobie na iście bliżej nowej znajomej.
- Podoba mi się tu. - Szepnęła Charme.
- Mi też. - Powiedziałem to tak cicho jak tylko mogłem. Mój wzrok powędrował ku klaczy. Dalej szła niewzruszona. Uff... Nie słyszała mnie. Nie chciałbym, aby pierwsza poznana mi tu osoba uznała mnie za gadającego do siebie dziwaka. Wcześniej nie zwracałem na to uwagi, ale używany przez Charme sposób komunikacji może być dość problematyczny. Kroczyłem coraz pewniej i za razem energiczniej. Rozglądałem się uważnie. Szliśmy przez piękny, dziki las.
- Miejsce, w którym aktualnie się znajdujemy to Sunny Forest. - Bułana klacz niepewnie przerwała ciszę.
Angel?
czwartek, 6 października 2016
Od Galanta CD Death Angel
Klacz prowadziła mnie przez las. Całą drogę szedłem za nią zachowując bezpieczny dystans. Przyznam, iż była ,,trochę" jakby przerażająca? Gdy tak szliśmy miałem okazję aby lepiej jej się przyjrzeć, zauważyłem, że jest dość umięśniona jak na klacz, ale to dawało jeszcze większy kontrast jej barwnej postaci. Pomimo tego iż mnie z deka przerażała to gdyby się tak bliżej przyjrzeć to naprawdę piękna i delikatna klacz. Mimo wszystko zostawałem czujny. Po niedługiej chwili zatrzymaliśmy się przy jakiejś jaskini.
- Zostań tu i nie próbuj żadnych sztuczek. - Warknęła, po czym na chwilę zniknęła w odmętach ciemnej jaskini. Miałem chwilę na przeanalizowanie zaistniałej sytuacji. Myślałem, czy może nie lepiej byłoby w tej chwili po prostu uciec, ale z drugiej strony to przecież nic nie mam to stracenia. Wtem klacz wyszła z jaskini wraz z postawnym, karym, skrzydlatym ogierem.
- To on. - Wskazała na mnie klacz.
- Galant, tak? - Ogier zwrócił się do mnie. Wyglądał przyjaźnie, więc nieco się rozluźniłem.
- Tak. - Odparłem krótko.
- Jestem Cole, przywódca King of the Hill, a to Death Angel. - Kiwną na klacz, która stała z wręcz namacalnym zdystansowaniem. Gdy zobaczyłem jej poważną i lekko naburmuszoną minę na tej ślicznej twarzyczce ledwo powstrzymałem śmiech i jedynie lekko się uśmiechnąłem. Wyglądała jak małe dziecko niezadowolone z nowej zabawki. Czułem, że nie są wrogo nastawieni. Zagwizdałem i momentalnie zjawiła się przy mnie Charme.
- To Charme, moja towarzyszka. - Wskazałem na jelonka.
Death Angel? Cole?
Od Galanta CD Veny
Klacz wyglądała na nieco wytrąconą z równowagi, ale pomimo wszystko opanowaną. Już od pierwszych wypowiedzianych przez nią słów wydała mi się sympatyczna, ale i stanowcza.
- Vena, klacz Dowódca Szpiegów ze obszernego stada Kings of the Hill. Czego tu szukasz? - Lustrowała mnie wzrokiem.
- J-Ja chciałem tylko odpocząć, przepraszam, jeżeli sprawiam kłopot, ale mógłbym tu zostać choć tę jedną noc? - Patrzyłem jej prosto w oczy chcąc wzbudzić w niej zaufanie.
- Gdzie zmierzasz i co masz zamiar tu robić? - Zapytała wymijająco. Zerkłem na Charme, która stała nieugięta obok mnie.
- Hymm...? - Vena domagała się odpowiedzi.
- Dokąd zmierzam? Trudne pytanie. - Odpowiedziałem specjalnie się z nią drocząc. Patrzyła na mnie, a zdenerwowanie widocznie w niej narastało. - Tak naprawdę to do nikąd, nie mam jeszcze swojego miejsca, do którego bym wracał. - Dodałem po chwili spokojnym, przyciszonym głosem. Jej wzrok widocznie okazał zaciekawienie, a zdenerwowanie powoli odpuszczało.
