Zaśmiałem się.
- A czemu miałabyś się nie nadawać?- spytałem
- Sama nie wiem- odparła
- Nie myśl za dużo- powiedziałem i pocałowałem klacz
Uśmiechnęła się potem.
Znów ten szmer. Moje uszy mimowolnie powędrowały ku górze. Death? Czy to on?
Jednak nie. Zza drzewa wyszła Vena. Przystanęła.
- Hmm... Wiesz zastanawia nas co to było? Zaświaty?- spytała od razu, nie zastanawiając się
Spojrzałem porozumiewawczo na Angel. Uśmiechnęła się. Podszedłem do Veny wraz z klaczą.
- Taa- odpowiedziałem Venie
Wszyscy wzbiliśmy się w powietrze. Trzeba było się przygotować.
Death? Brak weny :(((
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cole. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 listopada 2016
Od Cole'a CD opowiadania Mariki
A jednak poszła za mną i tu. Dobra. Rozumiem wszytko, ale łażenie za kimś. A zresztą.... Nie ważne. Marika czekała na uzyskanie odpowiedzi. Miałem powiedzieć jej prawdę?
Przewróciłem tylko oczami i stnąłem na przeciwko siwej klaczy.
- Powinnaś zadać raczej pytanie o czym to myśmy nie rozmawiali- odparłem i uśmiechnąłem się.... Złośliwie? Nie wiem czy tak potrafię. Marika dalej stała i wpatrywała się we mnie. Chciała coś odpowiedzieć, ale ja byłem szybszy.
- Dowódca Morderców prawda?- spytałem
- Owszem- odparła dumnie
Jak na klacz na charakterek. Ale podczas wojny się przyda. Uśmiechnąłem się mimowolnie pod nosem.
- Dobrze- zacząłem i wyminąłem Marikę
Klacz chyba powoli stawała się niecierpliwa. Podreptała w ślad za mną.
- Co wiąże się z tym twoim dobrze?- spytała zniecierpliwiona
- Wojna perełko- odparłem
Marika? Brak we[ł]ny 0.0
Przewróciłem tylko oczami i stnąłem na przeciwko siwej klaczy.
- Powinnaś zadać raczej pytanie o czym to myśmy nie rozmawiali- odparłem i uśmiechnąłem się.... Złośliwie? Nie wiem czy tak potrafię. Marika dalej stała i wpatrywała się we mnie. Chciała coś odpowiedzieć, ale ja byłem szybszy.
- Dowódca Morderców prawda?- spytałem
- Owszem- odparła dumnie
Jak na klacz na charakterek. Ale podczas wojny się przyda. Uśmiechnąłem się mimowolnie pod nosem.
- Dobrze- zacząłem i wyminąłem Marikę
Klacz chyba powoli stawała się niecierpliwa. Podreptała w ślad za mną.
- Co wiąże się z tym twoim dobrze?- spytała zniecierpliwiona
- Wojna perełko- odparłem
Marika? Brak we[ł]ny 0.0
piątek, 4 listopada 2016
Od Cole'a CD Angel
Uśmiechnąłem się słysząc te słowa z ust klaczy. Jednak ta stała i patrzyła na mnie. Przecież znała moje zdanie i uczucia.
- Nie spinaj się tak- zaśmiałem się- Nie masz powodu- odparłem
Death tupnęła nogą i zaśmiała się. Musze przyznać, że las w którym się znaleźliśmy był bardzo "urodziwy". Wybrałem go na samotne rozmyślanie, a nie na rozmowę z Death. Dosyć gęsty, a my staliśmy na przeciwko siebie. Dobrze, że nie zaczęło padać i nie ściemniało się. Wtedy bylibyśmy w bardzo przyjemnym miejscu.
- Hmm... To czy madame zechce zostać moją partnerką i jednocześnie wspiąć się na stanowisko przywódczyni?- spytałem z z moim nawykiem, uśmiechem, i lekko kłaniając głowę
Angel zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne- szepnąłem bardziej do siebie, niż do klaczy
Death? Moja wena mnie opuszcza :( Jest chyba krótkotrwała :/
- Nie spinaj się tak- zaśmiałem się- Nie masz powodu- odparłem
Death tupnęła nogą i zaśmiała się. Musze przyznać, że las w którym się znaleźliśmy był bardzo "urodziwy". Wybrałem go na samotne rozmyślanie, a nie na rozmowę z Death. Dosyć gęsty, a my staliśmy na przeciwko siebie. Dobrze, że nie zaczęło padać i nie ściemniało się. Wtedy bylibyśmy w bardzo przyjemnym miejscu.
- Hmm... To czy madame zechce zostać moją partnerką i jednocześnie wspiąć się na stanowisko przywódczyni?- spytałem z z moim nawykiem, uśmiechem, i lekko kłaniając głowę
Angel zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne- szepnąłem bardziej do siebie, niż do klaczy
Death? Moja wena mnie opuszcza :( Jest chyba krótkotrwała :/
Od Cole'a CD Death
Klacz chyba nie zrozumiała mojego przekazu. Może inaczej - zrozumiała, ale źle go zinterpretowała.
Zaśmiałem się.
- Rozumiem, ale ty chcesz powiedzieć co innego i ja- powiedziałem z uśmiechem
Angel spojrzała na mnie w dalszym ciągu zdezorientowana.
- Zależy mi na całym stadzie owszem- zacząłem- Ale Liama kochałem jak brata i chcąc nie chcąc zależało mi na tym szalonym idiocie- zaśmiałem się- Ale na tobie też mi zależy. Wiesz czemu jeszcze nie leżę martwy w grobie? Czemu nie przekroczyłem progu do domu Death'a? Bo coś podpowiadało mi, że na ziemi został ktoś u kogo boku warto żyć i głupie by było zostawiać ciebie - kocham cię- odparłem
Klacz dalej patrzyła wprost na mnie. Uśmiechnęła się mimowolnie.
- Nawet gdyby to nasze życie i tak było by pokręcone. Jesteśmy demonami- powiedziała
- A kto powiedział, że życie ma być nudne i proste?- odparłem- Trzeba z niego korzystać moja droga- dokończyłem myśl, jednocześnie odpowiadając na wcześniej, retorycznie zadane pytanie
Death?
Zaśmiałem się.
- Rozumiem, ale ty chcesz powiedzieć co innego i ja- powiedziałem z uśmiechem
Angel spojrzała na mnie w dalszym ciągu zdezorientowana.
- Zależy mi na całym stadzie owszem- zacząłem- Ale Liama kochałem jak brata i chcąc nie chcąc zależało mi na tym szalonym idiocie- zaśmiałem się- Ale na tobie też mi zależy. Wiesz czemu jeszcze nie leżę martwy w grobie? Czemu nie przekroczyłem progu do domu Death'a? Bo coś podpowiadało mi, że na ziemi został ktoś u kogo boku warto żyć i głupie by było zostawiać ciebie - kocham cię- odparłem
Klacz dalej patrzyła wprost na mnie. Uśmiechnęła się mimowolnie.