- Jak to? - Odparła w taki sposób, że przez chwilę odebrało mi zdolność mowy. Wcześniej tego nie zauważyłem, ale nowo poznana mi klacz miała naprawdę piękny głos, taki spokojny i melodyjny. Po chwili ocknąłem się.
- Cóż... - Przez chwilę zastanawiałem się co tak właściwie mam jej powiedzieć. - Bywa. - To było jedyne słowo, które przyszło mi na myśl.
- Ufam jej... - Nagle w mojej głowie zabrzmiał słodki, cichutki głosik mojego maleńkiego jelonka. Odwróciłem wzrok w jej stronę i posłałem jej delikatny uśmiech.
Vena?
środa, 5 października 2016
Od Galanta - Nowy początek
- Gdzie byłeś? - Usłyszałem w mojej głowie. Zerknąłem na Charme, patrzyła na mnie pytająco.
- Nieważne. - Odparłem z niechęcią.
- Długo Cię nie było, co u Nich robiłeś, co Oni Ci zrobili? - Nieugięta drążyła temat.
- Nie chcę o tym rozmawiać. - O ile można to nazwać ,,rozmową", swoją drogą to musi śmiesznie wyglądać, kiedy moja mała towarzyszka milczy, a ja mówię jakby sam do siebie.
- Ok... ale kiedyś mi o tym opowiesz tak? - Dodała po chwili ciszy. Uff... Odpuściła. Spojrzałem na nią z troską i odparłem cicho, lekko łamiącym się głosem:
- Tak. - W sumie to nawet sam do końca nie wiem co się ze mną działo, nie rozumiem i nie wiem, czy chcę rozumieć. Szliśmy przez las w ciszy, oboje pogrążeni w swoich myślach. Zastanawiałem się nad sobą, nad moim życiem, nad tym jak mało o sobie wiem, o mojej rodzinie, o Charme. Ukradkiem spojrzałem na jelonka po mojej lewej stronie. Lustrowała mnie uważnie. Momentalnie, speszony odwróciłem wzrok. Kroczyliśmy dalej. Gdzie? No właśnie, gdzie? W tym momencie dotarło do mnie, że nie mam dokąd pójść, nie mam żadnego domu, żadnego miejsca na ziemi. Posmutniałem. Charme to zauważyła i postanowiła przerwać ciszę.
- Pięknie tutaj. - Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało. Rozejrzałem się. Nawet nie zauważyłem, kiedy las zmienił się w piękny, dziki sad, pełen różowych pąków.
- Wiśnie... - Mruknąłem, podziwiając miejsce, w którym się znaleźliśmy. - Może na chwilę się zatrzymamy, ile już idziemy?
- Tak z cztery godziny?
- Co!? - Byłem tak zadumany, że straciłem łączność ze światem... jejku. - Na pewno jesteś bardzo zmęczona. - Rzuciłem zrywając jedną z gałązek, po czym rzuciłem ją w stronę Charme. Uwielbia kwiaty wiśni, nie tylko ze względu na ich piękno... Położyłem się pod jednym z drzew i obserwowałem jak małe, urocze stworzonko pochłania swój przysmak. Zastanawiałem się co teraz zrobić, nie chciałem się wiecznie błąkać, ale w sumie to nie miałem innego wyjścia. Kiedy Charme skończyła swój posiłek ruszyliśmy dalej. Po niedługim marszu trafiliśmy na piękną plażę. Zaczynało się ściemniać, więc mieliśmy naprawdę piękny widok. Od bardzo dawna nie widziałem zachodu słońca. To było jak miód, który osłodził moje ostatnimi czasy gorzkie życie. Stanęliśmy i zaczęliśmy wpatrywać się w horyzont, a na mojej twarzy pojawił się niemądry uśmiech. Nagle usłyszałem ciche kroki. Uznałem to za wybryk mojej wyczulonej wyobraźni.
- Kim jesteś? - To niespodziewane pytanie wyrwało mnie z zadumy. Odwróciłem się szybko gotowy chyba na wszystko...
Ktoś chętny dokończyć? ^^
wtorek, 4 października 2016
Galant - Zwiadowca
"Świat to trudne miejsce. Jemu nie zależy. Choć nie żywi
nienawiści do ciebie i do mnie, nie darzy nas też miłością. Dzieją się
na nim rzeczy straszne, których nie można wytłumaczyć. [...] Świat cię
nie kocha. [...] Pamiętaj jednak, żeby robić swoje. Takie masz
zadanie na tym trudnym świecie, musisz podtrzymywać swoją miłość i
robić swoje choćby nie wiem co."
IMIĘ: Galant
PŁEĆ: ♂
WIEK: 3 lata 5 miesięcy
RASA: Koń, może zmienić się w skrzydlatego jednorożca
RANGA: 3
HIERARCHIA: Zwiadowca
GŁOS: Maciej Balcar
MOCE:
*Kiedy chodzi po wodzie (w niezmienionej formie) zostawia za sobą lód, po zmianie jest w tz. pełnym użyciu mocy: chodząc (niezależnie już od powierzchni) zostawia za sobą lód i śnieg, a kiedy wzbije się z powietrze z jego kopyt i skrzydeł sypią się lśniące płatki śniegu
*Lód jest jego żywiołem, może ,,bawić się" nim jak tylko zechce
*Potrafi, jak tafla lodu stać się czyimś odbiciem - nie tylko może posiąść czyjś wygląd( to akurat na krótki okres czasu max. 2 dni, ale jest to dla niego bardzo wyczerpujące), ale także (co robi często nieświadomie) nabrać czyichś nawyków, czy charakterystycznych cech charakteru (tu także jedynie na jakiś konkretny okres czasu, choć dłuższy niż przy wyglądzie)
UMIEJĘTNOŚCI:
• Siła: ★★★
• Wytrzymałość: ★★★★
• Zwinność: ★★★
• Szybkość: ★★★★
• Czujność: ★★★★★
EKSTERIER:
• Budowa: Na pierwszy rzut oka to takie chucherko troszku, ale niech was pozory nie zmylą, ma mocno umięśnione i wygimnastykowane nogi i podobnie mocną szyję i grzbiet
• Maść: Kara z delikatną odmianą na brzuchu i latarnią na pysku z wycięciem w kształcie karo na chrapach
• Głowa: Proporcjonalna, o prostym profilu, bursztynowe, kontrastujące oczy
• Grzywa: Długa, lekko przerzedzona
• Ogon: Trochę gęstszy niż grzywa, długi, matowy
• Nogi: To zdecydowanie jego atut. Silne, długie, kopyta wytrzymałe i mocne
TEMPERAMENT:
Galant jest z reguły energiczny, beztroski i wesoły, choć w głębi duszy jest bardzo skryty i nieufny. To także bardzo ambitny i sympatyczny koń, każdego dnia stara się być coraz lepszą wersją siebie. Nigdy się nie poddaje, jest uparty i niezłomny. Przebył długą wędrówkę, która pozostawiła po sobie duży wkład w jego charakter, stał się bardzo czujny, tajemniczy (nie mówi o sobie za wiele) i opanowany nawet w kryzysowych sytuacjach. Jest romantykiem, ooo tak... zawsze ciągło go do klaczy, być może dlatego, że nie miał z nimi zbyt dużo do czynienia, intrygują go, ciekawią, a on ma w sobie coś takiego, co je onieśmiela, jednakże jeszcze żadna nie była w stanie zrozumieć jego pokręconej duszy i dotrzeć do jego wnętrza, można powiedzieć,że jest jak zbłąkany Romeo szukający swojej Julii. Wielu uważa, że nie ma żadnych zahamowań, jeżeli ktoś przypadnie mu do gustu - nie da mu żyć. Zawsze stara się każdemu dać szansę na bycie sobą, nie lubi, gdy ktoś przy nim udaje kogoś kim nie jest.