- Nawet gdyby to nasze życie i tak było by pokręcone. Jesteśmy demonami- powiedziała
- A kto powiedział, że życie ma być nudne i proste?- odparłem- Trzeba z niego korzystać moja droga- dokończyłem myśl, jednocześnie odpowiadając na wcześniej, retorycznie zadane pytanie
Death?
Od Cole'a CD Angel
Klacz mimo to pobiegła za mną. A ja zacząłem składać fragmenty układanki w całość. A w parze z tym szły tez moje uczucia. Death - zabił osobę na której mi zależało - Liama. Teraz, najprawdopodobniej, znów pojawił się ktoś na kim mi zależy. Death będzie zabijał osoby na których mi zależy lub po prostu zabije mnie. To zapewne w mojej podświadomości, gdy prawie przekroczyłem próg do domu śmierci, zrodziło się coś, co kazało mi wrócić. Miałem wrócić do Angel.
- Ale obecnie demony podporządkowane memu ojcu dbają o śmierć- powiedziała klacz gdy nie dogoniła. Zatrzymałem się i westchnąłem
- Nie o to chodzi... Będzie wojna- odparłem i spojrzałem na samicę
- Cole, tam jest moja rodzina. Ja nie mogę walczyć - powiedziała cicho
- Ty nie możesz walczyć- powiedział od razu
Angel spojrzała zdezorientowana.
- Death powrócił, aby zabić mnie lub osobę na której mi zależy. Abym nie miał tu życia, rozumiesz?- kiwnęła głową i słuchała dalej - Był tu gdy byłem wraz z Liamem. Na nim mi zależało bo był tym jedynym, normalnym z mojej rodziny. Ale ten padalec go zabił. Nie miałem wtedy nikogo, a on się ukrywał i obserwował mnie z góry. Teraz gdy pojawiłaś się ty on wrócił- westchnąłem
Death spojrzała lekko zdziwiona. Uśmiechnąłem się jak zwykle.
- Oj nie udawaj zdziwionej- zaśmiałem się
Death? Mówiłam, że mam plan, a ty taka jakaś niecierpliwa, no xdd
- Ale obecnie demony podporządkowane memu ojcu dbają o śmierć- powiedziała klacz gdy nie dogoniła. Zatrzymałem się i westchnąłem
- Nie o to chodzi... Będzie wojna- odparłem i spojrzałem na samicę
- Cole, tam jest moja rodzina. Ja nie mogę walczyć - powiedziała cicho
- Ty nie możesz walczyć- powiedział od razu
Angel spojrzała zdezorientowana.
- Death powrócił, aby zabić mnie lub osobę na której mi zależy. Abym nie miał tu życia, rozumiesz?- kiwnęła głową i słuchała dalej - Był tu gdy byłem wraz z Liamem. Na nim mi zależało bo był tym jedynym, normalnym z mojej rodziny. Ale ten padalec go zabił. Nie miałem wtedy nikogo, a on się ukrywał i obserwował mnie z góry. Teraz gdy pojawiłaś się ty on wrócił- westchnąłem
Death spojrzała lekko zdziwiona. Uśmiechnąłem się jak zwykle.
- Oj nie udawaj zdziwionej- zaśmiałem się
Death? Mówiłam, że mam plan, a ty taka jakaś niecierpliwa, no xdd
Od Cole'a CD Death Angel
Życie jest pełne pytań, na które nigdy nie będę znać odpowiedzi. Może to w pewnym sensie dobrze? Ponoć całe zło.... Ale zaraz! Zło. No właśnie. Nie jest to istota. To kto "to" tworzy? Odpowiedź banalna, ale zarazem skłonna do przemyśleń. MY.
Gdzie księżyc? Gdzie to wszytko? Co się ze mną stało? To już dzień? Kolejny poranek. Rozejrzałem się. Byłem w swojej jaskini. Co się stało poprzedniej nocy. Tego się raczej nie dowiem, ale mogę się domyślić, że było to coś wyczerpującego, bo wszystko, od kopyt, aż po czubki uszu było zdrętwiałe i obolałe. Byłem również zbyt wyczerpany. Krew. Co się z nią stało. Pamiętam jeszcze z tej nocy krew. Głowa mi pulsowała. Myślałem, że zaraz mi eksploduje. Moje powieki stały się prawdziwym ciężarem. Powoli opadały. Ale ja musiałem się stąd wyrwać! Obiecałem.... To było ostatnie z moich przemyśleń tego dnia. A co widziałem jako ostatnie? Sylwetkę pegaza wchodzącego do jaskini.
~*~
Kolejny dzień. Chyba. Straciłem rachubę. Otworzyłem oczy. Death. Zapewne była tą postacią.... którą wtedy zobaczyłem przed zaśnięciem. Klacz spojrzała w moim kierunku i podeszła ostrożnie bliżej. Podniosłem łeb. Chciałem wstać. Moje skrzydła spoczywały po obu stronach moich boków. Czasem miałem gdzieś w głębi takie przemyślenia, że mogło by ich nie być. Pewnie było by mi lżej.
Usiadłem na zadzie. Spojrzałem na Angel.
- Ile byłem nieprzytomny?- spytałem szeptem i spuściłem wzrok
- Od pełni- odparła i odetchnęła
Z ulgą?
Może na kilkanaście godzin nie byłem obecny ciałem i duchem, ale humor i tak pozostał. Zaśmiałem się i spojrzałem na klacz. Zamrugała i spojrzała na mnie niepewnie.
- Czyżby ktoś się martwił?- spytałem z iskrą złośliwości w głosie
Oczywiście nie to, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Przynajmniej wiedziałem, że ktoś będzie płakał po mojej śmierci. Z wypowiedzianymi słowami wstałem i udałem się chwiejnym krokiem w stronę wyjścia z jaskini. Stanąłem na skraju.
- Żartujesz sobie?!- parsknęła poirytowana klacz- Ja bym tu chyba na zawał zeszła!- odparła i stanęła obok
Nie wiem czy powiedziała to pod wpływem emocji, a może i świadomie mówiła to co mówiła. Zerknąłem na Angel. Patrzyła twardo na mnie.
- Nie patrz się tak- zaśmiałem się i pokręciłem głową
W momencie gdy klacz chciała odpowiedzieć w miejscu Zaświatów pojawił się na niebie niebieski strumień światła. Liam.
- To to o czym mówił....- powiedziałem, jednocześnie wyrwałem Death z wpatrywania się w, zapewne dla niej, piękne zjawisko.
- Kto?- spytała ostrożnie
Wybiłem się tylko w powietrze. Wiedziałem, że klacz poleci w ślad za mną. Nie myliłem się.

Przy Zaświatach okazało się, że mój brat miał racje. Nie podchodziłem blisko. Zatrzymałem się mniej więcej w miejscu gdzie dla normalnych, zwykłych koni było pole magnetyczne chroniące Zaświaty. Ale teraz zostało zniszczone. A brama do królestwa Bóstw stała się czerwona. Wychodziły z niej demony. Pod postacią koni i wilków. Nie była to duża armia. Może 30 do kupy. A na końcu orszaku wyłonił się niejaki Death. Angel u mojego boku aż pisnęła. W sumie gdybym się nie powstrzymał też bym tak zrobił. I pewnie dodatkowo podskoczył i dostał drgawek..
- Ku*wa!- zaklnąłem pod nosem
Ten śmiech. Te ruchy. Ale przecież zabiłem go! Jak?!
- Wiem, że tam jesteś! Myślałeś, że zabijesz wiecznego Boga? Kto będzie opiekował się pięknym darem takim jak śmierć? Kto będzie sprawował pieczęć nad mękami? W dzień ostateczny się policzymy- krzyknął i zniknął
-Cole?- głos Death
Liam mógłby żyć? Nie zginąłby? Ja bym się o to wszytko nie obwiniał? A ten zasrany padalec dalej żyje? Przecież go zabiliśmy! Jak to możliwe do cholery? Po co to wszytko było?!
- Cole?- spytała bardzo ostrożnie samica
- Zostaw mnie- szepnąłem i odszedłem w las
Death?
Tak to zapowiedź wojny! :)))
Gdzie księżyc? Gdzie to wszytko? Co się ze mną stało? To już dzień? Kolejny poranek. Rozejrzałem się. Byłem w swojej jaskini. Co się stało poprzedniej nocy. Tego się raczej nie dowiem, ale mogę się domyślić, że było to coś wyczerpującego, bo wszystko, od kopyt, aż po czubki uszu było zdrętwiałe i obolałe. Byłem również zbyt wyczerpany. Krew. Co się z nią stało. Pamiętam jeszcze z tej nocy krew. Głowa mi pulsowała. Myślałem, że zaraz mi eksploduje. Moje powieki stały się prawdziwym ciężarem. Powoli opadały. Ale ja musiałem się stąd wyrwać! Obiecałem.... To było ostatnie z moich przemyśleń tego dnia. A co widziałem jako ostatnie? Sylwetkę pegaza wchodzącego do jaskini.
~*~
Kolejny dzień. Chyba. Straciłem rachubę. Otworzyłem oczy. Death. Zapewne była tą postacią.... którą wtedy zobaczyłem przed zaśnięciem. Klacz spojrzała w moim kierunku i podeszła ostrożnie bliżej. Podniosłem łeb. Chciałem wstać. Moje skrzydła spoczywały po obu stronach moich boków. Czasem miałem gdzieś w głębi takie przemyślenia, że mogło by ich nie być. Pewnie było by mi lżej.
Usiadłem na zadzie. Spojrzałem na Angel.
- Ile byłem nieprzytomny?- spytałem szeptem i spuściłem wzrok
- Od pełni- odparła i odetchnęła
Z ulgą?
Może na kilkanaście godzin nie byłem obecny ciałem i duchem, ale humor i tak pozostał. Zaśmiałem się i spojrzałem na klacz. Zamrugała i spojrzała na mnie niepewnie.
- Czyżby ktoś się martwił?- spytałem z iskrą złośliwości w głosie
Oczywiście nie to, żeby mi to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Przynajmniej wiedziałem, że ktoś będzie płakał po mojej śmierci. Z wypowiedzianymi słowami wstałem i udałem się chwiejnym krokiem w stronę wyjścia z jaskini. Stanąłem na skraju.
- Żartujesz sobie?!- parsknęła poirytowana klacz- Ja bym tu chyba na zawał zeszła!- odparła i stanęła obok
Nie wiem czy powiedziała to pod wpływem emocji, a może i świadomie mówiła to co mówiła. Zerknąłem na Angel. Patrzyła twardo na mnie.
- Nie patrz się tak- zaśmiałem się i pokręciłem głową
W momencie gdy klacz chciała odpowiedzieć w miejscu Zaświatów pojawił się na niebie niebieski strumień światła. Liam.
- To to o czym mówił....- powiedziałem, jednocześnie wyrwałem Death z wpatrywania się w, zapewne dla niej, piękne zjawisko.
- Kto?- spytała ostrożnie
Wybiłem się tylko w powietrze. Wiedziałem, że klacz poleci w ślad za mną. Nie myliłem się.

Przy Zaświatach okazało się, że mój brat miał racje. Nie podchodziłem blisko. Zatrzymałem się mniej więcej w miejscu gdzie dla normalnych, zwykłych koni było pole magnetyczne chroniące Zaświaty. Ale teraz zostało zniszczone. A brama do królestwa Bóstw stała się czerwona. Wychodziły z niej demony. Pod postacią koni i wilków. Nie była to duża armia. Może 30 do kupy. A na końcu orszaku wyłonił się niejaki Death. Angel u mojego boku aż pisnęła. W sumie gdybym się nie powstrzymał też bym tak zrobił. I pewnie dodatkowo podskoczył i dostał drgawek..- Ku*wa!- zaklnąłem pod nosem
Ten śmiech. Te ruchy. Ale przecież zabiłem go! Jak?!
- Wiem, że tam jesteś! Myślałeś, że zabijesz wiecznego Boga? Kto będzie opiekował się pięknym darem takim jak śmierć? Kto będzie sprawował pieczęć nad mękami? W dzień ostateczny się policzymy- krzyknął i zniknął
-Cole?- głos Death
Liam mógłby żyć? Nie zginąłby? Ja bym się o to wszytko nie obwiniał? A ten zasrany padalec dalej żyje? Przecież go zabiliśmy! Jak to możliwe do cholery? Po co to wszytko było?!
- Cole?- spytała bardzo ostrożnie samica
- Zostaw mnie- szepnąłem i odszedłem w las
Death?
Tak to zapowiedź wojny! :)))
Od Cole'a CD opowiadnia Angel
Szmer. Wszytko dookoła mnie zaczęło wirować. Księżyc jakże dostojny w swojej odsłonie. Pełny i bijący jasnym blaskiem mozolnie wbił się na niebo. Otaczały go miliony drobnych, migających na granatowym niebie gwiazd. Gdzieś wysoko na drzewie jakiś ptak odbił się zgrabnie od gałęzi i poleciał ,w nikomu oprócz niego nieznaną, podróż. Podróż. Słowo jakże proste, a kryjące tyle znaczeń. Każdy z nas wyruszy kiedyś w taką podróż. Jest pewnego rodzaju wędrówka, z której nikt z nas nigdy nie wróci. Wędrówka. Słowo, które każdy z nas odbiera w inny sposób. Dla jednych będzie ono miłe i łaskawe. Dla innych wręcz przeciwnie... Ja jednak wracam moimi zbłąkanymi myślami do tej ostatniej i nieodwracalnej podróży. Nasze życie zatacza krąg. Większość rzeczy wykonujemy nieświadomi, powtarzając to na okrągło. Gesty, ruchy, zachowanie. Czy zależne tylko od nas?