RODZINA: Zna tylko swoich dwóch braci: Shouna i Glasa, matkę - Grace jedynie z opowieści braci
TOWARZYSZ: Charme
PARTNER: Julio przyjdź do mnie!
HISTORIA: Nie pamiętam swojego wczesnego dzieciństwa, moje pierwsze wspomnienia związane są z wędrówką wraz z braćmi, najstarszym Glasem i ,,średnim" Shounem, miałem wtedy jakiś rok. Często pytałem braci o swoją przeszłość, ale oni unikali tematu, jedynie czasami wspominali o Grace, mówili, że była naprawdę wspaniałą klaczą. Przemierzaliśmy razem świat, sami, tylko we trójkę, nie wiedziałem, nie rozumiałem dlaczego. Pewnego dnia kiedy przeprawialiśmy się przez góry spotkałem Charme, była taka malutka, biedna, wyglądała jakby za chwilę miała się roztopić, a było to gorące lato. Miałem wtedy 2 i pół roku, umiałem już używać swoich mocy, to była chwila, impuls, obsypałem jej ciało delikatnie odrobiną śniegu, jej stan delikatnie się poprawił. Tej nocy zostałem przy niej, razem z braćmi ustaliliśmy, że to czas, aby każdy poszedł w swoją stronę, tak też zrobiliśmy, moi bracia poszli: Shoun na wschód, Glas na zachód, ja zaś zostałem przy Charme. Z czasem przyszła jesień, stan maleńkiej istotki z każdym dniem był coraz lepszy, aż w końcu ,,odżyła", zostaliśmy w górach do zimy, przez ten czas między nami zawiązała się głęboka więź, staliśmy się nie rozłączni. Gdy nadeszła zima postanowiłem zabrać ze sobą Charme i ruszyć w dalszą podróż, w wieku 3 lat dotarłem do naprawdę dziwnego miejsca, było to całkowite odludzie, ogromny las, a w jego głębi jakiś duży obiekt stworzony przez ludzi, mnóstwo ich się tam kręciło, niektórzy w białych fartuchach, inni ubrani względnie ,,normalnie", lecz z metalowymi kończynami. Postanowiłem się do nich zbliżyć, gdy mnie zauważyli nie wykazywali żadnych wrogich zamiarów, z czasem coraz odważniej się do nich zbliżałem, byłem coraz pewniejszy. Zawsze gdy do nich chodziłem Charme zostawała w lesie, była nie ufna, ale mówiła, że nie wydają jej się niebezpieczny. W końcu zacząłem dawać im się dotykać, głaskali mnie, bawili się ze mną. Polubiłem to miejsce, chciałem tam zostać. Na skraju lasu były tory, często przez nie przechodziłem, aby zrywać kwiaty wiśni dla Charme, które rosły po drugiej stronie. Pewnego dnia nie wróciłem z kwiatami, nie poszedłem również do ludzi, tego dna wydarzył się wypadek. Kiedy przechodziłem przez tory nie zauważyłem nadjeżdżającej maszyny, kiedy usłyszałem hałas zacząłem uciekać, ale potknąłem się i moja lewa tylna noga została wciągnięta między tory a maszynę, została kompletnie pokiereszowana, leżałem tam nawet sam nie wiem ile, czując przeszywający ból, ale nadal byłem pełen nadziei, chciałem iść dalej, zanieść Charme kwiaty, iść do moich ludzkich przyjaciół. W końcu zasnąłem... Gdy się obudziłem byłem na terenie ludzkiego obiektu w lesie, leżałem, nade mną stało kilka osób w fartuchach. Nie czułem już bólu , podniosłem łeb, moja noga była, mogłem nią poruszać, ale była inna, metalowa. Spędziłem na terenie obiektu kilka miesięcy. Moja sprawność wróciła do stanu jak sprzed wypadku, a z czasem moja noga zaczęła wyglądać jak wcześniej. Któregoś dnia ludzie, którzy się mną opiekowali wyprowadzili mnie do lasu i zaczęli wyganiać, nie wiedziałem o co im chodzi, w końcu jednak zacząłem biec. W lesie odnalazłem Charme, bardzo się martwiła. Uznałem, że nie możemy tu dłużej zostać, ruszyliśmy dalej... C.D.N.