Wystrzał. Niczym pocisk z karabinu.
Kosmos. Tak dziki i niezależny. Zarazem jednak piękny i tajemniczy.
Spokojny. Niczym ocean podczas pięknej, bezwietrznej pogody.
Ogień. Nieposkromiony zabójca.
Uczucie to było ciężkie jak wspomniana wcześniej wędrówka - pod stromą górę, która się z ciebie śmieje i nie pozwala ci dość do celu podróży.
Czy każda podróż ma swój cel? To krótkie trzy literowe słowo, a wielu z nas tak bardzo cieszy się gdy wypowie to słowo.
Czy coś widziałem? Jedynie ciemność.
Mój demon stoczył bitwę. Bitwę? Wielki bój. Ale po co? No właśnie. Na to pytanie nie ma odpowiedzi. W naszych duszach toczy się wielka walka. Dobra ze złem. Pomyślisz teraz - "Typowa bajeczka dla dzieci". Ale czy pomyślałeś jak takie bajeczki się kończą? No właśnie. A kto powiedział, że ta bajka skończy się tekstem - I żyli długo i szczęśliwie? Takie oklepane słowa. Dobrane przypadkowo, aby dzieci nie płakały na koniec. Ale czy da się tego uniknąć? Czy dla się tak żyć? Raczej nie. Życie wieczne? Kłamstwo. A życie szczęśliwe? To już zależy od ciebie.
Czy jest jeszcze we mnie taka siła, która pociągnie mnie dalej po tym boju? Czy jest po co żyć jeszcze na tym świecie? Mogę udać się w tą nieodwracalną podróż. Podróż, z której celu będę zadowolony.
Śmierć. Słowa których wiele z nas nie chce wypowiadać. Jeśli się nie domyśliłeś - o tej podróży, ciężkiej wędrówce miałem na myśli. Czy po śmierci jest tak jak na ziemi? Czy nasze życie będzie toczyło się w kółko i w kółko, i w kółko, aż zakręci nam się z głowach? Nie wiem. Bo najwyraźniej jakaś siła na ziemi przywoływała mnie. Cole. Moje imię. Niby też proste. Jak zresztą wszytko co nas otacza. Cole. I znów to samo. Lecz ja dalej widziałem ciemność. Moja podświadomość jednak wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Nie jestem gotów. Szkoda.
Cole.
Łzy. Warte zachodu? Po co to wszystko do cholery?!
Oczy przepełnione strachem.
Ale co to strach? Czy my się naprawdę czegoś boimy czy tylko to sobie wymyślamy?
Nasza wyobraźnia. Moja zaczyna się tam gdzie twoja się kończy. Prawda? A może kolejne kłamstwo?
Na tym świecie wiele jest zagadek, których i tak nie rozwiążemy nie ważne jak byśmy się starali lub drogowskazy by nam to ułatwiały.
Życie jest jedna wielką zagadką.
Każdy obiera swoją drogę i biegnie na tą górę i osiąga dany cel.
Czy ja tego chciałem? Nie wiem.
Oczy. Czy byśmy sobie bez nich poradzili? Tak. Ale nasze życie byłoby na pewno mniej urozmaicone.
Oczy się otwierają. Widzę tą samą granatową powłokę usianą w malutkich gwiazdkach. Dla takich chwil warto żyć.
Krew. Zapach. Smak. Tak to krew.
Widzę konia. A może demona?
Chyba fajnie mi wyszło xd
Wystrzał. Niczym pocisk z karabinu.
Kosmos. Tak dziki i niezależny. Zarazem jednak piękny i tajemniczy.
Spokojny. Niczym ocean podczas pięknej, bezwietrznej pogody.
Ogień. Nieposkromiony zabójca.
Uczucie to było ciężkie jak wspomniana wcześniej wędrówka - pod stromą górę, która się z ciebie śmieje i nie pozwala ci dość do celu podróży.
Czy każda podróż ma swój cel? To krótkie trzy literowe słowo, a wielu z nas tak bardzo cieszy się gdy wypowie to słowo.
Czy coś widziałem? Jedynie ciemność.
Mój demon stoczył bitwę. Bitwę? Wielki bój. Ale po co? No właśnie. Na to pytanie nie ma odpowiedzi. W naszych duszach toczy się wielka walka. Dobra ze złem. Pomyślisz teraz - "Typowa bajeczka dla dzieci". Ale czy pomyślałeś jak takie bajeczki się kończą? No właśnie. A kto powiedział, że ta bajka skończy się tekstem - I żyli długo i szczęśliwie? Takie oklepane słowa. Dobrane przypadkowo, aby dzieci nie płakały na koniec. Ale czy da się tego uniknąć? Czy dla się tak żyć? Raczej nie. Życie wieczne? Kłamstwo. A życie szczęśliwe? To już zależy od ciebie.
Czy jest jeszcze we mnie taka siła, która pociągnie mnie dalej po tym boju? Czy jest po co żyć jeszcze na tym świecie? Mogę udać się w tą nieodwracalną podróż. Podróż, z której celu będę zadowolony.
Śmierć. Słowa których wiele z nas nie chce wypowiadać. Jeśli się nie domyśliłeś - o tej podróży, ciężkiej wędrówce miałem na myśli. Czy po śmierci jest tak jak na ziemi? Czy nasze życie będzie toczyło się w kółko i w kółko, i w kółko, aż zakręci nam się z głowach? Nie wiem. Bo najwyraźniej jakaś siła na ziemi przywoływała mnie. Cole. Moje imię. Niby też proste. Jak zresztą wszytko co nas otacza. Cole. I znów to samo. Lecz ja dalej widziałem ciemność. Moja podświadomość jednak wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Nie jestem gotów. Szkoda.
Cole.
Łzy. Warte zachodu? Po co to wszystko do cholery?!
Oczy przepełnione strachem.
Ale co to strach? Czy my się naprawdę czegoś boimy czy tylko to sobie wymyślamy?
Nasza wyobraźnia. Moja zaczyna się tam gdzie twoja się kończy. Prawda? A może kolejne kłamstwo?
Na tym świecie wiele jest zagadek, których i tak nie rozwiążemy nie ważne jak byśmy się starali lub drogowskazy by nam to ułatwiały.
Życie jest jedna wielką zagadką.
Każdy obiera swoją drogę i biegnie na tą górę i osiąga dany cel.
Czy ja tego chciałem? Nie wiem.
Oczy. Czy byśmy sobie bez nich poradzili? Tak. Ale nasze życie byłoby na pewno mniej urozmaicone.
Oczy się otwierają. Widzę tą samą granatową powłokę usianą w malutkich gwiazdkach. Dla takich chwil warto żyć.
Krew. Zapach. Smak. Tak to krew.
Widzę konia. A może demona?
Death Angel? Kurde, miałam wenę O.o
środa, 2 listopada 2016
Od Cole'a CD opowiadania Mariki
- A może ty jesteś z tym wypadkiem jakoś związany? –
powiedziała nie mniej pewnie.
Odwróciłem się nagle. Przegięła.
Dla wszystkich jestem tylko dowódcą, ostatnim na posterunku. Nie oczekuję współczucia ani wsparcia. A tym bardziej od takiej jak ona. Z niewyparzonym jęzorem. Marika stała i wpatrywała się z iskrą kpiny. Wiedziała, że coś we mnie pękło.
Czułem się teraz jakby moje, już i tak, szklane serce, rozpadło się na tysiąc drobnych kawałeczków. Ostatni raz spojrzałem na siwą klacz z góry. Odbiłem się od podłoża i rozpostarłem swoje czarno niebieskie skrzydła i odleciałem gdzieś daleko. Tysiąc kawałeczków mojego serca pobrzękiwało mi w piersi.
I kto się śmieje ostatni?
Pomyślałem z drwiną. Tak myśli kierowałem do tej klaczy co została na dole.
Chmury w dali nie zwiastowały dobrej pogody. Będzie ulewa jak nic. A może nawet i burza? Uśmiechnąłem się pod nosem. Leciałem w sam środek tej zapapranej pogody.
Marika? Brak weny xd
Chmury w dali nie zwiastowały dobrej pogody. Będzie ulewa jak nic. A może nawet i burza? Uśmiechnąłem się pod nosem. Leciałem w sam środek tej zapapranej pogody.
Marika? Brak weny xd
czwartek, 6 października 2016
Od Cole'a CD opowiadania Death Angel
Nie mogłem się otrząsnąć. Teraz gdy nie było już tego padalca myślałem, że już wszytko się poukłada i powoli wróci do normy po stracie Liama. Ale nie. teraz kur*a będą mnie jakieś duchy prześladować. Death nie było do śmiechu z powodu mojego nagłego pogorszenia się.
~*~
U medyka okazało się, że nic mi nie jest. No bo przecież tak było. Z moją głową wszytko okey. Death była przy mnie. Dobrze, że chociaż ktoś.
- Death? - spytałem
Odwróciła się natychmiast w moją stronę.
- Tak?
- Nic, chciałem tylko wiedzieć, czy to ty.
Pokiwała porozumiewawczo głową.
- Za chwilę się przemienię - szepnęła do mnie
Klacz westchnęła. ja również, ale ciszej. Cmoknęła mnie w policzek, po czym odleciała.
Medyk uśmiechnął się do mnie, ale ja nie potrzebuje współczucia. Nagle coś we mnie drgnęło.
- Czy dziś pełnia?- spytałem ogiera obok
kiwnął głowa na potwierdzenie.
- Cholera- zerwałem się i odleciałem jak najdalej
Ja dzisiaj tez się przeminię.
Death? Może jakieś spotkanie jako demony? XD
~*~
U medyka okazało się, że nic mi nie jest. No bo przecież tak było. Z moją głową wszytko okey. Death była przy mnie. Dobrze, że chociaż ktoś.
- Death? - spytałem
Odwróciła się natychmiast w moją stronę.
- Tak?
- Nic, chciałem tylko wiedzieć, czy to ty.
Pokiwała porozumiewawczo głową.
- Za chwilę się przemienię - szepnęła do mnie
Klacz westchnęła. ja również, ale ciszej. Cmoknęła mnie w policzek, po czym odleciała.
Medyk uśmiechnął się do mnie, ale ja nie potrzebuje współczucia. Nagle coś we mnie drgnęło.
- Czy dziś pełnia?- spytałem ogiera obok
kiwnął głowa na potwierdzenie.
- Cholera- zerwałem się i odleciałem jak najdalej
Ja dzisiaj tez się przeminię.
Death? Może jakieś spotkanie jako demony? XD
niedziela, 11 września 2016
Od Cole'a CD opowiadania Angel
- Gotowi, 3, 2, 1, START! - krzyknęła klacz i razem ruszyliśmy szybkim galopem
Angel nie był gorsza. Biegliśmy równo, ona jednak zwolniła i wyrównała tempo. Wyprzedziłem ją. Dobrze wiedziałem co zamierza. Na końcu przyspieszy. Ale nie, nie. Ja byłem wytrzymały. Stworzony do takich rzeczy. Już nie raz się ścigałem i to w gorszych warunkach. Wyrównałem tępo i biegłem dobre kilka metrów przed klaczą. Od polany nie dzieliło nas już dużo. Kilkanaście metrów. Wiedziałem, że Death zaraz przystąpi do ofensywy i przyspieszy. Moje jedno ucho powędrowało w tył, w stronę Angel.... Death. Poprawiłem się. Słyszałem jej równe odbicia od podłoża, ale też byłem gotów na to, iż zaraz przyspieszy. I tak się stało po chwili. Angel ruszyła szybko. Wydłużyła krok i zaraz znalazła się obok mnie. Słyszałem jej ciężki oddech i nabieranie powietrza w płuca. Na mojej kladce piersiowej znów pojawiały się kropelki potu. Biegliśmy nieprzerwanie łeb w łeb. Spojrzałem kątem oka na klacz. Ona na mnie również. Wtedy zarżałem triumfalnie i przyspieszyłem. Chciałem wygrać i wiedziałem, że mnie na to stać. Wydłużyłem krok, mięśnie w nogach odmawiały mi posłuszeństwa. Lecz biegłem twardo dalej. Nagle przede mną jakby coś się objawiło. Stanąłem jak wryty. Death wyprzedziła mnie jak torpeda, a potem gwałtownie zahamowała i obejrzała się w moją stronę. przed sobą jakbym ujrzał ni to Death'a, a może Lee? Już sam nie wiem. Pewnie mi się wydawało. Tracę ostatnio głowę od tamtego wydarzenia.
- Cole?! Wszytko gra?- krzyknęła klacz do mnie
Angel?