KONTAKT: Ola009m
![]() |
| Podczas użycia mocy. |
PŁEĆ: ♂
WIEK: 3 lata 5 miesięcy
RASA: Koń, może zmienić się w skrzydlatego jednorożca
RANGA: 3
HIERARCHIA: Zwiadowca
GŁOS: Maciej Balcar
MOCE:
*Kiedy chodzi po wodzie (w niezmienionej formie) zostawia za sobą lód, po zmianie jest w tz. pełnym użyciu mocy: chodząc (niezależnie już od powierzchni) zostawia za sobą lód i śnieg, a kiedy wzbije się z powietrze z jego kopyt i skrzydeł sypią się lśniące płatki śniegu
*Lód jest jego żywiołem, może ,,bawić się" nim jak tylko zechce
*Potrafi, jak tafla lodu stać się czyimś odbiciem - nie tylko może posiąść czyjś wygląd( to akurat na krótki okres czasu max. 2 dni, ale jest to dla niego bardzo wyczerpujące), ale także (co robi często nieświadomie) nabrać czyichś nawyków, czy charakterystycznych cech charakteru (tu także jedynie na jakiś konkretny okres czasu, choć dłuższy niż przy wyglądzie)
UMIEJĘTNOŚCI:
• Siła: ★★★
• Wytrzymałość: ★★★★
• Zwinność: ★★★
• Szybkość: ★★★★
• Czujność: ★★★★★
EKSTERIER:
• Budowa: Na pierwszy rzut oka to takie chucherko troszku, ale niech was pozory nie zmylą, ma mocno umięśnione i wygimnastykowane nogi i podobnie mocną szyję i grzbiet
• Maść: Kara z delikatną odmianą na brzuchu i latarnią na pysku z wycięciem w kształcie karo na chrapach
• Głowa: Proporcjonalna, o prostym profilu, bursztynowe, kontrastujące oczy
• Grzywa: Długa, lekko przerzedzona
• Ogon: Trochę gęstszy niż grzywa, długi, matowy
• Nogi: To zdecydowanie jego atut. Silne, długie, kopyta wytrzymałe i mocne
TEMPERAMENT:
Galant jest z reguły energiczny, beztroski i wesoły, choć w głębi duszy jest bardzo skryty i nieufny. To także bardzo ambitny i sympatyczny koń, każdego dnia stara się być coraz lepszą wersją siebie. Nigdy się nie poddaje, jest uparty i niezłomny. Przebył długą wędrówkę, która pozostawiła po sobie duży wkład w jego charakter, stał się bardzo czujny, tajemniczy (nie mówi o sobie za wiele) i opanowany nawet w kryzysowych sytuacjach. Jest romantykiem, ooo tak... zawsze ciągło go do klaczy, być może dlatego, że nie miał z nimi zbyt dużo do czynienia, intrygują go, ciekawią, a on ma w sobie coś takiego, co je onieśmiela, jednakże jeszcze żadna nie była w stanie zrozumieć jego pokręconej duszy i dotrzeć do jego wnętrza, można powiedzieć,że jest jak zbłąkany Romeo szukający swojej Julii. Wielu uważa, że nie ma żadnych zahamowań, jeżeli ktoś przypadnie mu do gustu - nie da mu żyć. Zawsze stara się każdemu dać szansę na bycie sobą, nie lubi, gdy ktoś przy nim udaje kogoś kim nie jest.
RODZINA: Zna tylko swoich dwóch braci: Shouna i Glasa, matkę - Grace jedynie z opowieści braci
TOWARZYSZ: Charme
PARTNER: Julio przyjdź do mnie!