Angel nie był gorsza. Biegliśmy równo, ona jednak zwolniła i wyrównała tempo. Wyprzedziłem ją. Dobrze wiedziałem co zamierza. Na końcu przyspieszy. Ale nie, nie. Ja byłem wytrzymały. Stworzony do takich rzeczy. Już nie raz się ścigałem i to w gorszych warunkach. Wyrównałem tępo i biegłem dobre kilka metrów przed klaczą. Od polany nie dzieliło nas już dużo. Kilkanaście metrów. Wiedziałem, że Death zaraz przystąpi do ofensywy i przyspieszy. Moje jedno ucho powędrowało w tył, w stronę Angel.... Death. Poprawiłem się. Słyszałem jej równe odbicia od podłoża, ale też byłem gotów na to, iż zaraz przyspieszy. I tak się stało po chwili. Angel ruszyła szybko. Wydłużyła krok i zaraz znalazła się obok mnie. Słyszałem jej ciężki oddech i nabieranie powietrza w płuca. Na mojej kladce piersiowej znów pojawiały się kropelki potu. Biegliśmy nieprzerwanie łeb w łeb. Spojrzałem kątem oka na klacz. Ona na mnie również. Wtedy zarżałem triumfalnie i przyspieszyłem. Chciałem wygrać i wiedziałem, że mnie na to stać. Wydłużyłem krok, mięśnie w nogach odmawiały mi posłuszeństwa. Lecz biegłem twardo dalej. Nagle przede mną jakby coś się objawiło. Stanąłem jak wryty. Death wyprzedziła mnie jak torpeda, a potem gwałtownie zahamowała i obejrzała się w moją stronę. przed sobą jakbym ujrzał ni to Death'a, a może Lee? Już sam nie wiem. Pewnie mi się wydawało. Tracę ostatnio głowę od tamtego wydarzenia.
- Cole?! Wszytko gra?- krzyknęła klacz do mnie
Angel?
niedziela, 28 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Angel
Pokłusowałem rytmicznie za klaczą.
- Jak muszę to pokażę ci tą jaskinię- odparłem i przyspieszyłem do galopu
Przed nami rozciągał się pas skał z wąskim przejściem.
- Kto pierwszy do skał!- wykrzyknąłem i ruszyłem jeszcze szybciej
- Eyy! To nie fair!- krzyknęła za mną i przyspieszyła
Zaśmiałem się tylko radośnie i przyspieszyłem przechodząc do cwału.
Ziemia była dosyć grząska, więc trudniej się biegło, ale mi to nie przeszkadzało. Death powoli zaczeła mnie doganiać, ale ja nie zamierzałem zmarnować takiej szansy! Po wyrobieniu sobie takiej przewagi na starcie nie zamierzałem przegrać! Wiedziałem, że klacz będzie nieusatysfakcjonowana tym co zrobiłem, ale widziałem, że na jej twarzy gościł uśmiech. Ale nie taki zwyczajny! Angel zamierzała wygrać i myślała, że jej się to uda! Haha! Samica zrównała się ze mną. Do skał brakowało nam niewiele. Na mojej klatce piersiowej pojawiały się kropelki potu. Koniec końców przyspieszyłem i wygrałem o kilka centymetrów. Klacz była naprawdę szybka! Ja jednak nie zwolniłem i pobiegłem na wąską ścieżkę i dalej. Death wychamowala ostro przed skałami.
- Cole?!- usłyszałem jej głos
- No chodź!- odparłem radośnie
Tak jak powiedziałem tak zrobiła. Moja towarzyszka szybko dołączyła do mnie cała cieżko oddychając. Ja zresztą też łapałem szybko powietrze.
- Żądam rewanżu- odparła i spojrzała na mnie zawadiacko
- Chyba śnisz maleńka- uśmiechnąłem się jak zwykle
Klacz była odemnie niższa. Gdyby tak jej charakterek przenieść do większego ciała.... Rozgromiła by wszystko i wszystkich. Zaśmiałem się w duchu.
- Pomyślałem, że dam ci jakaś spokojną jaskinię na obrzeżach stada. Abyś przez przypadek- zaznaczyłem to słowo- nie zabiła kogoś ze stada- odparłem i na chwile spoważniałem aby dodać moim słowom powagi
Death? (:
sobota, 27 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Angel
Spojrzałem na klacz z ukosa. Zadziwiała mnie coraz bardziej. Najpierw jako demon, potem nieśmiertelność. Już i tak dużym sukcesem było to, że nie chce mnie zabić. A następne co mnie zdziwiło to nagły wybuch śmiechu. Nie spodziewałbym się tego po tej, akurat klaczy.
- Dobrze- odparłem na prośbę klaczy
Skinąłem i ruszyłem wolnym krokiem. Death ruszyła w ślad za mną.
Szedłem z klaczą po terenach. Po krótce obszedłem z nią tereny idąc przez Sunny Forest. Znaleźliśmy się u podnóża gór Free Mountain. Potem doszliśmy do tych mroczniejszych terenów. Mrocznie ziemie obszedłem wielkim łukiem cos tam tylko wspominając. Miałem z tym terenem złe wspomnienia. A bliza na pysku mnie tym wspomnieniem bardziej przygniatało. Death tylko spojrzała na mnie jakby chciała wiedzieć cos więcej w koncu spytała:
-...
Death? Wspomnienia łączą się ze śmiercią Liama jakby co xd masz tam wczesniej opko ;3 xd
czwartek, 25 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Angel
O matko! Staliśmy tu już od dobrych 10 minut, a ja się nie przedstawiłem! Cole! Napomnialem się w myślach.
- Cole- odparłem i wyszczerzyłem swoje białe zęby w uśmiechu
Klacz tylko przewróciła oczami.
- Dobra- powiedziałem przeciągając sylaby- To skoro ty nie masz zamiaru mnie już - zaakcentowałem ostatnie słowo - zabić to... Szukasz czegoś konkretnego na terenach stada?- spytałem w końcu
Angel... Death Angel - napomniałem się w myślach, lekko się zdziwiła na to pytanie
- Stado?- spytała zaciekawiona- Nic konkretnego, aczkolwiek....- urwała jakby to co miała zaraz powiedzieć było ściśle tajne
- Jak chcesz to możesz dołączyć- odparłem po chwili
Death namyślała się po czym pokiwała głową. Przytaknąłem.
- Sądząc po twoich atakach na innych i chęci ich zabicia może zostaniesz mordercą?- spytałem i lekko się zaśmiałem
Kąciki ust klaczy lekko drgnęły, ale potem szybko to "zamaskowała" i znów przytaknęła.
- Oprowadzić cię po terenach czy madame zrobi to sama?- spytałem żartobliwie
Death?
Od Cole'a CD opowiadania Star
Stanąłem. Lee też był nieprzytomny. I wtedy wróciłem do tamtej chwili. Zacisnąłem mocno oczy. Czemu?
- Ey?- spytała Star ostrożnie- Co jest?
Szybko się otrząsnąłem i przybrałem swoj opanowany wyraz twarzy.
- Nic. Nie ważne- ruszyłem szybszym krokiem
Nie wiedziałem czy ma zamiar drążyć temat czy nie, ale w ostatniej chwili gdy otworzyła usta, natychmiast je zamknęła.
Szliśmy tak dalej w nieprzerwanej, troche napiętej ciszy. Star szła kilka kroków za mną. Ja za to szedłem leniwym stępem z lekko upuszczony głową w dół. Chciałem pójść gdzieś daleko. Jak najdalej. Śmierć brata z przed tygodnia jeszcze we mne tkwiła. Bedzie tak tkwiła do konca życia. Czyli przez niezliczone lata. Teraz, pierwszy raz w życiu, przeklnąłem moja nieśmiertelność. A blizna na pysku jeszcze to bedzie mocniej utwierdzała.
Star? Brak weny :C
środa, 24 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Angel
Uniosłem jedną brew. Diabeł? Klacz już od tej rozmowy zaciekawiła mnie. Może gdyby nie była taka nieufna i chamska. Ale nie wiedziałem przecież jaką miała historię.
- Długo tak zamierzasz się na mnie patrzeć?- warknęła
- Już, już. Spokojnie mała- odparłem uśmiechając się jak zwykle
Ne miałem się czego bać. Jeśli klacz była demonem, który zabija bez powodu i tak nie dałaby rady ze mną. Jestem nieśmiertelny. Dlatego uważałem, że może warto spróbować znajomość. Chociaż były na to nikłe szanse. Angel nie była usatysfakcjonowana nową "ksywką". Jej oczy "zapłonęły" krwistym kolorem. Odsunąłem się krok w tył, ale klacz zdążyła po mnie " sięgnąć", usiłowała mnie zabić. Jednak nie wyszło jej. Po chwili gdy myślała, że moja dusza opuściła ciało ja stałem dalej przed nią i patrzyłem na nią. Ona nie pozostała mi winna i rownież patrzyła na mnie. Tym razem była zdziwiona. I to bardzo.
- C-co do cholery?!- wybuchnęła zdziwiona
- Nieśmiertelność skarbie- odparłem usatysfakcjonowany- Nie tylko ty masz "fajne" moce- dokończyłem i uniosłem łeb z uśmieszkiem na pysku
Angel?
Od Cole'a do Death Angel
[...] Przedemną kończył się klif i otwierała się oschłań.
Fale z hukiem rozbijały się dobrych sześć dziesiątke, siedemdziesiąt metrów niżej. Z wściekłością atakowały piaszczystą plaże, załamywały się i zmieniały w spienioną kipiel. Mewy krzyczały dookoła. W koncu udało mi się oderwać wzrok od krawędzi urwiska i skupić wzrok na punkcie w wzburzonym Oceanie. Nagle jakbym przeniósł się do innego świata. Oczyma duszy widziałem wszytko. Zacisnąłem oczy. Ujrzałem cała swoją preszłość. To, że przezemnie umierali niewinni, a teraz jestem sam jak palec. Liam zginał. Mogłem iść za niego, ale by prwnie protestował. Czuł, że to on musi to załatwić. Czuł, że ja powinienem tu zostać. Czuł to czego ja nie czułem. Ja za to czułem, że nie powinienem tu być. Czułem, że nie jestem wolny. Czulem, że dalej jestem tym kim byłem kiedyś. Dragon Queen popadła w depresje. Magic Forest... Nie zapuszczałem się tam. Czułem, że nie powinno mnie tu być. Otworzyłem oczy i zawróciłem. Szedłem ścieżka w dół Oceanu kilkanaście metrów za klifem, na którym przed chwilą stałem. Schodząc na płazy ujrzałem sylwetkę jakiegoś konia. Prwnie ktoś ze stada. Zszedłem na żółty i drobniutki jak mąka piaseczek. Szedłem w stronę sylwetki. Zbliżając się nie mogłem jej dopasować do żadnego konia ze stada. Klacz, jak się okazało, odwróciła się jak byłem kilka metrów za nią. Patrzyła na mnie, a ja na nią. W końcu zaczęła:
-....
Angel?
Od Cole'a CD opowiadania Star
Klacz nie wychodziła bardzo długo. Nie wiedziałem czy wyjdzie o własnym siłach czy będę musiał zainterweniować. W końcu odważyłem się i wszedłem. Nie mogę być gorszy od klaczy.
****
Wyciągnąłem Star po wielkich zmaganiach z tymi cholernymi terenami. Staliśmy na skraju. Shadow leżała nieprzytomna ja stałem pod drzewem kilka metrów dalej. Uznałem, że jedzenie tutaj trawy może mieć jakiś ukryty chaczyk, więc sobie odpuściłem. Miałem nadzieje, że klacz niedugo oprzytomnieje, bo nie miałem ochoty sterczeć tu cały dzień. Koniec końców po jakiś 15 minutach zaczeła otwierać oczy. Podszedłem wolnym krokiem do niej.
- Nie musisz mi dziękować skarbie- powiedziałem pół żartem, pół serio
Star tylko coś tam burknęła i powoli zaczeła wstawać. Nareszcie. Pomyślałem.
- Odprowadzić panią?- spytałem z nutką żartu w głosie
Klacz uśmiechnęła się ni to złośliwie ni to sarkastycznie i wyminęła mnie z dumnie uniesioną głową. Poszedłem w ślad za nią. Chyba zaczynałem lubić te klacz.
Szliśmy przed dłuższy czas w ciszy. Myślałem jakby tu zacząć jakaś konstruktywną rozmowę. W końcu przecież nie spytałem Star co się wydarzyło na Bagnach.
- Co tam się właściwie wydarzyło?- spytałem i spojrzałem na Shadow
Star?
środa, 17 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Star
Klacz nas zostawiła i beztrosko pokłusowała przed siebie.Ja wraz z Lee poszliśmy w stronę przeciwną. Chciał ze mną o czymś pomówić.
***
Rozmowa zakończyła się tak, że wściekły wybiegłem z jaskini Liama. Nie miałam ochoty dłużej tego słuchać. Nie chciałem słuchać o ojcu czy matce. Obchodziło mnie to co się dzieje tu i teraz, a nie to co się wydarzyło czy ma się zdarzyć, chociaż to też czasem jest istotne. Szedłem dosyć szybkim tempem. Postanowiłem zobaczyć na jaka skalę "rozciągają" się tereny stada.
Widziałem już ocean, lasy, plażę i te inne "milusie" i bezpieczne tereny, ale słyszałem, że są też i te niebezpieczne. Chciałem się przekonać czy na pewną są i jakie są. Ponoć nikt tam się nie zapuszcza, ale nikt mi ni zabroni zobaczyć. Teraz jakoś nic się nie liczyło. Nie miałem tm zamiaru wchodzić, bo ponoć chodzą plotki, że kto wszedł ten już nie wyszedł. Ja nie zamierzałem jeszcze giąć. Minąłem stary, drewniany znak z namalowaną czaszką. Może tu mój tatulek też urzęduje i zaraz mnie nawiedzi? Przeszło mi przez myśl. I przed sobą ujrzałem jakąś sylwetkę konia. Na poczayku mysłałem, że to naprawdę mój ojciec, ale gdy poszedłm bliżej ujrzałem cos najomego. Była to chyba Star.