HISTORIA: Nie pamiętam swojego wczesnego dzieciństwa, moje pierwsze wspomnienia związane są z wędrówką wraz z braćmi, najstarszym Glasem i ,,średnim" Shounem, miałem wtedy jakiś rok. Często pytałem braci o swoją przeszłość, ale oni unikali tematu, jedynie czasami wspominali o Grace, mówili, że była naprawdę wspaniałą klaczą. Przemierzaliśmy razem świat, sami, tylko we trójkę, nie wiedziałem, nie rozumiałem dlaczego. Pewnego dnia kiedy przeprawialiśmy się przez góry spotkałem Charme, była taka malutka, biedna, wyglądała jakby za chwilę miała się roztopić, a było to gorące lato. Miałem wtedy 2 i pół roku, umiałem już używać swoich mocy, to była chwila, impuls, obsypałem jej ciało delikatnie odrobiną śniegu, jej stan delikatnie się poprawił. Tej nocy zostałem przy niej, razem z braćmi ustaliliśmy, że to czas, aby każdy poszedł w swoją stronę, tak też zrobiliśmy, moi bracia poszli: Shoun na wschód, Glas na zachód, ja zaś zostałem przy Charme. Z czasem przyszła jesień, stan maleńkiej istotki z każdym dniem był coraz lepszy, aż w końcu ,,odżyła", zostaliśmy w górach do zimy, przez ten czas między nami zawiązała się głęboka więź, staliśmy się nie rozłączni. Gdy nadeszła zima postanowiłem zabrać ze sobą Charme i ruszyć w dalszą podróż, w wieku 3 lat dotarłem do naprawdę dziwnego miejsca, było to całkowite odludzie, ogromny las, a w jego głębi jakiś duży obiekt stworzony przez ludzi, mnóstwo ich się tam kręciło, niektórzy w białych fartuchach, inni ubrani względnie ,,normalnie", lecz z metalowymi kończynami. Postanowiłem się do nich zbliżyć, gdy mnie zauważyli nie wykazywali żadnych wrogich zamiarów, z czasem coraz odważniej się do nich zbliżałem, byłem coraz pewniejszy. Zawsze gdy do nich chodziłem Charme zostawała w lesie, była nie ufna, ale mówiła, że nie wydają jej się niebezpieczny. W końcu zacząłem dawać im się dotykać, głaskali mnie, bawili się ze mną. Polubiłem to miejsce, chciałem tam zostać. Na skraju lasu były tory, często przez nie przechodziłem, aby zrywać kwiaty wiśni dla Charme, które rosły po drugiej stronie. Pewnego dnia nie wróciłem z kwiatami, nie poszedłem również do ludzi, tego dna wydarzył się wypadek. Kiedy przechodziłem przez tory nie zauważyłem nadjeżdżającej maszyny, kiedy usłyszałem hałas zacząłem uciekać, ale potknąłem się i moja lewa tylna noga została wciągnięta między tory a maszynę, została kompletnie pokiereszowana, leżałem tam nawet sam nie wiem ile, czując przeszywający ból, ale nadal byłem pełen nadziei, chciałem iść dalej, zanieść Charme kwiaty, iść do moich ludzkich przyjaciół. W końcu zasnąłem... Gdy się obudziłem byłem na terenie ludzkiego obiektu w lesie, leżałem, nade mną stało kilka osób w fartuchach. Nie czułem już bólu , podniosłem łeb, moja noga była, mogłem nią poruszać, ale była inna, metalowa. Spędziłem na terenie obiektu kilka miesięcy. Moja sprawność wróciła do stanu jak sprzed wypadku, a z czasem moja noga zaczęła wyglądać jak wcześniej. Któregoś dnia ludzie, którzy się mną opiekowali wyprowadzili mnie do lasu i zaczęli wyganiać, nie wiedziałem o co im chodzi, w końcu jednak zacząłem biec. W lesie odnalazłem Charme, bardzo się martwiła. Uznałem, że nie możemy tu dłużej zostać, ruszyliśmy dalej... C.D.N.
KONTAKT: Ola009m
Subskrybuj:
Posty (Atom)