- Oj nie ładnie zakradać się w takie miejsca- powiedziałem sarkastycznie gdy zrównałem się z klaczą
Na twarzy goścł mój standardowy uśmieszek, a Shadow lekko się zdziwiła, że nie jest sama w takim miejscu.
Star?
***
Rozmowa zakończyła się tak, że wściekły wybiegłem z jaskini Liama. Nie miałam ochoty dłużej tego słuchać. Nie chciałem słuchać o ojcu czy matce. Obchodziło mnie to co się dzieje tu i teraz, a nie to co się wydarzyło czy ma się zdarzyć, chociaż to też czasem jest istotne. Szedłem dosyć szybkim tempem. Postanowiłem zobaczyć na jaka skalę "rozciągają" się tereny stada.
Widziałem już ocean, lasy, plażę i te inne "milusie" i bezpieczne tereny, ale słyszałem, że są też i te niebezpieczne. Chciałem się przekonać czy na pewną są i jakie są. Ponoć nikt tam się nie zapuszcza, ale nikt mi ni zabroni zobaczyć. Teraz jakoś nic się nie liczyło. Nie miałem tm zamiaru wchodzić, bo ponoć chodzą plotki, że kto wszedł ten już nie wyszedł. Ja nie zamierzałem jeszcze giąć. Minąłem stary, drewniany znak z namalowaną czaszką. Może tu mój tatulek też urzęduje i zaraz mnie nawiedzi? Przeszło mi przez myśl. I przed sobą ujrzałem jakąś sylwetkę konia. Na poczayku mysłałem, że to naprawdę mój ojciec, ale gdy poszedłm bliżej ujrzałem cos najomego. Była to chyba Star.
- Oj nie ładnie zakradać się w takie miejsca- powiedziałem sarkastycznie gdy zrównałem się z klaczą
Na twarzy goścł mój standardowy uśmieszek, a Shadow lekko się zdziwiła, że nie jest sama w takim miejscu.
Star?
piątek, 12 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Mariki
Przewróciłem oczami. Dziewczynka milion pytań do.
- Posłuchaj skarbie- zacząłem- Sam czekam tu na Lee i nie mam pojęcia gdzie on jest, więc jak chcesz to możesz wyruszyć na poszukiwania- odparłem ze spokojem i uśmiechnąłem się jak zawsze
Klacz była mniejsza ode mnie. Nie przeszkadzało mi to. Jednak pierwszy raz ją tu widziałem. Może też przez to, że byłem "świeży". Mój braciszek nieźle się ustawił. Ciekawe czy jest tutaj chociaż kilka ogierów. Zaśmiałem się w myśli.
Marika widać nie za bardzo usatysfakcjonowana moją odpowiedzią tylko westchnęła zniecierpliwiona i przewróciła swoimi oczami.
- To ja wrócę później- warknęła i zaczęła zmierzać tam skąd przyszła
- Świetnie- mruknąłem pod nosem
Siwa klacz miała pecha, bo po kilku minutach przyszedł Lee. Na mój widok przewrócił oczami i cicho westchnął. Od razu było widać, że się za mną stęsknił. Nie umiał ukrywać uczuć za kamienną twarzą. W porównaniu do mnie.
- Też się cieszę, że cię widzę- powiedziałem gdy przechodził obok mnie i wyszczerzyłem zęby w złośliwym uśmieszku
***
Wracając od Liama niebo spochmurniało. Chyba zanosiło się na deszcz. Spojrzałem w niebo. Jednak nie napatrzyłem się za długo, bo ktoś na mnie wpadł.
- Uważaj jak...- przerwałem, bo przede mną stanęła ta sama klacz, którą spotkałem przed jaskinią Lee
Marika?
- Posłuchaj skarbie- zacząłem- Sam czekam tu na Lee i nie mam pojęcia gdzie on jest, więc jak chcesz to możesz wyruszyć na poszukiwania- odparłem ze spokojem i uśmiechnąłem się jak zawsze
Klacz była mniejsza ode mnie. Nie przeszkadzało mi to. Jednak pierwszy raz ją tu widziałem. Może też przez to, że byłem "świeży". Mój braciszek nieźle się ustawił. Ciekawe czy jest tutaj chociaż kilka ogierów. Zaśmiałem się w myśli.
Marika widać nie za bardzo usatysfakcjonowana moją odpowiedzią tylko westchnęła zniecierpliwiona i przewróciła swoimi oczami.
- To ja wrócę później- warknęła i zaczęła zmierzać tam skąd przyszła
- Świetnie- mruknąłem pod nosem
Siwa klacz miała pecha, bo po kilku minutach przyszedł Lee. Na mój widok przewrócił oczami i cicho westchnął. Od razu było widać, że się za mną stęsknił. Nie umiał ukrywać uczuć za kamienną twarzą. W porównaniu do mnie.
- Też się cieszę, że cię widzę- powiedziałem gdy przechodził obok mnie i wyszczerzyłem zęby w złośliwym uśmieszku
***
Wracając od Liama niebo spochmurniało. Chyba zanosiło się na deszcz. Spojrzałem w niebo. Jednak nie napatrzyłem się za długo, bo ktoś na mnie wpadł.
- Uważaj jak...- przerwałem, bo przede mną stanęła ta sama klacz, którą spotkałem przed jaskinią Lee
Marika?
środa, 3 sierpnia 2016
Od Cole'a CD opowiadania Star
Klacz zaprowadziła mnie na dużą łąkę. Ciepłe, letnie promienie słońca ogrzewały nas przyjemnie. Moja czarna jak węgiel sierść błyszczała w słońcu. Shadow tak samo. Tylko, że jej sierść była... Różana? Pudrowa? A z resztą co za różnica. Inna klacz dała nam kilka wskazówek. Wykorzystałem swój atut - skrzydła i wzbiłem się w powietrze. Z góry lepiej widać co dzieje się na ziemi. Ujrzałem kasztanowatą sierść tego idioty. Ale coś w środku, głęboko we mnie cieszyło się z tego. Chodź nie było to łatwe. Skinąłem na klacz. Uniosła się na swoich silnych skrzydłach i zrównała się ze mną.
- Masz ochotę lecieć ze mną czy zostajesz?- błysnąłem zębami
Samica chwilę się zastanawiała. W końcu uległa i ruszyła w ślad za mną.
Podleciałem blisko i wylądowałem tuż obok mojego brata. Star wyładowała zaraz obok. Lee zdziwił się. Iskra w jego oku zdradziła mi wszytko.
- Poznajesz swojego kochanego brata?- zagadnąłem
- Taaa....- ziewnął
Ale okazał entuzjazm.
- Też miło mi cię widzieć po takim czasie idioto- uśmiechnąłem się
Potem preniosłem wzrok na Star. Szła dalej koło nas.
- Masz zamiar dołączyć?- spytał Lee
- Jak muszę- wysapałem
- A ty?- spytał kasztan Star
< Star? I jak? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)